2016-03-31 :: Napisali o nas: MAGAZYN WIATR - Tydzień na Pętli Żuławskiej

2015-12-01 :: Napisali o nas: Maike Grunwald: Tipp für 2016: Mit dem Hausboot durch den Oberlandkanal, Polen - Reiseblog and Welt am Sonntag 22.11.2015

2015-08-15 :: Twój Styl 8/2015 - Pejzaż horyzontalny

2015-07-24 :: Witaj w Podróży nr 48/2015

2013-12-10 :: Przegląd Koniński 12.2013
2013-08-14 :: Wywiad w Radiu Gdańsk
2013-03-08 :: Napisali o nas: ŻAGLE 3/2013 "Rejs barką od Bałtyku do Odry E70"

2012-12-24 :: Napisali o nas: Magazyn BOOTE Niemcy 12/2012

2012-08-10 :: Napisali o nas: "Sonntag Aktuell" - Stuttgart
2012-08-10 :: Napisali o nas: Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung (Niemcy) - 7.2012
2012-07-22 :: Napisali o nas: NATIONAL GEOGRAPHIC Traveller Holland

2012-05-21 :: Napisali o nas: Commersen (Szwecja)
2012-04-20 :: Napisali o nas: magazyn KILWATER marzec 2012
2012-04-20 :: Pokazali nasz jacht - TVN FAKTY 25.03.2012.
2012-04-20 :: Napisali o nas: magazyn JACHTING luty 2012
2012-04-19 :: Napisali o nas: KANAELE UND FLUESSE (SZWAJCARIA)
2012-04-05 :: Napisali o nas: Erlebnisreisen auf Nord - und Ostsee
2012-04-05 :: Napisali o nas: magazyn WASZE PODRÓŻE styczeń-luty 2012
2012-04-05 :: Napisali o nas: "Witaj w podróży" kwiecień/maj 2012.
"Witaj w podróży" kwiecień/maj 2012.

2012-02-13 :: Napisali o nas: Magazyn NAUTICA (Belgia)
2012-02-06 :: Napisali o nas: Magazyn ŻAGLE luty 2012
2011-12-22 :: Napiali o nas: NASZE MORZE grudzień 2011
2011-11-08 :: Napisali o nas: ŻAGLE październik 2011
2011-11-06 :: Napisali o nas: Nasze Morze X 2011
2011-10-17 :: Napisali o nas: DZIENNIK POLSKI 30.07.2011
2011-10-17 :: Napisali o nas: JACHTING sierpień 2011
2011-07-21 :: Napisali o nas: FLOTTENKALENDER (Niemcy)
2011-07-21 :: Napisali o nas: BOOTE MAGAZIN 07/11 - Największy w Europie magazyn o sportach motorowodnych
2011-07-21 :: Napisali o nas: NASZE MORZE 7/2011
2011-06-07 :: Napisali o nas: Lagrandeepoque (KANADA - Montreal)
2011-05-31 :: Napisali o nas: Dziennik Polski "Przez kanał i śluzy"
2011-05-17 :: Napisali o nas: JACHTING nr 5/2011
2011-05-09 :: Napisali o nas: POLSKA THE TIMES- GAZETA KRAKOWSKA "W cztery oczy o łódkach"
2011-05-07 :: Napisali o nas DZIENNIK POLSKI "Wiślane wilki morskie"
2011-05-07 :: Napisali o nas: POLSKA - GAZETA KRAKOWSKA "Rejs Kingą po Wiśle"
2011-04-21 :: Napisali o nas: DZIENNIK POLSKI "Jak to z Wisłą jest"
2011-04-17 :: Napisali o nas: Przegląd Motorowodny "Aleksandra wpuszczona w Kanał"
2011-03-31 :: Napisali o nas: Reise&Welt (Niemcy)
2011-03-08 :: Napisali o nas: JACHTING "Przez Polskę Wisłą odc. 4 Toruń-Gdańsk"
2011-03-08 :: Napisali o nas: Magazyn BOOTE (Niemcy) marzec 2011
2011-02-27 :: Napisali o nas: Hessisch-Niedersächsisch-Allgemeine (Niemcy)
2011-01-17 :: Napisali o nas: ŻAGLE styczeń 2011: "Jachtem po ...ziemi"
2010-12-21 :: Napisali o nas: JACHTING MOTOROWY 09/2010 Pętla Żuław w 4 dni
2010-12-21 :: Napisali o nas: Segler-Zeitung (Niemcy) styczeń 2011
2010-12-16 :: Napisali o nas: JACHTING grudzień 2010 "Wisłą przez Polskę cz III"
2010-12-08 :: Napisali o nas: ŻYCIE WARSZAWY
2010-11-30 :: Napisali o nas: magazyn NAUTICA (Belgia)
2010-11-07 :: Napisali o nas: MAGAZYN WIATR listopad 2010 "Test jachtu Vistula Cruiser 30"
2010-11-04 :: Napisali o nas: WASZE PODRÓŻE styczeń 2010 "Żuławy z Rzeki widziane"
2010-11-04 :: Napisali o nas: WATERKAMPIOEN (Holland)
2010-10-30 :: Napisali o nas: WIADOMOŚCI TURYSTYCZNE X 2010 Przywrócić Wisłę turystyce
2010-09-21 :: Napisali o nas: JACHTING "Przez Polskę Wisłą cz.II Sandomierz-Warszawa"
2010-09-21 :: Napisali o nas: REISE&ERHOLUNG (Niemcy) "Im Zickzack durch alle Zeiten"
2010-09-18 :: Powiedzieli o nas w Domradio (Niemcy) Hörfunkbeitrag Oberlandkanal vom 28.08.10 im Domradio
2010-09-01 :: Napisali o nas: DuMont Aktiv (Niemcy) "Per Hausboot durch das Weichseldelta"
2010-09-01 :: Napisali o nas: Miesięcznik NASZE MORZE lipiec "Statkiem po polach"
2010-09-01 :: Napisali o nas: PRZEGLĄD MOTOROWODNY "Nowa Aleksandra na wiekowej pętli"
2010-09-01 :: Napisali o nas: ŻAGLE sierpień "Rodzinne podróże"
2010-07-28 :: Napisali o nas: KREUTZFAHRT GUIDE (Niemcy) Europas letzter wilder Fluss
2010-07-19 :: Napisali o nas: Magazyn BOOTE Niemcy (największy magazyn sportów motorowodnych w Europie) lipiec 2010
2010-07-18 :: Napisali o nas: WASZE PODRÓŻE lipiec 2010 Wisłą do Modlina
2010-07-18 :: Napisali o nas: WASZE PODRÓŻE lipiec 2010 Żuławy dla żeglarzy
2010-07-16 :: Napisali o nas: Zentralschweiz am Sonntag, Luzern (Szwajcaria)
2010-07-16 :: Napisali o nas: na portalu BabciaPolka.pl - Hausbotem do Modlina
2010-07-16 :: Napisali o nas: na portalu BabciaPolka.pl - Żuławy z rzeki widziane...
2010-07-08 :: Napisali o nas: DONAUKURIER (Deutschland) Der Letzte Wilde Fluss Europas
2010-07-08 :: Napisali o nas: MANDRY (Ukraina)
2010-07-08 :: Napisali o nas: GRUNSEL (Ukraina)
2010-07-08 :: Napisali o nas MANDRY WEBSITE (Ukraina)
2010-07-08 :: Napisali o nas: JACHTING 07/2010: Przez Polskę Wisłą, cz.I Kraków - Sandomierz
2010-06-28 :: Powiedzieli o nas: TVN Warszawa
W porannym programie TVN Warszawa pod tytułem "Rytm Miasta" znalazł się kilkuminutowy wywiad "na żywo" ze skipperem ŻW Bartkiem Białasem, który zachęcał warszawiaków do udziału w rejsach organizowanych przez naszą flotę z okazji Święta Wisły.
2010-06-22 :: NAPISALI O NAS: NATIONAL GEOGRAPHIC - TRAVELER czerwiec 2010
2010-06-18 :: NAPISALI O NAS: Rynkek Turystyczny 04.2010.
2010-05-21 :: NAPISALI O NAS:Jachting 05.2010 Nowy jacht Żeglugi Wiślanej - Vistula Cruiser 30
2010-05-20 :: NAPISALI O NAS: Jachting 05.2010. "Wisło, ach to Ty!"

"Wisło, ach to Ty". Tekst pdf

 

2010-05-14 :: NAPISALI O NAS: Super Express - Spędź weekend nad rzeką.

Spędź weekend nad rzeką
Jest kilka sposobów, by zrelaksować się nad Wisłą
Sezon majówek w pełni. Wszyscy, którzy lubią aktywny
wypoczynek, mogą wybrać się nad Wisłę. Tam atrakcji nie brakuje.
Rejs po Wiśle może być doskonałą odskocznią od codziennego życia mieszczucha. Wystarczy zebrać zgraną paczkę i wynająć jacht motorowy. Wisła jest dziką rzeką i najlepiej jest wyczarterować jacht z doświadczonym skipperem. Trasę można zaplanować samemu. Dobry pomysł to rejs z Warszawy do Modlina połączony z wycieczką rowerową i zwiedzaniem twierdzy.
Na łodzi może przebywać 12 osób. Jeśli zbierze się pełna ekipa, to wyprawa kosztuje tylko 66 złotych. Więcej informacji na stronie zeglugawislana.pl.

 



Super Express - Spędź weekend nad rzeką.

 

2010-04-30 :: NAPISALI O NAS: Zickzack auf der Weichsel

Zickzack auf der Weichsel. Tekst pdf

 

2010-04-24 :: Powiedzieli o nas w KURIERZE WARSZAWSKIM

 

 

W sobotnim Kurierze Warszawskim pojawiła się informacja o inauguracji
nowego sezonu działalności Żeglugi Wiślanej


http://www.tvp.pl/warszawa/informacyjne/kurier-warszawski/wideo/240410-1645/1702168?start_rec=8

2010-04-20 :: Napisali o nas: RYNEK TURYSTYCZNY kwiecień 2010

Napisali o nas: RYNEK TURYSTYCZNY kwiecień 2010

2010-03-20 :: NAPISALI O NAS: Canalboating s Blechou - " „Expedice Wisla“ plná dobrodružství"

 Sandomierz – Warszawa „ Expedice Wiała 2009”

 Expedice Wisla“  plná dobrodružství

 

     Rok  se s rokem sešel a přišel  čas na naši další  expedici  na motorové jachtě. Kam?  Do Polska na řeku Wislu, na polskou „matku řek“. Pronajali jsme si  loď Weekend 820 „Anetka“ od společnosti  Zegluga Wislana ze Sandomierzu.  Posádka: „kapitán“ Lukáš, „navigátor“ Tom, „kuchař“  Michal, „sklepmistr“ Olda a „spojař“ Pavel.  Zde je pár  postřehů a zážitků z naší plavby:

    Sobota  20. června:  … ve večerních hodinách jsme dorazili autem do místního přístavu v Sandomierzu na Wisle. „Anetka“ již na nás čekala „připravená“. Druhá loď „Stasia“ nás měla na naší expedici doprovázet s polskými skippery Bartkem a Wojtkem.

      Neděle  21.6.2009:  … v  neděli, něco po 13. hodině, po obědě, jsme odrazili od přístavního mola a v celkem chladném a drsném počasí jsme vyrazili na naši  plavbu po  polské „matičce řek“ Wisle. V první části plavby se kormidla naší lodi ujal skiper Bartek,  který nás  zasvětil do tajů řízení lodi a hlavně do problémů,  které se vyskytují při  plavbě po této řece.  Důležité na plavbě po  Wisle je především to, že kormidelník musí  neustále sledovat hloubku řeky, která  kolísá od 7 metrů  do písčitých mělčin, které často vystupují nad hladinu. Zkušenost: na tomto úseku došlo celkem asi 4x k uvíznutí naši lodi  „Anetka“  na  mělčině a bylo nutné  loď doslova opětovně vytlačovat  ručně, k čemuž se  dobrovolně přihlásili naši dlouholetí  roztlačovači jachet kapitán Lukáš a kuchař  Michal.

Pondělí  22.6.2009: … pondělní  ráno nás probudilo  zasmušilou oblohou ... na palubu lodi „Stasia“  nastoupil úředník polské plavební  správy, do kterého jsme  preventivně nalili pár vodek, aby jsme si udobřili místní  úřednictvo. Po  vyplutí jsme bez větších problémů křižovali Wislu bez jediné  pozitvní změny  počasí. Lodě si  pluly svou 12-ti km rychlostí  za hodinu a my jsme sledovali měnící se ráz krajiny z roviny  na drobnou  pahorkatinu. Úředníka jsme vysadili u přívozu před městem Dolny Kazimierz – to jsme si oddechli! Do dneška nevím, proč s námi plul. V Dolným Kazimierzu  jsme přistáli  ve sportovním přístavu - výhled  na město byl  fascinující – a zůstali na noc.

     Úterý 23.6.2009:  … ráno  okolo osmi hodin nás probudila zatažená obloha, místy se však  protrhávala a  vypadalo to, že se na nás konečně usměje  sluníčko … a desátá  hodina rozhodla v náš prospěch. Okolo té  desáté  hodiny jsme opustili Dolny Kazimierz  a  pokračovali v plavbě směrem na Varšavu.  Šířka  řeky Wisly dosahovala až 350 m a hloubka byla místy  okolo 2 až 3 m. S pohodičkou jsme dopluli do města Pulawy, kde jsme zakotvili u staré lodi s názvem Bossman, která  slouží jako restaurace a  bar. Plavba  dále probíhala poměrně v poklidu, místy  pršelo a začalo být chladněji. Vše nám však vynahradila  příroda, která v  pulawské oblasti na řece Wisle byla skvostná.  Písečné zálivy uprostřed řeky s  nahromaděnými starými kmeny  stromů vypadaly při soumraku poněkud strašidelně.

Středa 26.6.2009:  … od časných ranních hodin nás budil hluk těžkých  strojů,  který se ozýval z venku. Loď  totiž byla ukotvena u nájezdu pro těžařskou firmu, která tady  těžila za  pomocí bagru, lodě a nákladních aut písek z řeky. „Kapitán“  Lukáš se už ale nevydržel dívat na bagristu a začali ho svrbět  ruce a tak  navrhl tomu polskému bagristovi, že by si mohl odpočinout  a on těch pár náklaďáků naloží za něj. Bagrista  souhlasil a Lukáš po krátké instruktáži zasedl do  cockpitu bagru. Tu nabral vodu z Visly, kterou vylil na palubu  šífu,  tu nabral písek, který vysypal do korby náklaďáku. Odpoledne bylo sice pod mrakem, ale  příjemné teplo, proto  jsme na jedné písčině přirazili a ukotvili lodě. Vyskákali jsme jako malé děti z lodě a váleli jsme se v tom příjemném  a jemném  písku. V  pozdních odpoledních hodinách jsme dorazili do průmyslového přístavu  města Gora  Kalvaria.

     Bohužel,  v téhle době nás zastihla zpráva o vypuknutí ničivých povodní (červen 2009) v našem městě Novém Jičíně a okolí. Tohle téma nás na celý večer  zasáhlo natolik, že jsme šli  spát až pozdě v noci a každou příchozí sms jsme  hltali jedním dechem. Nezbývalo nám, než lidem doma držet palce  a modlit  se, aby vše dobře dopadlo a ztráty byly co nejmenší.

     Čtvrtek  25.6.2009:i dnešní slunečné ráno nám kazily myšlenky na to, jak to vypadá doma. Snídani jsme absolvovali duchem přítomni spíše v Novém  Jičíně, stálým telefonování s rodinami a známými. Nicméně  jsme se dohodli, že budeme pokračovat v plavbě do Varšavy. Do hlavního polského města  jsme dorazili v odpoledních hodinách. Podpluli jsme několik mostů, historických i nových a bylo na první pohled vidět, že Varšava  je opravdové velkoměsto  pulsující životem. Do  jachetního přístavu  se vplouvalo ocelovými vraty, které se v případě  povodní zavíraly,  aby  uchránily lodě od poškození.

  Pátek  26.6.2009:i Wisla  se začala pomalu zvedat díky povodním v  Česku a na jihu Polska,  což jsme poznali podle toho, že se začaly zaplavovat  i chodníky v přístavu. Dopoledne  jsme společně zašli do Varšavy nakoupit jídlo na další plavbu. Chvíli  po obědě jsme vypluli a pokračovali jsme po proudu, propluli  celou  Varšavou a za městem jsme zahnuli doprava na Zeraňski Canal, který vede na  Zalew Zegrzyňski ( Zegrzyňské jezero ).  Zde se také nacházelo jediné zdymadlo, kterým  jsme za celou dobu expedice propluli. Fungovalo úplně na jiném principu,  než  jsme byli zvyklí a to tak, že samotné brány zdymadla se  vysouvaly  z boční stěny a následně  se zajistily ocelovou  záklopkou jako u padacího mostu. Kanál  procházel průmyslovým předměstím Varšavy až na obří jezero - Zalew Zegrzyňski, které  bylo lemováno  marínami a rekreačními  středisky. K večeru  jsme dopluli do jednoho ze sportovních přístavů a  zakotvili k přenocování. 

    Sobota  27.6.2009: … poslední den plavby se opravdu „vydařil“: začal temnou oblohou a mlhou nad hladinou jezera a po opětovném proplutí zdymadlem pokračoval plavbou po již povodňové Wisle – „nic moc“, jen asi 3 m nad včerejší stav. Proud řeky byl mohutný, řeka  byla značně znečištěná a na  hladině proti nám po proudu  pluly klády a nedefinované předměty, které řeka nabrala „bůh ví kde“. Často jsme se jim  museli vyhýbat,  aby nedošlo k poškození a potopení naší lodi, která statečně a s velkými problémy bojovala s proudem... Dopluli jsme zpátky do varšavského jachtařského portu, zakotvili, oddechli jsme si, provedli závěrečný úklid, rozloučili se s našimi kamarády skipery a vyrazili na cestu domů … kde nás nemělo čekat nic radostného.

     Co  k expedici dodat? Byla to cesta  plná pohody, dobrodružství,  improvizace  a  legrace, ale zároveň i mnoha krušných chvil a neradostných zpráv ...  Polsko nás opět nezklamalo, jsou tady hodní a  ochotní lidé, krásné  ženy, pěkná příroda a ...velmi dobré nízké ceny. K charteru  Zegluga Wislana nemám jedinou výhradu, jejich služby byly na  vysoké úrovni a  vždy nám se vším ochotně pomohli. Skippeři  Bartek s Wojtkem a majitel Lukasz  jsou skvělí chlapi a  užili jsme  s nimi  spousty příjemných hodin.

Tom Seifert

Červen 2009                                                                        Charter: www.zeglugawislana.pl

Więcej :

http://www.canalboating.cz/index.php/cestopisy/cestopisy-patel-canalboatingu

2010-03-04 :: NAPISALI O NAS: Polen Das Reisemagazin

 Polen Das Reisemagazin

2010-03-03 :: NAPISALI O NAS: set course for Pomorskie - "Motor Yacht Charter in Gdańsk"

 set course for Pomorskie - " Motor Yacht Charter in Gdańsk"

2010-03-02 :: NAPISALI O NAS: Polen - " Hausboot Charter "

Polen - " Hausboot Charter "

2010-03-01 :: NAPISALI O NAS: WIATR - magazyn dla żeglarzy - " Motorowe spacerówki "

WIATR - magazyn dla żeglarzy - " Motorowe spacerówki "

2010-02-20 :: NAPISALI O NAS: ReiseMagazin - " Schilf und Seerosen am Ufer "

 

Samstag/Sonntag 20 / 21. luty 2012

"Schilf und Seerosen am Ufer"

 

2010-01-02 :: NAPISALI O NAS: SeereisenMagazin-Seite 27 - "Es begann an der Weichsel "

Dr. Peer Schmidt-Walther

Es begann an der Weichsel

Mit der ALEXANDRA auf  königlicher Premierenfahrt

Lukasz Krajewski ist Polens jüngster Reeder. Als erster im Land bietet er Charter-Fahrten auf Weichsel und Nogat an. Seine kleine Wislana-Cruises-Flotte umfasst mittlerweile sechs Hausboote. Einmal rund um das Weichsel-Delta ist der Autor als Steuermann dabei gewesen: 220 führerscheinfreie Kilometer Flussfahrt von Danzig nach Danzig.

 

Bange Frage: Wo ist sie? Man sieht den Wald vor lauter Masten nicht und ist erst mal ratlos. Bis sechs Räder sich aus dem Gewirr abheben. Das müsste sie sein, besser gesagt ihr Oberbau. Ein Fahrradständer nämlich überragt alles andere. Wenn auch nicht an Größe, so doch an Höhe. ALEXANDRA prangt in hellblauen Lettern auf ihrem makellos glänzenden Rumpf, der in vornehm-königlichem Dunkelblau gehalten ist. Schließlich begeben wir uns auf einen majestätischen Wasserpfad, die Weichsel. Mit rund 1000 Kilometern Länge gilt sie als Königin der polnischen Flüsse.

 

Mottlau auf Höhe Null

Noch ist die zehn Meter lange Bootsdame ALEXANDRA eingeklemmt zwischen großen und kleinen, protzigen und bescheidenen Booten. Im Sommer ist das internationale Gedränge in der Mottlau-Marina beängstigend. Der Blick auf das gegenüberliegende Krantor, Wahrzeichen der altehrwürdigen Hansestadt Danzig, entschädigt dafür umso mehr.

Die Salonfenster sind beschlagen. Untrügliches Zeichen, dass es innen brutzelt. In der Luft liegt der Duft von Gebratenem. Die Tür fliegt auf: „Welcome on board, I am Bartek!”, stellt sich ein junger Mann vor. Hinter ihm hantiert eine junge Frau am Herd. „And I am Dominika”, strahlt sie den Gast aus Deutschland an. Ohne Umschweife bittet die schwarzhaarige Physiotherapie-Studentin mit italienischen Vorfahren zu Tisch und packt die Teller voll mit saftigen, goldgelben Schnitzeln und Tomatensalat. Nach fünf Stunden Bahnfahrt von Stettin durch Hinterpommern langt man umso lieber zu und lässt sich die freundliche Willkommensmahlzeit einfach nur schmecken.

„Wir sollten nach dem Essen ablegen”, kalkuliert der 25-jährige Bartek, Geschäftspartner von Lukasz. Vor sich hat der studierte Kartograf und Geodät eine Karte ausgebreitet. „Um 19 Uhr”, weiß er, „öffnet die Pontonbrücke von Sobiescewo heute zum letzten Mal. Danach können wir noch bis vor die Schleuse Pzegalina tuckern”.

Rathaus und Marienkirche wandern als Spitzen über die Bürgerhausdächer an der Mottlau, auf der unsere Motoryacht Typ „Haber 33 Reporter”, so die offizielle Typenbezeichnung, den Danziger Hafen ansteuert. Aus Höhe Null wirkt der attraktive Mottlau-Kai noch beeindruckender. Die Premierenfahrt des jüngsten und größten Neubaus der Wislana-Cruises-Flotte beginnt. Aus diesem Grund mit einem Chefreporter auf der „Reporter”.

 

Ufer-Impressionen

Als schräg voraus der mächtige weiße Wasserbart eines Hochseeschleppers auf die ALEXANDRA zuschäumt, möchte man am liebsten stoppen oder abdrehen. „Keine Panik!”, beruhigt Bartek und bleibt lächelnd auf seinem Kurs, schließlich habe man ja Vorfahrt. Die Männer hoch oben auf der „Kambr”-Brücke stört das nicht im Geringsten. Im Gegenteil, sie winken freundlich nach unten und der rote Koloss dreht sich elegant wiegend nach Backbord. Uff! ‒ das ist scheinbar knapp gewesen.

Die Kran- und Neubaukulisse der früheren Lenin-Werft, von der mit Lech Walesa 1980 die Solidarnoscz-Bewegung ausging, verliert sich im Kielwasser der Martwa Wisla, wie die Tote Weichsel polnisch heißt. Die Ufer sind gespickt mit sozialistisch anmutenden Zweckbauten. Die abstoßende Palette reicht von dröhnender Metallverarbeitung über flammende Petrochemie bis zu übelriechenden Klärbecken. Ätzend! Da muss man sich schon mal die Nase zuhalten. 

Voraus die Pontonbrücke. Eine schwachbrüstige Barkasse zerrt an dem rostigen Mittelstück, das sich widerwillig knarzend öffnet. Bohnsack hieß bis 1945 der Ort an der Zatoka Gdanska, der Danziger Bucht. Auf beiden Seiten kreuzen wartende Boote. Doch hier gilt, wie Bartek sagt: „Wer zuerst kommt, mahlt zuerst!” Mit dem Hebel auf dem Tisch, aber nur 13 spritsparenden PS, rauscht ALEXANDRA als erste durch die Lücke. An Steuerbord der „Kilimandscharo” vom Weichselufer. Bartek grinst, als er nach dessen Bedeutung gefragt wird: „Eine frühere Abraumhalde, die zum Danziger Skiparadies umfunktionieren werden soll”.  

 

Einlaufbier zum Wellengluckern

Bis Einlage, dem heutigen Przegalina, wird der Skipper von seinem Gast abgelöst. Vor Sonnenuntergang erreicht ALEXANDRA die erste Schleuse. „Theoretisch könnten wir zwar weiterfahren, aber wozu?” Bartek erklärt, dass für Hausboote ein Nachtfahrverbot bestehe, die Schleusen gegen Aufpreis aber arbeiten. Außerdem haben wir Zeit, wollen entschleunigen und alles bei Tageslicht sehen.

Der Schleusenwärter, den Bartek kennt, nimmt das Stromkabel entgegen. Über Nacht ist die Energieversorgung gesichert und die Batterie wird geschont.

Plopp! Kronkorken fliegen zu Boden. Das traditionelle Einlaufbier ist jetzt fällig.

Beim Auspacken des Rucksacks bleibt die Tür der Achterkabine geöffnet, sonst kann man sich im Vorraum weder umdrehen, noch an- oder ausziehen. Für die Crew kein Problem, da man ja „unter sich” ist. Das Größte  daran: die den Raum einnehmende bequeme Doppelkoje. Ein Lämpchen verbreitet gemütliches Leselicht, die Schleusen-Nachtigall sorgt für eine passende Einschlafmelodie. Eintönig-beruhigend gluckern dazu die Weichselwellen an der Bordwand, während der Abendwind durch die geöffnete Luke säuselt.

 

Unter Null im Weichsel-Werder

Winzig wirkt sie, die hübsche ALEXANDRA, als sie am nächsten Morgen in die  gewaltige Schleuse eindreht. Die wurde in erster Linie für dicke Dampfer konzipiert und ist entsprechend dimensioniert.

Freie Fahrt hinaus auf die „richtige”, weil „lebendige” Weichsel. Gegen ihre Strömung boxt sich ALEXANDRA nach Süden. Problemlos. Der entgegenkommende Schleppzug mit einem holländischen Binnenschiff-Neubaukasko aus dem nordmasowischen Plock hat es da schon schwerer, das sperrige 135-Meter-Ding auf Kurs zu halten.

Nur sechs Kilometer stromabwärts öffnet sich die beidseitig eingedeichte Flusskönigin zur Ostsee, deren Wellen in den Mündungstrichter rollen. Erst der Weichseldurchstich von 1895 machte das möglich.

Nur einen Katzensprung weiter, bei Flusskilometer 931, nehmen wir Abschied von der Weichsel – bis später. Die Schleuse Skarpowo/Scharpau erwartet uns schon nach Barteks Anruf. Auf Polnisch natürlich. Ohne diese Sprachkenntnisse geht es allerdings auch. Lukasz übernimmt dann per Handy die Kommunikation. Auf der Elbinger Weichsel führt der Generalkurs nach Osten. Durch das sattgrüne Tiefland der Zulawy, dem früheren Großen oder Weichsel-Werder. Scheinbar menschenleer, denn außer allerlei Wasservögeln sieht man keinen Menschen. Vielleicht weil das Land mit 1,80 Meter unter dem Meeresspiegel zu tief liegt und überflutungsgefährdet ist? Doch schon im 13. Jahrhundert begannen holländische Siedler, aus ihrer Heimat vertriebene Mennoniten, damit, ein Entwässerungssystem anzulegen. Polder und die Abtrennung aller übrigen Weichsel-Mündungsarme von der Ostsee durch Schleusen erinnern noch heute daran. Die Vielfalt dieses Wasserreservoirs begründete ein Naturparadies von europäischem Rang. 70 Prozent aller in Polen beheimateten Vögel nisten hier. Biber und sensible Pflanzen wie der Wasserfarn Salwinia zeigen an: Das Wasser ist wieder sauber.

 

Piroggen und Wodka

Mittagspause vor der in holländischem Stil gehaltenen Zugbrücke von Drewnica oder Schönbaum.

„Heute bleibt die Küche kalt”, grinst Bartek verschmitzt. „Szkarpawianka” lockt. So  heißt die Kneipe am gegenüberliegenden Ufer. Sozialistisches Betongrau außen, passend dazu das rot-gelb-blaue Ambiente innen. Zwei polnische Arbeiter richten sich mit Wodka und Selbstgedrehten auf die Siesta ein. Die Wirtin blond, jung und freundlich: „Piroggen wollt ihr? Zum Mitnehmen? Nie ma problemu”, was so viel heißt wie „kein Problem”. Nach knapp 20 Minuten ziehen wir mit unserer preiswerten  Fleischtaschen-Last ab. Der wettergegerbte Brückenwärter begleitet uns. 15 Minuten nach der offiziellen Zeit – in Deutschland undenkbar! – reckt sich die Fahrbahn in den Sommerhimmel. „Ein paar Wodka im Winter, dann klappt’s immer”, erklärt der Skipper die Situation. Winken hin- und herüber, „do widzenia, auf Wiedersehen!”  Schon sind wir wieder allein unterwegs auf dem Strom nach Osten. Und das mitten in der Hochsaison! 

Weitab hinter dem dichten Schilfkordon dämmern ehemals westpreußische Weiler vor sich hin. Einst hießen sie Kalteherberge, Fischerbabke, Groschenkampe oder Nogathaffkampen. Namen, die bei manch einem Erinnerungen wecken.

Bei Ostonka / Grenzdorf strömt die Elbinger Weichsel in die Nogat-Mündung. „Wollen wir aufs Frische Haff ’rausfahren?”, fragt Bartek und gibt dem am Ruder stehenden Gast auch schon die Antwort: „Halt’ dich mal an den Tonnenstrich zum offenen Wasser!”

 

Ostpreußen-Fanal

Wir kreuzen tatsächlich eine Grenze: die zwischen dem früheren West- und Ostpreußen. Scheinbar unendlich streckt sich das vom Westwind aufgeraute Gewässer ins Blaue. Irgendwo hinter dem Horizont noch eine Grenze: die schwer bewachte zwischen den ehemaligen sozialistischen Brüdern Polen und Russland. Im Nordosten die Frische Nehrung. Aus ihrem Walddickicht blinkt im Nordosten der Badeort Krynica Morska / Kahlberg-Liep, im Südosten erheben sich die Elbinger Höhen des ostpreußischen  Ermlandes. Man sieht sie förmlich vor Augen, die Flüchtlingstrecks, die im Winter 1945 das zugefrorene Haff überquerten. Wobei viele einbrachen und für immer in den eisigen Fluten versanken. Nachdenkliches im Sommer 2009.

Nogat-abwärts gleitet ALEXANDRA der Hansestadt Elblag / Elbing entgegen. Pause an der Kanaleinfahrt. Es ist schwül-heiß geworden. Ein Gewitter steht grummelnd im Westen. Der 20 Grad warme Fluss lockt zum Baden von der bequemen Plattform am Heck. Geradezu luxuriös die abschließende Dusche.

Stadteinwärts zeigt sich Elbing wie Danzig von seiner industrialisierten Seite. Doch plötzlich überragt der 95 Meter hohe Nikolaikirchturm die grauen Hallen. Aus der Wasserperspektive präsentiert sich eine mustergültig restaurierte Altstadt, 1945 bis auf sechs Häuser völlig zerstört, von ihrer ansehnlichsten Seite.

Der abendliche Himmel über dem geschichtsträchtigen Fluss glüht lange wie ein Fanal, bis die hereinbrechende Nacht zum Anlegen vor einer Schleuse zwingt.

 

Geheimtipp mit Verführung

Wir sind nach wie vor allein, umgeben von purer Natur und einem vielstimmigen Vogel-, Frosch- und Grillenkonzert. Staunend und genießend stehen wir an Deck.  

Nach dem Frühstück wird uns an Backbord ein mittelalterliches Juwel präsentiert: die Marienburg. Der deutsche Ritterorden lässt grüßen. Scharen von Touristen belagern heute das rot in der Morgensonne leuchtende UNESCO-Welterbe, Europas größte Backsteinburg. Wir steuern statt dessen weiter durch die Stille von Auewäldern, Wiesen und Weiden unaufhaltsam der Weichsel zu. Nach drei weiteren Schleusen, zum Teil aus dem 19. Jahrhundert und immer noch per Handbetrieb zu bewegen, begrüßen wir wieder die majestätisch dahinströmende Flusskönigin. Mit fast 18 Kilometern pro Stunde und sieben Meter Hochwasser unter dem Kiel rauschen wir beflügelt an Tczew / Dirschau vorbei, unter den berühmten Weichselbrücken hindurch nach Norden. Danzig entgegen. Bilanz am Abend: Eindrucksreiche Premierenfahrt mit Geheimtipp-Charakter. Bootsjungfer ALEXANDRA hat uns dazu verführt.

 

ALEXANDRA Bootsdaten

Baujahr 2009 in Ilawa / Deutsch-Eylau, Masuren; Typ: Haber 33 Reporter; 10,10 Meter Länge; 2,98 Meter Breite; 0,47 Meter Tiefgang; 2,01 Meter Stehhöhe in der Kabine; 13 PS-Diesel, sehr günstiger 2,0 Liter-Verbrauch pro Stunde; 10 bis 12 Kilometer pro Stunde; Bugstrahlruder; überdachter Außenfahrstand; sechs Fahrräder (attraktive Routen sind in die an Bord vorhandenen Karten eingezeichnet); 4 Schlafplätze, maximal sechs; Küche, Dusche/WC; Handtücher sind mitzubringen; Schlafsäcke und Decken werden gestellt; einkaufen kann man preisgünstig vor der Abfahrt in Danzig nahe der Mottlau-Marina. Neben der ALEXANDRA werden fünf zwei Meter kürzere Boote vom Typ „Weekend 820” angeboten.

 

Literatur

Polyglott on tour: Polnische Ostseeküste / Danzig (mit Flipmap)

 

Info Und Buchung

Lukasz Krajewski, PL-43-600 Jaworzno, Telefon 0048-606-208154 + 606-361704, www.zeglugawislana.pl

Für einwöchige Chartertouren gibt es fünf Streckenverläufe von rund 200 Kilometern (Weichselwerder und Flussfahrten zwischen Danzig und Krakau und zurück); Preis für sieben Tage (saisonabhängig) zwischen 900 und 1000 €, zusätzliche Kosten  (Gas, Kraftstoff, Trinkwasser, Schleusen, Hafengebühren, PKW-Parkplatz, Rücktransport zum Ausgangsort) etwa 300 € pro Boot; Anmietung eines Skippers auf Anfrage (etwa 50 € pro Tag).

http://www.seereisenmagazin.de/027-hausboot.html

 

 

2010-01-01 :: NAPISALI O NAS: Żagle - " Zagubieni pośród piaszczystych ławic „

W styczniowym numerze magazynu Żagle ukazał się artykuł poświęcony Żegludze Wiślanej                         pt. „ Zagubieni pośród piaszczystych ławic „

Tekst i zdjęcia: Agnieszka i Włodek Bilińscy.

http://www.zagle.com.pl/artykul/czytaj/zagubieni-posrod-piaszczystych-lawic,8626/

2009-12-20 :: NAPISALI O NAS: Polska Gazeta Krakowska, Magazyn Rodzinny - "Niespotykanie spokojny człowiek i wyjątkowo żywiołowa kobieta"

Magazyn Rodzinny | Polska Gazeta Krakowska | 2 stycznia 2010 | 3

 

   … W tym roku spędziliśmy wakacje życia, żeglując jach­tem motorowym Żeglugi Wiślanej po Żuławach. To taki boathouse z rowerami na dachu. Wzięliśmy całą rodzinę: wszystkich synów, synową, dwoje wnucząt, w tym jednego półtorarocznego. Trzy pokolenia przez tydzień ra­zem na małej przestrzeni. Wariant ekstremalny, istniało ryzyko, że się pozabijamy, ale efekt był przeciwny i prze­rósł  nasze oczekiwania. Latem powtórzymy tę żeglugę. Dzieci stwierdziły, że były to najlepsze wakacje ich życia…

 

Niespotykanie spokojny człowiek i wyjątkowo żywiołowa kobieta

 

To oni nazwali jezioro Zemplinska Sirava, gdzie przez 13 lat jeździli na rodzinne wakacje, „Słowackim Balatonem”. Po kilku latach Ela, egzaminując pilotów, natknęła się na pytanie: jakie jezioro nazywamy Słowackim Balatonem – pisze Barbara Sobańska

 

Ela Tomczyk-Miczka

Autorka przewodników, filmowiec, pilotka wycieczek, pracuje w Małopolskiej Organizacji Turystycznej

Wydawało nam się, że małżeństwo to nudna rzecz. Do ni­czego nie było nam potrzebne, zwłaszcza, że mieliśmy za sobą  pierwsze, krótkotrwałe związki. Aż siedem lat by­liśmy narzeczeństwem. Gdy jednak na świat miał przyjść drugi syn, presja rodziny stała się zbyt silna. Pobraliśmy się, traktując to jednak z przymrużeniem oka. „Tak” po­wiedzieliśmy sobie w Puszczy Niepołomickiej, pod pom­nikiem poległych powstańców. Orszak ślubny z muzyką szedł kilometr przez las. Urzędnik stanu cywilnego do­jechał  maluchem, powiesił na sośnie orła białego, bo taki był wymóg, rozkładany stolik kempingowy nakrył zielo­nym suknem, założył łańcuch i udzielił nam ślubu.

Suknię, białą i wyszukaną, uszyłam sobie sama z resz­tek koronek i jedwabiu. To było prawdziwe dzieło sztuki. Na głowę przywdziałam wianek z różyczek. Krystian wło­żył frak pożyczony z operetki. Do tańca na parkiecie z desek całą noc przygrywali nam Cyganie z krakowskiego Rynku, których zmówiliśmy pijąc piwo w Klubie pod Jasz­czurami. Umówieni byli tylko do 3, ale podobało im się wesele. Takie jak cygańskie.

Żadne z nas nie pracuje w  wyuczonym zawodzie, oboje wylądowaliśmy w turystyce i turystyka jest naszym ży­ciem. Przemierzyliśmy razem całą Europę z plecakami i to autostopem! Byliśmy pilotami w Almaturze i prowa­dziliśmy grupy trampingowe. Chcieliśmy zwiedzić Europę Zachodnią, co w tamtych czasach nie było łatwe. Wymyśliliśmy trasę: „Szlakiem generała Maczka”. Roz­poczęliśmy ją w Leningradzie, choć generał  nigdy tam nie był. Jednak wypłynąwszy statkiem „Europa” z Lenin­gradu, nim dotarliśmy do Havre, zwiedziliśmy Tallin, Ko­penhagę i Londyn. Potem założyliśmy plecaki, a były cięż­kie, i na autostradę łapać stopa. To była wielka improwi­zacja. Nie mieliśmy telefonów komórkowych, a tylko w przybliżeniu określone miejsce zbiórki i jakoś to szło. Z Szampanii do Belgii jechaliśmy ciężarówką, racząc się owocami, którymi była załadowana, i popijając znako­mitym bimbrem.

W domu zawsze byłam rodzynkiem wśród mężczyzn – mąż, trzech synów i pies, też facet. Pewnie, że chciała­bym mieć i córkę, ale jeśli miałabym wybierać jedną płeć, to wolę trzech synów. Tym bardziej, że chłopcy pomagali mi w domowych obowiązkach i otaczali opieką. Krystian zawsze był dla mnie, dla moich pasji i pomy­słów, bardzo tolerancyjny. Akceptował moje dalekie wy­prawy, np. na Borneo, rejsy jachtem po Bałtyku, jogę czy flamenco. Rozumie, że tego potrzebuję. Ja zaś wiem, że on dobrze zajmuje się domem i chłopcami. Cenię u niego spokój i poczucie humoru. Potrafi jed­nym celnym słowem rozładować napiętą sytuację. Choć do dziś twierdzi, że doktorat z psychologii zrobił tylko dla­tego, że w latach 70. stypendium doktoranckie było wyż­sze niż zarobki psychologa w poradni

 

Krystian Miczka

Wykładowca akademicki, związany z turystyką

Poznaliśmy się w Dzień Kobiet. Kilka miesięcy wcześniej przyjąłem Elżbietę do pracy –szefowałem wtedy Wojewódzkiemu  Zarządowi Polskiego Komitetu Pomocy Spo­łecznej. Studiowała jeszcze drugi kierunek i chciała do­robić do studiów. 8 marca odwiedzałem oddziały, by składać  kobietom życzenia, wręczając tulipana i szampon marki Finezja. Elżbieta pokwitowała, a że to była ostat­nia dzielnica, którą odwiedziłem, zatrzymałem się najdłużej. Odkryliśmy wówczas bardzo dużo wspólnych zainteresowań, a nawet pasji. Podobnie patrzymy na kino i literaturę, marzyliśmy o podróżach. Gdy Elżbieta pojechała studiować w łódzkiej filmówce, by zostać producentem filmowym, zostałem z jej sied­mioletnim synem z pierwszego małżeństwa. Studia trwały dwa lata i równie często jeździliśmy do akademika wŁodzi, jak ona do Krakowa. Studiowała tam wtedy cała plejada: Czarek Pazura, Zbigniew Zamachowski, Ada Biedrzyńska, Maciej Kozłowski, Jan Jakub Kolski, Jacek Kawalec. Nikt nie wiedział, że wyrosną z nich gwiazdy.

Podobnie, gdy Elżbieta pracowała w filmie – we Wroc­ławiu czy w Warszawie. Pracowała przy kilku filmach, jak: „Ognistyanioł” czy „ Klątwa  Doliny  Węży”. Do  domu wracała na weekendy. Pociągi, walizki to jej życie. A ja do niej dojeżdżałem. Bywało, że nawet służbowym autem.

Żona imponuje mi tym, że jest taka aktyw na, kreatywna i że swoje pomysły realizuje. Mnie, człowiekowi spokojnemu i wygodnemu, odpada wymyślanie, co też będziemy robić w wakacje czy za tydzień w niedzielę.

Przez 14 lat prowadziliśmy razem biuro  turystyczne, wcześniej Video Studio „Sfinks” i 24 godziny na dobę by­liśmy razem z tymi samymi problemami. Wspólna praca, nie oddzielona od życia osobistego, to duży sprawdzian dla par, choć nas ratowały częste wyjazdy, Jako piloci pły­waliśmy na rejsy czarnomorskie i śródziemnomorskie, Elżbieta pilotowała grupy do Paryża. Kilka lat temu prze­kazaliśmy biuro  najstarszemu synowi i jego żonie .Od tego momentu nasze życie diametralnie się zmieniło. Ja wy­kładam turystykę na wyższych uczelniach, Elżbieta wygrała konkurs na Dyrektora Małopolskiej Organizacji Tu­rystycznej potem przeszła na pół etatu, by zająć się dziennikarstwem i pisać książki. Problem, jakim było przebywanie non stop razem, zniknął z naszego życia.

 

    W tym roku spędziliśmy wakacje życia, żeglując jach­tem motorowym Żeglugi Wiślanej po Żuławach. To taki boathouse z rowerami na dachu. Wzięliśmy całą rodzinę: wszystkich synów, synową, dwoje wnucząt, w tym jednego półtorarocznego. Trzy pokolenia przez tydzień ra­zem na małej przestrzeni. Wariant ekstremalny, istniało ryzyko, że się pozabijamy, ale efekt był przeciwny i prze­rósł  nasze oczekiwania. Latem powtórzymy tę żeglugę. Dzieci stwierdziły, że były to najlepsze wakacje ich życia.

Elżbiecie marzy się jeszcze „na starość” drewniana chata nad jeziorem i jak ją znam, to dopnie swego.

 

2009-10-24 :: NAPISALI O NAS: Dziennik Polski - " Niezwykłe mosty i fara"

 

Niezwykłe mosty i fara

 

PĘTLA ŻUŁAW (6). Z Gdańska do Gdańska – przez Elbląg, Malbork i Tczew

 

Szonowo, Rakowiec i Biała Góra. Trzy ostatnie śluzy. Opuszczamy spokojne wody kanałów, by znowu znaleźć się na budzącej respekt Wiśle. Meandrując szlakiem wodnym dopływamy do niezwykłych zabytków techniki – tczewskich mostów. Pierwszy z nich wybudowano w latach 1851–1857, a więc sporo wcześniej niż paryską Wieżę Eiffla. Most miał 873 m długości i był najdłuższym w ówczesnej Europie. Jego stalowa konstrukcja sprawiała wrażenie  koronkowego tunelu. Z istniejących niegdyś 14 wieżyczek pozostały cztery. Wystarczy, by docenić urodę budowli, a także talent jej twórcy, inżyniera Karla Lentze. W latach 1888–1891 od strony północnej wybudowano nowy, nowocześniejszy most żelazny. Ten wzorowany był na przeprawie przez Łabę pod Altoną. 1750 ton żelaza wspierało się na filarach podobnych do neogotyckich baszt fortecznych. Mosty, kilkukrotnie niszczone podczas II wojny światowej, odbudowano w latach 1958 i 1959. Stanowią swego rodzaju skansen, ilustrujący różnorodność rozwiązań konstrukcyjnych stosowanych w XIX i XX stuleciu. To niezwykła atrakcja Tczewa. Cumujemy w nowoczesnej marinie. Przed nami pięknie zagospodarowane bulwary iwspaniała starówka. Chcemy zwiedzić dwa cenne średniowieczne kościoły. Fara pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego jest najstarszym zabytkiem w mieście. Pochodzi z XIII wieku, a zbudował ją założyciel miasta, Sambor II. Najstarszą częścią kościoła jest wielka murowana wieża. To wewnątrz niej odkryto malowidła z końca XV stulecia przedstawiające święte niewiasty. Wwieży znajdują się cztery dzwony: „Odkupiciel człowieka”, „Maryja”, „Jan Paweł II” i „Wacław”. Druga, niewiele młodsza świątynia, to podominikański kościół św. Stanisława Kostki. Wzniesiony został w XIV stuleciu w stylu gotyckim. Posiada charakterystyczną ośmioboczną wieżę i piękne, choć współczesne, witraże. Sąsiadujący zkościołami plac Hallera, czyli tczewski rynek, otaczają stare kamieniczki. Na uwagę zasługuje choćby dom pod numerem 8, którego dach zdobią figury „Czterech Pór Roku”. Wiadomo, że budynek od 1605 r. należał do Valentina Runau, a alegorie pór roku umieszczono w początku XIX stulecia. Dzisiejsze postacie na dachu to repliki, zaś poprzednie trafiły do w Centrum Wystawienniczo– Regionalnego Dolnej Wisły, mieszczącego również Muzeum Wisły. W muzeum poznać można m.in. historię kajakarstwa, a także dzieje Szkoły Morskiej w Tczewie z lat 1920– 1930, gdy Tczew był wiodącym portem rzeczno–morskim Pomorza i przymierzał się do funkcji stolicy regionu. W okresie dziesięciolecia istnienia tczewska „szkoła wilków morskich” wydała 140 dyplomów oficerów nawigatorów i oficerów mechaników. Kociewie – kraina pomiędzy Tczewem, Starogardem Gdańskim a Pelplinem kusi też bogatą ofertą turystyczną. Korzystając z ładnej pogody postanawiamy zdjąć z dachu jachtu rowery. Jedziemy do Gorzędzieja, by odwiedzić – pamiętający św. Wojciecha –romański kościółek z relikwiami świętego. 10–kilometrowa trasa prowadzi wzdłuż wału wiślanego, wśród pól ukwieconych makami i chabrami. Następnego dnia oddajemy jacht w marinie Gdańskiej. Zamknęliśmy APętlę Żuław.

ELŻBIETA TOMCZYK–MICZKA

ZDJĘCIA: AUTORKA

2009-10-10 :: NAPISALI O NAS: Dziennik Polski - "W krzyżackiej twierdzy"

W krzyżackiej twierdzy

 

PĘTLA ŻUŁAW (5). Z Gdańska do Gdańska – przez Elbląg, Malbork i Tczew

 

Malbork widoczny jest z daleka, a wszystko za sprawą największego w Europie Zamku Krzyżackiego. Cumujemy w marinie Ośrodka Sportu i Rekreacji. Choć jest tu piaszczysta plaża i basen, idziemy od razu na zamek. Do górującej nad Nogatem warowni ze wszystkich stron ciągną tłumy. Warownia – o kubaturze ponad 250 000 m3 – zajmuje 21 hektarów powierzchni! W jej skład wchodzą: Zamek Wysoki, Zamek Średni i najrozleglejszy – Zamek Niski. Na zwiedzanie trzeba poświęcić minimum trzy godziny, podczas których wkroczymy w mroki średniowiecza… Zamek ten był tak potężny, że Krzyżacy uczynili z niego stolicę swojego państwa (przeniesiono ją z Wenecji). Później stał się własnością polskich królów i wraz z nimi dzielił losy naszej Ojczyzny. Prusacy, którzy przejęli Malbork po pierwszym rozbiorze Polski, dokonali w nim wielkich dewastacji. Decyzja o odbudowie warowni zapadła dopiero w 1877 r., a prace podjęte zostały w 1882 r. Zniszczenia zabytkowego zespołu podczas II wojny światowej (m.in. dwumiesięczne oblężenie) szacowane były na około 50 proc. Odbudowany po wojnie, od 1961 r. jest siedzibą Muzeum Zamkowego. W 1997 r. wpisany został na listę światowego dziedzictwa kultury UNESCO. Zwiedzanie może przyprawić o zawrót głowy, choć na zamku nie pozostało zbyt wiele oryginalnego wyposażenia. Jego rozmiar, a i historyczne dziedzictwo, nieco nawet przytłaczają. Najwięcej emocji wśród zwiedzających wywołują średniowieczne… toalety. Przegląd jest imponujący – obejrzeć można tu nie tylko toalety komfortowo wyposażone, ale także przenośne fotele–sedesy dla dostojników oraz proste latryny w Wieży Gdanisko na Zamku Wysokim. Gdaniskami nazywano również mniejsze „potrzebnice”: wieże ustępowe, były też wykusze latry nowe w Średnim Zamku. Wzrekonstruowanej historycznej wygódce można się nawet sfotografować. Zamek, oprócz stałych zbiorów, urządza wystawy czasowe, a my z przyjemnością odnotowaliśmy akcenty krakowskie. Po raz trzeci odbywała się tu już wystawa pokonkursowa Międzynarodowego Biennale Ekslibrisu Współczesnego. W zamku odbyła się uroczystość otwarcia oraz ceremonia wręczenia nagród i medali honorowych autorom najlepszych prac. W tym roku międzynarodowe jury wyłoniło w drodze konkursu 11 laureatów, wśród których jest aż czterech Polaków. Jeden z nich to Krzysztof Kmieć, farmaceuta z Collegium Medicum UJ, podróżnik, autor wystaw i wydawnictw exlibrisowych, znany dobrze mieszkańcom Krakowa. Pojawiło się też drugie krakowskie nazwisko, bo tegorocznemu Biennale towarzyszyła ekspozycja miedziorytów wybitnego grafika z Krakowa, profesora Krzysztofa Skórczewskiego. A przed zamkiem dziesiątki straganów, zaopatrujących owianych historią gości w miecze, hełmy, stroje z epoki, wydawnictwa i pamiątki… Wypływając spod malborskiej warowni wieziemy ze sobą kawałek średniowiecza.

ELŻBIETA TOMCZYK–MICZKA

FOT. AUTORKA

2009-10-09 :: NAPISALI O NAS: Dziennik turystyczny - "Żegluga Wiślana i Oblężenie Malborka zdeklasowały konkurencję"

Żegluga Wiślana i Oblężenie Malborka zdeklasowały konkurencję

więcej :

http://dziennikturystyczny.pl/2009/09/zegluga-wislana-i-oblezenie-malborka-zdeklasowaly-konkurencje/

 

2009-10-06 :: NAPISALI O NAS: Gazeta Pomorska - Czytelnicy "Pomorskiej" wybrali najlepszy produkt turystyczny regionu!

Czytelnicy "Pomorskiej" wybrali najlepszy produkt turystyczny regionu!

Więcej:

http://www.pomorska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20091006/TURYSTYKA/853758993

2009-09-27 :: NAPISALI O NAS: SKIPPER - "Wilder Osten"

NAPISALI O NAS: SKIPPER - "Wilder Osten"

mehr :  http://www.skipperonline.de/Einzelansicht.53+M5f56ffa4e65.0.html

2009-09-26 :: NAPISALI O NAS: SKIPPER - Oberländischer Kanal

 

NAPISALI O NAS: SKIPPER - Oberländischer Kanal

więcej :   http://www.skipperonline.de/Einzelansicht.53+M5a1b5377583.0.html

2009-09-23 :: NAPISALI / POWIEDZIELI O NAS : www.schwarzaufweiss.de , www.reisevideos-online.de
2009-08-27 :: NAPISALI O NAS:www.abendblatt.de - "Polen-Mit-dem-Hausboot-durch-das-Weichseldelta"
 

Vorkenntnisse oder ein Führerschein sind nicht nötig, um die komplett ausgestatteten Motoryachten zu steuern. Die Schleusen erfordern aber etwas Fingerspitzengefühl.

http://www.abendblatt.de/reise/article1108875/Polen-Mit-dem-Hausboot-durch-das-Weichseldelta.html

2009-08-25 :: NAPISALI O NAS: Polentouristic.pl
Vorkenntnisse oder ein Führerschein sind nicht nötig, um die komplett ausgestatteten Motoryachten zu steuern. Die Schleusen erfordern aber etwas Fingerspitzengefühl.

Danzig. Sanfte Wellen umspielen "Natalias" schneeweißen, über acht Meter langen Körper und schaukeln ihn leicht hin und her.   

                                         http://www.polentouristik.pl/content/view/373/142/

2009-08-23 :: NAPISALI O NAS: Rhein-Neckar-Zeitung / RNZ Magazin / Nr. 193 - "Es begann an der Weichsel"

Es begann an der Weichsel

Auf königlicher Premierenfahrt / Von Peer Schmidt-Walther

 

Bange Frage: Wo ist sie? Man sieht den Wald vor lauter Masten nicht und ist erst mal ratlos. Bis sechs Räder

sich aus dem Gewirr abheben. Das müsste sie sein, besser gesagt ihr Oberbau. Ein Fahrradständer näm_

lich überragt alles andere. Wenn auch nicht an Größe, so doch an Höhe. „Alexandra“ prangt in hellblauen Lettern auf ihrem makellos glänzenden Rumpf, der in vornehm-königlichem Dunkelblau gehalten ist.

 

   Schließlich begeben wir uns auf einen majestätischen Wasserpfad, die Weichsel. Mit rund 1000 Kilometern Länge gilt sie als Königin der polnischen Flüsse. Noch ist die zehn Meter lange Bootsdame „Alexandra“ eingeklemmt zwischen großen und kleinen, protzigen und bescheidenen Booten. Im Sommer ist das internationale Gedränge in der Mottlau-Marina beängstigend. Der Blick auf das gegenüberliegende Krantor, Wahrzeichen der altehrwürdigen Hansestadt Danzig, entschädigt dafür umso mehr.

     Die Salonfenster sind beschlagen. Untrügliches Zeichen, dass es innen brutzelt. In der Luft liegt der Duft von Gebratenem. Die Tür fliegt auf: „Welcome on board, I am Bartek!“, stellt sich ein junger Mann vor. Hinter ihm hantiert eine junge Frau am Herd. „And I am Dominika“, strahlt sie den Gast aus Deutschland an. Ohne Umschweife bittet die schwarzhaarige Physiotherapie-Studentin mit italienischen Vorfahren zu Tisch und packt die Teller voll mit saftigen, goldgelben Schnitzeln und Tomatensalat. Nach fünf Stunden Bahnfahrt von Stettin  durch Hinterpommern langt man umso lieber zu und lässt sich die freundliche Willkommensmahlzeit einfach nur schmecken.

  „Wir sollten nach dem Essen ablegen“, kalkuliert der 25_jährige Bartek, Geschäftspartner von Lukasz. Vor sich

hat der studierte Kartograf und Geodät eine Karte ausgebreitet. „Um 19 Uhr“, weiß er, „öffnet die Pontonbrücke von Sobiescewo heute zum letzten Mal. Danach können wir noch bis vor die Schleuse Pzegalina tuckern“.

     Rathaus und Marienkirche wandern als Spitzen über die Bürgerhausdächer an der Mottlau, auf der unsere Motoryacht „Haber 33 Reporter“, so die offizielle Typenbezeichnung, den Danziger Hafen ansteuert. AusHöheNull wirkt der attraktive Mottlau-Kai noch beeindruckender. Die Premierenfahrt des jüngsten und größten Neubaus der Wislana-Cruises-Flotte beginnt. Aus diesem Grund mit einem Reporter auf der „Reporter“.

     Als schräg voraus der mächtige weiße Wasserbart eines Hochseeschleppers auf die „Alexandra“ zuschäumt, möchte man am liebsten stoppen oder abdrehen. „Keine Panik!“ beruhigt Bartek und bleibt lächelnd auf seinem Kurs, schließlich habe man ja Vorfahrt. Die Männer hoch oben auf der „Kambr“_Brücke stört das nicht im Geringsten. Im Gegenteil, sie winken freundlich nach unten und der rote Koloss dreht sich elegant wiegend nach

Backbord. Uff! – das ist scheinbar knapp gewesen.

   Die Kran_ und Neubaukulisse der früheren Lenin-Werft, von der mit Lech Walesa 1980 die Solidarnoscz_Bewegung ausging, verliert sich im Kielwasser de Martwa Wisla, wie die Tote Weichsel polnisch heißt. Die Ufer sind gespickt mit sozialistisch anmutenden Zweckbauten. Die abstoßende Palette reicht von dröhnender Metallverarbeitung über flammende Petrochemie bis zu übelriechenden Klärbecken. Ätzend! Da muss man sich schon mal die Nase zuhalten.

   Voraus die Pontonbrücke. Eine schwachbrüstige Barkasse zerrt an dem rostigen Mittelstück, das sich widerwillig knarzend öffnet. Bohnsack hieß bis 1945 der Ort an der Zatoka Gdanska, der Danziger Bucht. Auf beiden Seiten kreuzen wartende Boote. Doch hier gilt, wie Bartek sagt: „Wer zuerst kommt, mahlt zu_

erst!“ Mit dem Hebel auf dem Tisch, aber nur 13 spritsparenden PS, rauscht „Alexandra“ als erste durch die Lücke.

   Bis Einlage, dem heutigen Przegalina, wird der Skipper von seinem Gast abgelöst. Vor Sonnenuntergang erreicht „Alexandra“ die erste Schleuse. „Theoretischkönnten wir zwar weiterfahren, aber wozu?“ Bartek erklärt, dass für Hausbooteein Nachtfahrverbot bestehe, die Schleusen gegen Aufpreis aber arbeiten. Außerdem haben wir Zeit, wollen entschleuni gen und alles bei Tageslicht sehen. Der Schleusenwärter, den Bartek kennt,

nimmt das Stromkabel entgegen. Über Nacht ist die Energieversorgung gesichert und die Batterie wird geschont.

   Beim Auspacken des Rucksacks bleibt die Tür der Achterkabine geöffnet, sonst kann man sich im Vorraum weder umdrehen, noch an_ oder ausziehen. Für die Crew kein Problem, da man ja „unter sich“ ist. Das Größte daran: die den Raum einnehmende bequeme Doppelkoje. Ein Lämpchen verbreitet gemütliches Leselicht, die Schleusen_Nachtigall sorgt für eine passende Einschlafmelodie. Eintönig_beruhigend gluckern dazu die Weichselwellen an der Bordwand, während der Abendwind durch die geöffnete Luke säuselt.

    Winzig wirkt sie, die hübsche „Alexandra“, als sie am nächsten Morgen in die gewaltige Schleuse eindreht. Die wurde in erster Linie für dicke Dampfer konzipiert und ist entsprechend dimensioniert. Freie Fahrt hinaus auf die „richtige“,weil „lebendige“Weichsel. Gegen ihre Strömung boxt sich „Alexandra“ nach Süden. Problemlos. Der entgegenkommende Schleppzug mit einem holländischen Binnenschiff_Neubaukasko aus dem nordmasowischen Plock hat es da schon schwerer, das sperrige 135_Meter_Ding auf Kurs zu halten.

  Nur sechs Kilometer stromabwärts öffnet sich die beidseitig eingedeichte Flusskönigin zur Ostsee, deren Wellen in den Mündungstrichter rollen. Erst der Weichseldurchstich von 1895 machte das möglich. Einen Katzensprung weiter, bei Flusskilometer 931, nehmen wir Abschied von der Weichsel. Die Schleuse Skarpowo/Scharpau erwartet uns schon nach Barteks Anruf. Auf Polnisch natürlich. Ohne diese Sprachkenntnisse geht

es allerdings auch.

  Auf der Elbinger Weichsel führt der Generalkurs nach Osten. Durch das satt_ grüne Tiefland der Zulawy, dem früheren Großen oder Weichsel-Werder. Scheinbar menschenleer, denn außer allerlei Wasser vögeln sieht man keinen Menschen. Vielleicht weil das Land mit 1,8 Meter unter dem Meeresspiegel zu tief liegt und über flutungsgefährdet ist? Doch schon im 13. Jahrhundert begannen holländische Siedler, aus ihrer Heimat vertriebene Mennoniten, damit, ein Entwässerungssystem anzulegen. Polder und die Abtrennung aller übrigen Weichsel-Mündungsarme von der Ostsee durch Schleusen erinnern noch heute daran. Die Vielfalt dieses Wasserreservoirs begründete ein Naturparadies von europäischem Rang. 70 Prozent

aller in Polen beheimateten Vögel nisten hier. Biber und sensible Pflanzen wie der Wasserfarn Salwinia zeigen an: Das Wasser ist wieder sauber.

      Mittagspause vor der in holländischem Stil gehaltenen Zugbrücke von Drewnica/Schönbaum. „Heute bleibt die Küche kalt“, grinst Bartek verschmitzt. „Szkarpawianka“ lockt. So heißt die Kneipe am gegenüberliegenden Ufer. Sozialistisches Betongrau außen, passend dazu das rotgelbblaue Ambiente innen. Zwei polnische Arbeiten richten sich mit Wodka und Selbstgedrehten auf die Siesta ein. Die Wirtin blond, jung und freundlich: „Piroggen wollt ihr? Zum Mitnehmen? Nie ma problemu“, was so viel heißtwie „kein Problem“. Nach knapp 20 Mi nuten ziehen wir mit unserer preiswerten Fleischtaschen Last ab. Der wettergegerbte Brückenwärter begleitet uns. 15

Minuten nach der offiziellen Zeit – in Deutschland undenkbar! – reckt sich die Fahrbahn in den Sommerhimmel. „Ein paar Wodka im Winter, dann klappt´s auch im Sommer“, erklärt der Skipper die Situation. Winken hin_ und herüber, „do widzenia, auf Wiedersehen!“ Schon sind wir wieder allein unterwegs auf dem Strom nach Osten. Und das mitten in der Hochsaison!

 

INFORMATIONEN

Allgemeine Auskünfte erteilt das Polnische Fremdenverkehrsamt, Kurfürstendamm 71, 10709 Berlin; Telefon 030 2100920; www.polen-info.de.

 Anreise: Günstigste Flugtarife bietet Ryanair ab Hahn nach Danzig zum Gesamtpreis (hin- u. zurück) für 36,28 Euro. Mit dem Auto fährt man am besten über Stettin und dann weiter durch Hinterpommern (Koszalin, Slupsk, Gdynia) nach Danzig. Günstig fährt man mit der Bahn, im Sondertarif ab 49 Euro pro Strecke, www.bahn.de.

Pauschal reisen: Möglich sind nur individuelle Charterungen. Lukasz Krajewski, PL-43-600 Jaworzno, Telefon 0048 606 208154 oder 0048 606 361704; www.zeglugawislana.pl; Lukasz Krajewski ist Polens jüngster Reeder. Als erster im Land bietet er Charterfahrten auf Weichsel und Nogat an. Preis für sieben Tage (saisonabhängig) zwischen 900 und 1000 Euro; zusätzliche Kosten (Kraftstoff, Gas, Trinkwasser, Schleusen, Hafengebühren, PKW-Parkplatz, Rücktransport zum Ausgangsort): etwa 300 Euro pro Boot; Anmietung eines Skippers auf Anfrage (50 Euro/Tag).

Übernachten: Direkt am Yachthafen in der Szafarnia-Straße 9 liegt das Orbis-Vier-Sterne- Hotel „Novotel Gdansk Centrum“ (Reservierung: rez.nov.gdansk@orbis.pl). Die Übernachtung

im Doppelzimmer kostet pro Person 400 Zloty/97 Euro inklusive Frühstück. Ein alter, stilvoll modernisierter Speicher mit eigener Brauerei. Einen oder mehrere Tage vor der Bootsfahrt sollte man hier – Zimmer mit traumhafter Altstadt-Kulisse – vor Anker gehen. Die Hansestadt auf der gegenüberliegenden Mottlau-Seite ist es wert.

 Essen und Trinken: Auf Grund der Reiseart wird überwiegend an Bord gegessen. Einkaufen kann man in verschiedenen Läden (unter anderem in der Handelsgalerie „Madison“, 1,1 Kilometer entfernt) am Yachthafen. Unterwegs gibt es nur eine Gaststätte direkt an der Strecke („Szkarpawianka“, Anleger links

vor der Brücke von Drewnica; unbedingt Piroggen ordern). Gastronomie-Stopps zum Beispiel in Elblag/Elbing (dichtes Angebot in der Altstadt am Wasser, beispielsweise das „O.K. Chicken“ am Pl. Slowanskiego); in Marlbork/Marienburg (Pizzeria gegenüber dem Hotel „Zbysko“, am Bahnhof im Bistro „Grill Karolinka“); in Tczew/Dirschau („Restaurant Pod Olem“ in der Altstadt.

2009-08-22 :: NAPISALI O NAS: Rheinischer Merkur - "Königin der Flüsse"

Königin der Flüsse

 

WEICHSEL Eine Hausboot-Tour auf dem über 1000 Kilometer langen Strom ist auch

ein Ausflug in die wechselvolle deutsch-polnische Geschichte

Von Claudia Diemar

Der Hut ist absolut wasserdicht, damit kann man notfalls ein Boot ausschöpfen!“ Jaroslaw Kaluja trägt mit Stolz den traditionellen Filz mit einem Band aus Kaurimuscheln. Früher kauften sich die Weichselflößer die kostbaren Muscheln, wenn sie die Ostsee erreicht hatten und ihren Lohn bekamen. Die Organisation „Ja Wisla“ bewahrt diese Tradition. „Ich, die Weichsel“ bedeutet der Name des Vereins der ehemaligen königlichen Flößer. Manchmal machen sie mit Freunden eine Vergnügungstour auf dem Fluss. Heute legen sie in Czerwinsk an, ein Idyll von einem Fischerdorf mit einer aus Backstein gefügten Klosterkirche im romanischen Stil.

   In Czerwinsk vereinten sich vor 600 Jahren das litauische und polnische Heer auf dem Weg zur Schlacht gegen die deutschen Ordensritter. „Wer Polen retten will, muss die Weichsel verteidigen – und umgekehrt“, sagt ein Sprichwort. „Königin der Flüsse“ wird die Weichsel im Volksmund genannt. Polens längster Strom ist mehr als 1000 Kilometer von der Quelle in den Schlesischen Beskiden bis zur Mündung in die Ostsee unterwegs. Er entspringt nahe dem namensgebenden Ort Wisla. Bedeutende Städte säumen die Ufer: Krakau, Warschau, Thorn und Danzig. Mächtig erscheint dem Betrachter das Gewässer. An manchen Stellen ist die Weichsel einen Kilometer und mehr breit – und gilt trotzdem nicht als schiffbar.

   Ein Flusskreuzfahrtschiff musste trotz großer Nachfrage wegen der Untiefen bereits nach kurzer Zeit den Dienst einstellen. Seit Jahrzehnten schon wird die Fahrrinne nicht mehr ausgebaggert und der Fluss sich selbst überlassen. Nur die Schifffahrtszeichen sind noch angebracht. Stromkilometer null, der Punkt, ab dem man früher die Wasserstraße zu befahren pflegte, liegt bei Auschwitz.

 

Wer als Deutscher nach Polen reist, findet immerzu einen Grund, in sich zu gehen.

Die Tour beginnt in der sehr bescheidenen Marina der Warschauer Rudervereinigung am Czerniakowski-Hafen mitten im Stadtgebiet. Früher, erzählt ein Mann, der die Angel ins Wasser hält, war hier der elegante „Jachtclub Warschau“ beheimatet. Er zählte vor dem Zweiten Weltkrieg mehr als 2000 Mitglieder. Vorbei auch ist die Zeit, als die Weichsel ein wichtiger Transportweg war. Seit etwa 1970 sind hier keine Schiffe mehr unterwegs. Eisenbahnlinien und vor allem Straßen machten die Verkehrsader überflüssig.

   Deshalb ist die Weichsel, ähnlich wie die Loire in Frankreich, inzwischen ein echtes Naturkind. Auen und Sandbänke im Wasser bieten der Vogelwelt ein ideales Revier, rare Pflanzen gedeihen an den Ufern. Seltene Schwarzstörche halten Wache am Ufer mit seinen Pappeln, Erlen und Weiden. Seeschwalben üben Sturzflüge auf der Suche nach Fischen. Wer die Angel in den Fluss hält, kann Zander fangen.

   So viel Schönheit müsste doch touristisch zu erschließen sein, dachte sich der junge Unternehmer Lukasz Krajewski. Der Volkswirt und passionierte Wassersportler ließ extrem flache Hausboote bauen und bietet seit 2008 Touren an. Von Krakau bis Danzig sind vier Streckenabschnitte von jeweils rund 200 Kilometern buchbar. Auf dem Dach reisen geländegängige Fahrräder für die Landausflüge mit. Gefahren wird auf den einwöchigen Touren im Konvoi von maximal fünf Booten. Ohne den erfahrenen Skipper im ersten Boot läuft hier gar nichts. Zu viele Untiefen warten, oft ist man im Zickzackkurs unterwegs, um die sicherste Passage zu suchen.

   „Das Wasser will gelesen werden“, erklärt Lukasz. Er sitzt am Steuer, das Echolot ebenso im Blick wie verräterische Kräuselungen auf der vorausliegenden Wasserfläche. Ein zweiter Skipper steht zuweilen am Bug und sucht mit dem Fernglas das trügerische Blau ab. Zwar sind zur Orientierung die üblichen grünen und roten Bojen gesetzt. Aber man kann sich nicht auf sie verlassen. Denn die Weichsel verändert ständig ihr Bett. Die Sandbänke wandern wie Dünen unter Wasser. Mehrfach setzten die Boote trotz aller Vorsicht leicht auf. Zum Glück ist der Untergrund weich.

   Wer mit Lukasz unterwegs ist, muss wissen, dass er keine Luxustour gebucht hat. Zwar tragen die Boote schöne weibliche Nixennamen, heißen Ola, Stasia, Kinga, Anetka und Natalia. Aber es sind eher Fischermädchen als Diven. Gute acht Meter sind die kleinen Motorjachten lang. Es gibt keine privaten  Kabinen und nur wenig Komfort. Man schläft in einer einzigen Kajüte. Theoretisch könnte man zu siebt auf einem Boot anheuern, aber das würde eng. Besser sind drei bis vier Personen an Bord. Bettwäsche oder Kopfkissen gibt es nicht, wohl aber einen Schlafsack und eine zusätzliche Decke. Vorhanden sind Kühlschrank, kleiner Herd, Spüle und Chemietoilette. Wer sich waschen will, muss mit der Dusche an Deck vorlieb nehmen. Was nur im Sommer ein Vergnügen ist.

  Viele Gäste sind jedoch gerade von diesen abenteuerlichen und preiswerten Hausboot-Touren begeistert. Das Leben an Bord fühlt sich an wie Pfadfinderleben zu Wasser. Man legt auf einer goldgelben Sandbank an, macht ein Lagerfeuer, grillt Fisch oder Würstchen und schaut nach dem weiten Himmel und dem grünen Ufer, an dem die Baumkronen rauschen. Am Ende des ersten Tages, der in Warschau begann, ist die Mündung des Narew in die Weichsel erreicht. Über zwei Kilometer Mauern umfassen die gigantische Festung Modlin mit dem gegenüberliegenden, nicht minder mächtigen historischen Getreidespeicher.

   Alle waren sie hier: Polen wie Russen, Deutsche wie Franzosen. Und alle waren sie irgendwann wieder weg. Heute sind die Wehrmauern verlassen, bis auf das russische Restaurant im Eingang, das den Wodka in Flaschen auf den Tisch stellt. Jemand wollte die Wehranlage kaufen, hört man, und ein riesiges Vergnügungszentrum mit Spielhöllen daraus machen. Es ist nichts daraus geworden.

 

In zartem Farbpastell sinkt der Abend über dem Wasser. Es ist friedlich und still.

 Man muss an Teofil Lenartowicz denken und seine sanfte Ode auf den Strom: „Zwischen weiten Auen strömt die Weichsel, an ihrer Böschung schlafen Häuser, am Ufer steht eine gekrümmte Eiche, während Frauen ihre Wäsche im Fluss spülen.

  “ Manchmal ist die Vegetation so üppig, dass sie fast tropisch anmutet. Wie etwa bei Zakroczym, wo ein Kunstmäzen über dem Steilufer mit Aussichtsplattform eine Villa erbaut hat, in deren Gästehaus von Zeit zu Zeit Künstler auf Einladung des Hausherrn logieren. Die Tür steht auch für Skipper Lukasz und seine „Matrosen“ offen. Lukasz scheint jeden an den Gestaden der Weichsel zu kennen. Einmal fliegt ein privates Flugzeug über den Boots - konvoi, dreht um, zieht noch eine Schleife, um mit wackelnden Tragflächen zu grüßen. Dann ist man wieder allein mit der Weichsel, die sich auf lateinisch und englisch „Vistula“ nennt, so wie Lukasz Krajewskis „erste reguläre Passagier-Weichselschifffahrt“. Der Fluss trägt die Boote heute bis Plock. Malerisch liegt die Stadt mit der vorbildlich restaurierten Altstadt auf einer Terrasse hoch über dem grünblauen Wasserlauf und dem goldgelben Sandstrand.

    „Du kannst nicht den Lauf der Weichsel ändern, indem du mit einem Stock in ihrem Wasser rührst“, pflegt der polnische Volksmund Aufschneidern zu raten. Aber mit etwas Glück erlaubt einem die Wisla, sich auf ihrem breiten feuchten Leib entlangzutasten. Und bescheiden zu werden, ob der Weite des Flusses und dieses hohen Himmels, der sich darüber spannt.

 

Anreise: Mit Lot oder Lufthansa vo Frankfurt oder München ab zirka 160 Euro (hin und zurück) nach Krakau, Warschau

oder Danzig, außerdem ab Berlin, Düsseldorf und Hamburg nach Warschau. Die ungarische Billigfluglinie Wizzair fliegt von Dortmund nach Danzig und Warschau, außerdem von Köln und Lübeck nach Danzig. Ryanair bietet Direktverbindungen von Bremen und Frankfurt-Hahn nach Danzig sowie von Düsseldorf-Weeze nach Krakau. Germanwings fliegt von Köln und Stuttgart nach Krakau und Warschau, Air Berlin ab Berlin nach Krakau.

Bootstouren: Fahrten im Konvoi sind auf vier Streckenabschnitten buchbar. Der Wochenpreis pro Boot liegt zwischen 860 und 1000 Euro. Wer individuell unterwegs sein möchte, kann den Rundkurs im „Weichselwerder“ kurz vor der Mündung buchen. In diesem „polnischen Holland“ darf man auf dem Fluss und in Kanälen gefahrlos und ohne Führerschein allein ein Hausboot steuern und das reiche Kulturerbe der Region entdecken. Seit kurzem lässt sich auf dieser Tour mit der Motorjacht „Haber 33 Reporter“ auch ein Boot mit größerem Komfort mieten. Der einwöchige Vollcharter kostet zwischen 900 und 1500 Euro.

Beste Reisezeit: Sommer und früher Herbst.

Auskunft: Polnisches Verkehrsamt, Kurfürstendamm 71, 10709 Berlin, Tel. 030/210 09 20, Fax 210 09 14.

Internet: www.polen.travel.de  www.zeglugawislana.pl

 

2009-08-17 :: Mówili o nas w radiu VOX FM

Tematem rozmowy w programie poświęconym turystyce w radiu VOX FM o godz. 8.40 była między innymi organizowana przez nas Żegluga Wiślana

2009-08-16 :: Pokazali nas w TV Polonia

Żegluga Wiślana została zaprezentowana jako jedna z najważniejszych atrakcji turystycznych Pomorza w programie "Skarby nieodkryte",emitowanym 16.08. o godz. 16.10 przez TV POLONIA

2009-08-15 :: NAPISALI O NAS: Żagle - Test jachtu Haber 33 Reporter

W sierpniowym numerze czasopisma  „Żagle” ukazał się artykuł pt „ Barka na Żuławach”

2009-08-09 :: POWIEDZIELI O NAS: Radiowa Trójka

 O godz. 14.00 Trójka radiowa wyemitowała swój program  Magazyn Bardzo Kulturalny  z pokładu naszego  jachtu,  Aleksandry,  zacumowanej  w  Marinie Gdańsk

2009-07-31 :: NAPISALI O NAS: EXTRA , Reise & Erholung

EXTRA , Reise & Erholung , Freitag 31 Juli 2009

2009-07-30 :: NAPISALI O NAS: Świat & Ludzie

Świat & Ludzie NR 31(150)   30 lipca 2009

2009-07-29 :: NAPISALI O NAS: Nasze Morze - " Klątwa żuławska "

Nasze Morze nr. 7  - lipiec   2009

2009-07-28 :: NAPISALI O NAS: Weltexpress - "Mit der „Reporterin Alexandra“ auf königlicher Premierenfahrt"

Es begann an der Weichsel

 

Mit der „Reporterin Alexandra“  auf königlicher Premierenfahrt

 

Lukasz Krajewski ist Polens jüngster Reeder. Als erster im Land bietet er Charterfahrten auf Weichsel und Nogat an. Seine kleine Wislana-Cruises-Flotte umfasst mittlerweile sechs Hausboote. Einmal rund um das Weichsel-Delta ist unser Autor Dr. Peer Schmidt-Walther als Steuermann dabei gewesen: 220 führerscheinfreie Kilometer Flussfahrt von Danzig  nach Danzig.

 

Bange Frage: Wo ist sie? Man sieht den Wald vor lauter Masten nicht und ist erst mal ratlos. Bis sechs Räder sich aus dem Gewirr abheben. Das müsste sie sein, besser gesagt ihr Oberbau. Ein Fahrradständer nämlich überragt alles andere. Wenn auch nicht an Größe, so doch an Höhe. „Alexandra“ prangt in hellblauen Lettern auf ihrem makellos glänzenden Rumpf, der in vornehm-königlichem Dunkelblau gehalten ist.

Schließlich begeben wir uns auf einen majestätischen Wasserpfad, die Weichsel. Mit rund 1000 Kilometern Länge gilt sie als Königin der polnischen Flüsse.

 

Mottlau auf Höhe Null

Noch ist die zehn Meter lange Bootsdame „Alexandra“ eingeklemmt zwischen großen und kleinen, protzigen und bescheidenen Booten. Im Sommer ist das internationale Gedränge in der Mottlau-Marina beängstigend. Der Blick auf das gegenüberliegende Krantor, Wahrzeichen der altehrwürdigen Hansestadt Danzig, entschädigt dafür umso mehr.

Die Salonfenster sind beschlagen. Untrügliches Zeichen, dass es innen brutzelt. In der Luft liegt der Duft von Gebratenem. Die Tür fliegt auf: „Welcome on board, I am Bartek!“, stellt sich ein junger Mann vor. Hinter ihm hantiert eine junge Frau am Herd. „And I am Dominika“, strahlt sie den Gast aus Deutschland an. Ohne Umschweife bittet die schwarzhaarige Physiotherapie-Studentin mit italienischen Vorfahren zu Tisch und packt die Teller voll mit saftigen, goldgelben Schnitzeln und Tomatensalat. Nach fünf Stunden Bahnfahrt von Stettin durch Hinterpommern langt man umso lieber zu und lässt sich die freundliche Willkommensmahlzeit einfach nur schmecken.

„Wir sollten nach dem Essen ablegen“, kalkuliert der 25-jährige Bartek, Geschäftspartner von Lukasz. Vor sich hat der studierte Kartograf und Geodät eine Karte ausgebreitet. „Um 19 Uhr“, weiß er, „öffnet die Pontonbrücke von Sobiescewo heute zum letzten Mal. Danach können wir noch bis vor die Schleuse Pzegalina tuckern“.

Rathaus und Marienkirche wandern als Spitzen über die Bürgerhausdächer an der Mottlau, auf der unsere Motoryacht „Haber 33 Reporter“, so die offizielle Typenbezeichnung, den Danziger Hafen ansteuert. Aus Höhe Null wirkt der attraktive Mottlau-Kai noch beeindruckender. Die Premierenfahrt des jüngsten und größten Neubaus der Wislana-Cruises-Flotte beginnt. Aus diesem Grund mit einem Reporter auf der „Reporter“.

 

Ufer-Impressionen

Als schräg voraus der mächtige weiße Wasserbart eines Hochseeschleppers auf die „Alexandra“ zuschäumt, möchte man am liebsten stoppen oder abdrehen. „Keine Panik!“, beruhigt Bartek und bleibt lächelnd auf seinem Kurs, schließlich habe man ja Vorfahrt. Die Männer hoch oben auf der „Kambr“-Brücke stört das nicht im Geringsten. Im Gegenteil, sie winken freundlich nach unten und der rote Koloss dreht sich elegant wiegend nach Backbord. Uff! - das ist scheinbar knapp gewesen.

Die Kran- und Neubaukulisse der früheren Lenin-Werft, von der mit Lech Walesa 1980 die Solidarnoscz-Bewegung ausging, verliert sich im Kielwasser der Martwa Wisla, wie die Tote Weichsel polnisch heißt. Die Ufer sind gespickt mit sozialistisch anmutenden Zweckbauten. Die abstoßende Palette reicht von dröhnender Metallverarbeitung über flammende Petrochemie bis zu  übelriechenden Klärbecken. Ätzend! Da muss man sich schon mal die Nase zuhalten. 

Voraus die Pontonbrücke. Eine schwachbrüstige Barkasse zerrt an dem rostigen Mittelstück, das sich widerwillig knarzend öffnet. Bohnsack hieß bis 1945 der Ort an der Zatoka Gdanska, der Danziger Bucht. Auf beiden Seiten kreuzen wartende Boote. Doch hier gilt, wie Bartek sagt: „Wer zuerst kommt, mahlt zuerst!“ Mit dem Hebel auf dem Tisch, aber nur 13 spritsparenden PS, rauscht „Alexandra“ als erste durch die Lücke. An Steuerbord der „Kilimandscharo“ vom Weichselufer. Bartek grinst, als er nach dessen Bedeutung gefragt wird: „Eine frühere Abraumhalde, die zum Danziger Skiparadies umfunktionieren werden soll“.

 

Einlaufbier zum Wellengluckern

Bis Einlage, dem heutigen Przegalina, wird der Skipper von seinem Gast abgelöst. Vor Sonnenuntergang erreicht „Alexandra“ die erste Schleuse. „Theoretisch könnten wir zwar weiterfahren, aber wozu?“ Bartek erklärt, dass für Hausboote ein Nachtfahrverbot bestehe, die Schleusen gegen Aufpreis aber arbeiten. Ausserdem haben wir Zeit, wollen entschleunigen und alles bei Tageslicht sehen.

Der Schleusenwärter, den Bartek kennt, nimmt das Stromkabel entgegen. Über Nacht ist die Energieversorgung gesichert und die Batterie wird geschont. Plopp! Kronkorken fliegen zu Boden. Das traditionelle Einlaufbier ist jetzt fällig.

Beim Auspacken des Rucksacks bleibt die Tür der Achterkabine geöffnet, sonst kann man sich im Vorraum weder umdrehen, noch an- oder ausziehen. Für die Crew kein Problem, da man ja „unter sich“ ist. Das Größte daran: die den Raum einnehmende bequeme Doppelkoje. Ein Lämpchen verbreitet gemütliches Leselicht, die Schleusen-Nachtigall sorgt für eine passende Einschlafmelodie. Eintönig-beruhigend gluckern dazu die Weichselwellen an der Bordwand, während der Abendwind durch die geöffnete Luke säuselt

 

Unter Null im Weichsel-Werder

Winzig wirkt sie, die hübsche „Alexandra“, als sie am nächsten Morgen in die gewaltige Schleuse eindreht. Die wurde in erster Linie für dicke Dampfer konzipiert und ist entsprechend dimensioniert.

Freie Fahrt hinaus auf die „richtige“, weil „lebendige“ Weichsel. Gegen ihre Strömung boxt sich „Alexandra“ nach Süden. Problemlos. Der entgegenkommende Schleppzug mit einem holländischen Binnenschiff-Neubaukasko aus dem nordmasowischen Plock hat es da schon schwerer, das sperrige 135-Meter-Ding auf Kurs zu halten.

Nur sechs Kilometer stromabwärts öffnet sich die beidseitig eingedeichte Flusskönigin zur Ostsee, deren Wellen in den Mündungstrichter rollen. Erst der Weichseldurchstich von 1895 machte das möglich.

Nur einen Katzensprung weiter, bei Flusskilometer 931, nehmen wir Abschied von der Weichsel - bis später. Die Schleuse Skarpowo/Scharpau erwartet uns schon nach Barteks Anruf. Auf Polnisch natürlich. Ohne diese Sprachkenntnisse geht es allerdings auch. Lukasz übernimmt dann per Handy die Kommunikation.

Auf der Elbinger Weichsel führt der Generalkurs nach Osten. Durch das sattgrüne Tiefland der Zulawy, dem früheren Großen oder Weichsel-Werder. Scheinbar menschenleer, denn außer allerlei Wasservögeln sieht man keinen Menschen. Vielleicht weil das Land mit 1,8 Meter unter dem Meeresspiegel zu tief liegt und überflutungsgefährdet ist? Doch schon im 13. Jahrhundert begannen holländische Siedler, aus ihrer Heimat vertriebene Mennoniten, damit, ein Entwässerungssystem anzulegen. Polder und die Abtrennung aller übrigen Weichsel-Mündungsarme von der Ostsee durch Schleusen erinnern noch heute daran. Die Vielfalt dieses Wasserreservoirs begründete ein Naturparadies von europäischem Rang. 70 Prozent aller in Polen beheimateten Vögel nisten hier. Biber und sensible Pflanzen wie der Wasserfarn Salwinia zeigen an: Das Wasser ist wieder sauber.

 

Piroggen und Wodka

Mittagspause vor der in holländischem Stil gehaltenen Zugbrücke von Drewnica/Schönbaum.

„Heute bleibt die Küche kalt“, grinst Bartek verschmitzt. „Szkarpawianka“ lockt. So heißt die Kneipe am gegenüberliegenden Ufer. Sozialistisches Betongrau außen, passend dazu das rot-gelb-blaue Ambiente innen. Zwei polnische Arbeiten richten sich mit Wodka und Selbstgedrehten auf die Siesta ein. Die Wirtin blond, jung und freundlich: „Piroggen wollt ihr? Zum Mitnehmen? Nie ma problemu“, was so viel heißt wie „kein Problem“. Nach knapp 20 Minuten ziehen wir mit unserer preiswerten Fleischtaschen-Last ab. Der wettergegerbte Brückenwärter begleitet uns. 15 Minuten nach der offiziellen Zeit – in Deutschland undenkbar! - reckt sich die Fahrbahn in den Sommerhimmel. „Ein paar Wodka im Winter, dann klappt´s immer“, erklärt der Skipper die Situation. Winken hin- und herüber, „do widzenia, auf Wiedersehen!“ Schon sind wir wieder allein unterwegs auf dem Strom nach Osten. Und das mitten in der Hochsaison!

Weitab hinter dem dichten Schilfkordon dämmern ehemals westpreußische Weiler vor sich hin. Einst hießen sie Kalteherberge, Fischerbabke, Groschenkampe oder Nogathaffkampen. Namen, die bei manch einem Erinnerungen wecken.

Bei Ostonka/Grenzdorf strömt die Elbinger Weichsel in die Nogat-Mündung. „Wollen wir aufs Frische Haff ´rausfahren?“, fragt Bartek und gibt dem am Ruder stehenden Gast auch schon die Antwort: „Halt´ dich mal an den Tonnenstrich zum offenen Wasser!“

 

Ostpreussen-Fanal

Wir kreuzen tatsächlich eine Grenze: die zwischen dem früheren West- und Ostpreussen. Scheinbar unendlich streckt sich das vom Westwind aufgeraute Gewässer ins Blaue. Irgendwo hinter dem Horizont noch eine Grenze: die schwerbewachte zwischen den ehemaligen sozialistischen Brüdern Polen und Russland. Im Nordosten die Frische Nehrung. Aus ihrem Walddickicht blinkt im Nordosten der Badeort Krynica Morska/Kahlberg-Liep, im Südosten erheben sich die Elbinger Höhen des ostpreussischen  Ermlandes. Man sieht sie förmlich vor Augen, die Flüchtlingstrecks, die im Winter 1945 das zugefrorene Haff überquerten. Wobei viele einbrachen und für immer in den eisigen Fluten versanken. Nachdenkliches im Sommer 2009.

Nogat-abwärts gleitet „Alexandra“ der Hansestadt Elblag/Elbing entgegen. Pause an der Kanaleinfahrt. Es ist schwül-heiß geworden. Ein Gewitter steht grummelnd im Westen. Der 20 Grad warme Fluss lockt zum Baden von der bequemen Plattform am Heck. Geradezu luxuriös die abschließende Dusche.

Stadteinwärts zeigt sich Elbing wie Danzig von seiner industrialisierten Seite. Doch plötzlich überragt der 95 Meter hohe Nikolaikirchturm die grauen Hallen. Aus der Wasserperspektive präsentiert sich eine mustergültig restaurierte Altstadt, 1945 bis auf sechs Häuser völlig zerstört, von ihrer ansehnlichsten Seite.

Der abendliche Himmel über dem geschichtsträchtigen Fluss glüht lange wie ein Fanal, bis die hereinbrechende Nacht zum Anlegen vor einer Schleuse zwingt.

 

Geheimtipp mit Verführung

Wir sind nach wie vor allein, umgeben von  purer Natur und einem vielstimmigen Vogel-, Frosch- und Grillenkonzert. Staunend und genießend stehen wir an Deck.  

Nach dem Frühstück wird uns an Backbord ein mittelalterliches Juwel präsentiert: die Marienburg. Der deutsche Ritterorden lässt grüßen. Scharen von Touristen belagern heute das rot in der Morgensonne leuchtende UNESCO-Welterbe, Europas größte Backsteinburg. Wir steuern statt dessen weiter durch die Stille von Auewäldern, Wiesen und Weiden unaufhaltsam der Weichsel zu. Nach drei weiteren Schleusen, zum Teil aus dem 19. Jahrhundert und immer noch per Handbetrieb zu bewegen,  begrüßen wir wieder die majestätisch dahinströmende Flusskönigin. Mit fast 18 Kilometern pro Stunde und sieben Meter Hochwasser unter dem Kiel rauschen wir beflügelt an Tczew/Dirschau vorbei, unter den berühmten Weichselbrücken hindurch nach Norden. Danzig entgegen. Bilanz am Abend: Ende der eindrucksreichen Premierenfahrt mit Geheimtipp-Charakter. Bootsjungfer „Alexandra“ hat uns dazu verführt.

 

Infos:

 

„Alexandras“ Bootsdaten: Baujahr 2009 in Ilawa/Deutsch-Eylau, Masuren; Typ: Haber 33 Reporter; 10,10 Meter Länge; 2,98 Meter Breite; 0,47 Meter Tiefgang; 2,01 Meter Stehhöhe in der Kabine; 13 PS-Diesel, sehr günstiger 2,0 Liter-Verbrauch/Stunde; 10 – 12 km/h pro Stunde; Bugstrahlruder; überdachter Aussenfahrstand; sechs Fahrräder (attraktive Routen sind in die an Bord vorhandenen Karten eingezeichnet);  4 Schlafplätze, maximal sechs; Küche, Dusche/WC; Handtücher sind mitzubringen; Schlafsäcke und Decken werden gestellt; preisgünstig einkaufen kann man vor der Abfahrt in Danzig nahe der Mottlau-Marina.

Neben der „Alexandra“ werden fünf zwei Meter kürzere Boote vom Typ „Weekend 820“ angeboten.

 

Literatur: Polyglott on tour: Polnische Ostseeküste - Danzig (mit Flipmap)

 

Weitere Informationen und Buchung: Lukasz Krajewski, PL-43-600 Jaworzno, Telefon: 0048-606-208154, 606-361704; www.zeglugawislana.pl

 

Für einwöchige Chartertouren gibt es fünf Streckenverläufe von rund 200 Kilometern (Weichselwerder und Flussfahrten zwischen Danzig und Krakau und zurück);

Preis für sieben Tage (saisonabhängig) zwischen 900 und 1000 Euro; zusätzliche Kosten (Kraftstoff, Gas, Trinkwasser, Schleusen, Hafengebühren, PKW-Parkplatz, Rücktransport zum Ausgangsort): ca. 300 Euro pro Boot; Anmietung eines Skippers auf Anfrage (50 Euro/Tag).

 

 

 

 

 

 

2009-07-27 :: NAPISALI O NAS: SONNTAG - "Kuckucksruf an der Schleuse"

Kuckucksruf an der Schleuse

 

DieWeichsel gilt als wildester Fluss Europas.

Doch auch Hobby-Skipper können ihn bezwingen

Von Dagmar Krappe

Sanfte Wellen umspielen den schneeweißen, über acht Meter langen Körper der „Natalia“. Leicht schaukelt das Schiff hin undher.EineWochelangwirdesmitGästenimWeichselwerderimNordenPolens unterwegs sein. Sich in dieHändevonunerfahrenen Skippern begeben, die gerade noch wissen, wo Backbord und Steuerbord ist, aber ansonsten keinerlei nautische Kenntnisse haben. Einen Führerschein benötigt man nicht, um das Hausboot mit seinen zwölf PS zu steuern. ZuBeginn das Übliche: Vorwärts geht’s so, rückwärts dann Hebel umlegen, Fahrt rausnehmen; ein paar Schifffahrtzeichen, Knoten für das Anlegemanöver – für den KurzlehrgangistLukaszKrajewskizuständig. VierStundenlangübtermitdenLandrattenimHafenvonDanzig. Dannsind sie mit „Natalia“ auf sich allein gestellt, nehmen Kurs auf die Weichsel. „Natalia“ gehört zur Flotte von sechs Motorjachten, die Lukasz Krajewski für einwöchige Touren auf der Weichsel zwischen Danzig und Krakau oder durchs Zulawy Wislane (Weichselwerder) anbietet. „Schon als kleiner Junge fuhr ich mit meinen Eltern zum Segeln ins frühere Jugoslawien. Wasser und Boote haben mich seitdem fasziniert“, erzählt der 34-Jährige. Zur Auswahl stehen fünf Ein- Kabinen-Jachten und die „Aleksandra“, ein größeres Schiff, das über drei getrennte Schlafkabinen verfügt. Sieben Personen passen jeweils auf ein Schiff. Wer nicht selbst steuern möchte, kann auch einen Skipper mieten. Jede Crew erhält vor dem Ablegen eine genaue Routenbeschreibung, Landkarten und Ausflugstipps. Um das Auffüllen der Kraftstoff-, Gas- und Wassertanks muss man sich nicht kümmern. Sie sind so konzipiert, dass sie für einen einwöchigen Trip ausreichen. Nach drei Stunden ist in Przegalina die erste Schleuse erreicht.Wirheben sie uns für den kommenden Morgen auf und machen vorher an einem Anleger fest. Der nächste Sklep, in Polen eine Art „Tante-Emma-Laden“, ist nicht weit. Schon kurze Zeit später duftet es in der BordküchenachRühreimitSchinken.Die Schlafsäcke werden ausgerollt. Erst greller Sonnenschein und nahes Kuckucksrufen lassen uns am nächsten Morgen wieder erwachen. Die Schleusentore öffnen sich. Da „Natalia“ das einzige Boot in der Kammer ist, haben wir ausreichend Platz. Trotzdem ist Fingerspitzengefühl erforderlich, damit „Natalia“ – etwa durch eine Windböe – nicht an die Schleusenwand gedrückt wird. Sieben Mal müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Tour bestehen. Schilf und Seerosen säumen das Ufer des vielleicht 50 Meter breiten Flusses Scharpau. Der Duft der Rapsfelder weht herüber. Kormorane und Enten drehen ihre Runden über unseren Köpfen. Ein paar Angler versuchen ihr Glück. Die zahlreichen Fischreiher scheinen erfolgreicher zu sein. Am Nachmittag wollen wir in Elblag sein. Es beginnt zu nieseln. Mit Daunenjacke und in eine Decke gehüllt trotzen wir dem kalten Nordostwind. Seit kurzem besteht die Möglichkeit, mit dem gecharterten Boot auch durch den Oberländischen Kanal von Elblag (Elbing) Richtung Ostroda (Osterode) und Ilawa (Deutsch-Eylau) zu fahren. Hier treffen wir auf Lukasz, der mit seiner gerade fertiggestellten Jacht „Aleksandra“ zu einer Testfahrt durch den Kanal aufbrechen will. Dieser künstliche Schifffahrtsweg wurde Mitte des 19. Jahrhunderts von Ingenieur Georg Jakob Steenke gebaut.Umeinen Höhenunterschied von fast 100 Metern zu überwinden, schaffte er fünf „schiefe Ebenen“. Die Schiffe haben hier kein Wasser unterdem Kiel, sondern ihr Rumpf liegt auf einem Schienenkarren, der an Seilen über Land gezogen wird. Wer sich eine Fahrt durch den Kanal alleine nicht zutraut, der kann auch einen Tagesausflug von Elblag aus mit einem Boot der Weißen Flotte unternehmen. Mit knapp zehn Kilometern pro Stunde tuckern wir weiter auf der Nogat, einem Seitenarm der Weichsel. Hin und wieder lassen wir uns einfach nur treiben von Ufer zu Ufer, von Stille zu Stille. Einsame rote Backsteingehöfte lugen hinter Kastanienbäumen hervor. Gelbe Wasserlilien entfaltenihreBlütenimSonnenschein,Löwenzahnsamen wehen vom nahen Ufer herüber und kitzeln in der Nase. Immer wiedersiehtman„Adebars“überdieWiesen staksen. Angeblich soll jeder vierte Storch auf der Welt „ein Pole“ ein. AnBackbord taucht sie auf, die Marienburg, das Schloss des Deutschen Ritterordens. Wir legen direkt unterhalb der Festungan. ZweiStundenlangführtunsGrzegorz Stawski durch die größte Backsteinburg Europas. „Die Marienburg wurde ab 1276 in mehreren Etappen erbaut“, berichtetGrzegorz:„ Anfangdes14.Jahrhunderts verlegte der Hochmeister des Deutschen Ordens, Siegfried von Feuchtwangen, seinen SitzvonVenedigauf die Marienburg.“ Nach reichlich Geschichtszahlen, Ritternamen und Schlachten wird es Zeit,denAbendkulinarischausklingenzu lassen. Zum Sonnenuntergang genießen wirfangfrischeForelleundZanderimRestaurant „U flisaka“. Drei Schleusen liegen noch vor uns, bis uns die Nogat in die Weichsel entlässt. „In den letzten wilden Fluss Europas“, wie Lukasz Krajewski bei der Einweisung in Danzig betonte. Wir parken das Boot an der Schleuse Biala Gora, nehmen die Fahrräder vom Dachgepäckträger und radeln zehn Kilometer stromaufwärts nach Gniew (Mewe). Auch hier gibt es eine Deutsch-Ordensburg. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel. Nebelschwaden wabern über den Wiesen links und rechts der Weichsel. Am nächsten Tag geht es stromabwärts die Weichsel entlang. Viele Sandbänke machen das Navigieren komplizierter. „Natalia“ muss den Fluss im Zickzack befahren. Markierungen am Ufer zeigen an, wann man die Seite zu wechseln hat. Die nagelneue Marina in Tczew (Dirschau) unweit der historischen Eisenbahnbrücke ist unser letzter Haltepunkt. Die Tore der Schleuse Przegalina sind weit geöffnet. Nach einer Woche „Kapitän auf Zeit“ ist es fast ein Kinderspiel, ein- und auszufahren. Schon kommen die Kräne der Danziger Werften in Sicht. Ein kurzes Stück noch, und „Natalia“ liegt nach 200 Kilometern Mini-Kreuzfahrt wieder fest vertäut am Bootssteg.

2009-07-26 :: NAPISALI O NAS: www.tagesspiegel.de - "Kuckucksruf an der Schleuse"

Kuckucksruf an der Schleuse

Die Weichsel gilt als wildester Fluss Europas. Doch auch Hobby-Skipper können ihn bezwingen.

 

Sanfte Wellen umspielen den schneeweißen, über acht Meter langen Körper der „Natalia“. Leicht schaukelt das Schiff hin und her. Eine Woche lang wird es mit Gästen im Weichselwerder im Norden Polens unterwegs sein. Sich in die Hände von unerfahrenen Skippern begeben, die gerade noch wissen, wo Backbord und Steuerbord ist, aber ansonsten keinerlei nautische Kenntnisse haben. Einen Führerschein benötigt man nicht, um das Hausboot mit seinen zwölf PS zu steuern.

Zu Beginn das Übliche: Vorwärts geht’s so, rückwärts dann Hebel umlegen, Fahrt rausnehmen; ein paar Schifffahrtzeichen, Knoten für das Anlegemanöver – für den Kurzlehrgang ist Lukasz Krajewski zuständig. Vier Stunden lang übt er mit den Landratten im Hafen von Danzig. Dann sind sie mit „Natalia“ auf sich allein gestellt, nehmen Kurs auf die Weichsel.

„Natalia“ gehört zur Flotte von sechs Motorjachten, die Lukasz Krajewski für einwöchige Touren auf der Weichsel zwischen Danzig und Krakau oder durchs Zulawy Wislane (Weichselwerder) anbietet. „Schon als kleiner Junge fuhr ich mit meinen Eltern zum Segeln ins frühere Jugoslawien. Wasser und Boote haben mich seitdem fasziniert“, erzählt der 34-Jährige. Zur Auswahl stehen fünf Ein- Kabinen-Jachten und die „Aleksandra“, ein größeres Schiff, das über drei getrennte Schlafkabinen verfügt. Sieben Personen passen jeweils auf ein Schiff. Wer nicht selbst steuern möchte, kann auch einen Skipper mieten. Jede Crew erhält vor dem Ablegen eine genaue Routenbeschreibung, Landkarten und Ausflugstipps. Um das Auffüllen der Kraftstoff-, Gas- und Wassertanks muss man sich nicht kümmern. Sie sind so konzipiert, dass sie für einen einwöchigen Trip ausreichen.

Nach drei Stunden ist in Przegalina die erste Schleuse erreicht. Wir heben sie uns für den kommenden Morgen auf und machen vorher an einem Anleger fest. Der nächste Sklep, in Polen eine Art „Tante-Emma-Laden“, ist nicht weit. Schon kurze Zeit später duftet es in der Bordküche nach Rührei mit Schinken. Die Schlafsäcke werden ausgerollt. Erst greller Sonnenschein und nahes Kuckucksrufen lassen uns am nächsten Morgen wieder erwachen.

Die Schleusentore öffnen sich. Da „Natalia“ das einzige Boot in der Kammer ist, haben wir ausreichend Platz. Trotzdem ist Fingerspitzengefühl erforderlich, damit „Natalia“ – etwa durch eine Windböe – nicht an die Schleusenwand gedrückt wird. Sieben Mal müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Tour bestehen.

Schilf und Seerosen säumen das Ufer des vielleicht 50 Meter breiten Flusses Scharpau. Der Duft der Rapsfelder weht herüber. Kormorane und Enten drehen ihre Runden über unseren Köpfen. Ein paar Angler versuchen ihr Glück. Die zahlreichen Fischreiher scheinen erfolgreicher zu sein. Am Nachmittag wollen wir in Elblag sein. Es beginnt zu nieseln. Mit Daunenjacke und in eine Decke gehüllt trotzen wir dem kalten Nordostwind.

Seit kurzem besteht die Möglichkeit, mit dem gecharterten Boot auch durch den Oberländischen Kanal von Elblag (Elbing) Richtung Ostroda (Osterode) und Ilawa (Deutsch-Eylau) zu fahren. Hier treffen wir auf Lukasz, der mit seiner gerade fertiggestellten Jacht „Aleksandra“ zu einer Testfahrt durch den Kanal aufbrechen will. Dieser künstliche Schifffahrtsweg wurde Mitte des 19. Jahrhunderts von Ingenieur Georg Jakob Steenke gebaut. Um einen Höhenunterschied von fast 100 Metern zu überwinden, schaffte er fünf „schiefe Ebenen“. Die Schiffe haben hier kein Wasser unter dem Kiel, sondern ihr Rumpf liegt auf einem Schienenkarren, der an Seilen über Land gezogen wird. Wer sich eine Fahrt durch den Kanal alleine nicht zutraut, der kann auch einen Tagesausflug von Elblag aus mit einem Boot der Weißen Flotte unternehmen.

Mit knapp zehn Kilometern pro Stunde tuckern wir weiter auf der Nogat, einem Seitenarm der Weichsel. Hin und wieder lassen wir uns einfach nur treiben von Ufer zu Ufer, von Stille zu Stille. Einsame rote Backsteingehöfte lugen hinter Kastanienbäumen hervor. Gelbe Wasserlilien entfalten ihre Blüten im Sonnenschein, Löwenzahnsamen wehen vom nahen Ufer herüber und kitzeln in der Nase. Immer wieder sieht man „Adebars“ über die Wiesen staksen. Angeblich soll jeder vierte Storch auf der Welt „ein Pole“ ein.

An Backbord taucht sie auf, die Marienburg, das Schloss des Deutschen Ritterordens. Wir legen direkt unterhalb der Festung an. Zwei Stunden lang führt uns Grzegorz Stawski durch die größte Backsteinburg Europas. „Die Marienburg wurde ab 1276 in mehreren Etappen erbaut“, berichtet Grzegorz: „Anfang des 14. Jahrhunderts verlegte der Hochmeister des Deutschen Ordens, Siegfried von Feuchtwangen, seinen Sitz von Venedig auf die Marienburg.“ Nach reichlich Geschichtszahlen, Ritternamen und Schlachten wird es Zeit, den Abend kulinarisch ausklingen zu lassen. Zum Sonnenuntergang genießen wir fangfrische Forelle und Zander im Restaurant „U flisaka“.

Drei Schleusen liegen noch vor uns, bis uns die Nogat in die Weichsel entlässt. „In den letzten wilden Fluss Europas“, wie Lukasz Krajewski bei der Einweisung in Danzig betonte. Wir parken das Boot an der Schleuse Biala Gora, nehmen die Fahrräder vom Dachgepäckträger und radeln zehn Kilometer stromaufwärts nach Gniew (Mewe). Auch hier gibt es eine Deutsch-Ordensburg. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel. Nebelschwaden wabern über den Wiesen links und rechts der Weichsel.

Am nächsten Tag geht es stromabwärts die Weichsel entlang. Viele Sandbänke machen das Navigieren komplizierter. „Natalia“ muss den Fluss im Zickzack befahren. Markierungen am Ufer zeigen an, wann man die Seite zu wechseln hat. Die nagelneue Marina in Tczew (Dirschau) unweit der historischen Eisenbahnbrücke ist unser letzter Haltepunkt. Die Tore der Schleuse Przegalina sind weit geöffnet. Nach einer Woche „Kapitän auf Zeit“ ist es fast ein Kinderspiel, ein- und auszufahren. Schon kommen die Kräne der Danziger Werften in Sicht. Ein kurzes Stück noch, und „Natalia“ liegt nach 200 Kilometern Mini-Kreuzfahrt wieder fest vertäut am Bootssteg.

2009-07-25 :: NAPISALI O NAS: www.tagesspiegel.de - "HAUSBOOTE"

HAUSBOOTE

Die Boote sind alle relativ neu und zwischen acht und zehn Meter lang. Das größere, komfortablere Boot (Haber 33 Reporter) hat sieben Schlafplätze in drei getrennten Kabinen und kostet 1250 bis 1500 Euro für sieben Tage.

Das kleinere Boot (Weekend 820) hat sieben Kojen in einer Kabine und kostet 900 bis 1000 Euro die Woche. Beide haben eine komplett ausgestattete Küche, Toilette und Dusche.

Für einen Skipper an Bord werden maximal 50 Euro am Tag berechnet.

Zusätzlich rund 300 Euro fallen an für Kraftstoff, Gas, Trinkwasser, Schleusungen, Hafengebühren, Bewachung, Autoparkplatz, Rücktransport zum Ausgangsort (falls erforderlich).
Anbieter: Vistula Cruises, PL-43-600 Jaworzno; Telefon: 00 48 / 606 / 20 81 54, Internet: www.zeglugawislana.pl

2009-07-25 :: NAPISALI O NAS: Sonnabend/Sonntag - "Mit dem Hausboot durch das Weichseldelta"

POLEN EINE 200 KILOMETER LANGE TOUR IM NORDEN DES LANDES

Mit dem Hausboot durch das Weichseldelta

Vorkenntnisse oder ein Führerschein sind nicht nötig, um die komplett ausgestatteten Motoryachten zu steuern. Die Schleusen erfordern aber etwas Fingerspitzengefühl.

 

Dagmar Krappe

 

Sanfte Wellen umspielen „Natalias“ schneeweißen, über acht Meter langen Körper und schaukeln ihn leicht hin und her. Eine Woche lang wird sie mit uns im Weichselwerder im Norden Polens unterwegs sein und sich in die Hände von unerfahrenen Skippern begeben, die gerade noch wissen, wo Backbord und Steuerbord ist,

aber ansonsten keinerlei nautische Kenntnisse haben. Einen Führerschein benötigt man nicht, um das zwölf PS starke Hausboot zu steuern. Um ein erstes Fahrgefühl zu bekommen, das Schalten und Bremsen zu lernen, ein bisschen über Schifffahrtzeichen zu erfahren, Knoten für das Anlegemanöver zu trainieren, dafür ist Lukasz Krajewski da. Vier Stunden lang übt er mit uns auf der Mottlau im Hafen von Danzig. Dann sind wir mit „Natalia“ allein und nehmen Kurs auf die Weichsel. „Natalia“ gehört zur Flotte von sechs Motorbooten, auf denen Lukasz Krajewski einwöchige Touren auf der Weichsel zwischen Danzig und Krakau oder durchs Zulawy Wislane (Weichselwerder) anbietet. „Schon als kleiner Junge fuhr ich mit meinen Eltern zum Segeln ins frühere Jugoslawien. Wasser und Schiffe haben mich seitdem fasziniert“, erzählt der 34-Jährige. Zur Auswahl stehen fünf

Ein-Kabinen-Yachten und „Aleksandra“, ein größeres Boot, das über drei getrennte Schlafkabinen verfügt. Alle Schiffe sind für sieben Personen ausgelegt. Wer nicht selbst steuern möchte, kann einen Skipper mieten. Jede Crew erhält vor dem Ablegen eine genaue Routenbeschreibung, Karten und Ausflugstipps. Um das Auffüllen der Kraftstoff-, Gas- und Wassertanks muss man sich nicht kümmern. Sie sind so konzipiert, dass sie für einen einwöchigen Trip ausreichen. Nach drei Stunden erreichen wir die erste Schleuse Przegalina. In einem Seitenarm kurz vor der Schleuse können wir anlegen und übernachten. Zu Fuß machen wir uns auf den

Weg zum „Sklep“, einem „Tante-Emma- Laden“, von denen es mindestens einen in jedem Dorf gibt. Und dann

duftet es schon nach leckerem Rührei mit Schinken in der Bordküche. Die Schlafsäcke werden ausgerollt. Erst greller Sonnenschein und nahes Kuckucksrufen lassen uns am nächsten Morgen wieder erwachen. Die Schleusentore öffnen sich. Da „Natalia“ das einzige Boot in der Kammer ist, haben wir ausreichend Platz. Doch ein Schiff reagiert träger als ein Auto. Wenn dann noch Windböen aufkommen, ist Fingerspitzengefühl erforderlich, damit man nicht zu unsanft an die Schleusenwand gedrückt wird. Siebenmal müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Reise bestehen. Schilf und Seerosen säumen das

Ufer des vielleicht 50 Meter breiten Flusses Scharpau. Der Duft der Rapsfelder weht herüber. Kormorane und Enten drehen ihre Runden über unseren Köpfen. Ein paar Angler versuchen ihr Glück. Die zahlreichen Fischreiher scheinen erfolgreicher. Am Nachmittag wollen wir in Elblag sein. Es beginnt zu nieseln. Mit Jacke und in eine Decke gehüllt, trotzen wir dem kühlen Nordostwind. Seit Kurzem besteht die Möglichkeit, mit dem gecharterten Boot auch durch den Oberländischen Kanal von Elblag (Elbing) Richtung Ostroda (Osterode) und Ilawa (Deutsch-Eylau) zu fahren. Hier treffen wir auf Lukasz, der mit seiner gerade fertiggestellten Yacht „Aleksandra“ zu einer Testfahrt durch den Kanal aufbrechen will. Er lädt uns ein, mit an Bord zu kommen. Der Kanal wurde Mitte des 19. Jahrhunderts vom Ingenieur Georg Jakob Steenke errichtet. Um einen Höhenunterschied von fast 100 Metern zu überwinden, ließ er fünf „schiefe Ebenen“ bauen. Die Schiffe haben hier kein Wasser unter dem Kiel, sondern ihr Rumpf liegt auf einem Schienenkarren, der an Seilen über Land gezogen wird. Wer unsicher ist und sich eine Fahrt durch den Kanal alleine nicht zutraut, der kann auch einen Tagesauflug von Elblag aus mit einem Boot der Weißen Flotte unternehmen. Mit fünf Knoten oder knapp zehn Kilometern pro Stunde tuckern wir weiter auf der Nogat, einem Seitenarm der Weichsel, der ins Frische Haff mündet. Hin und wieder lassen wir uns nur treiben von Ufer zu Ufer, von Stille zu Stille. Einsame rote Backsteingehöfte lugen hinter Kastanienbäumen und betörend duftenden Fliederbüschen hervor. Gelbe Wasserlilien entfalten ihre Blüten im Sonnenschein. Löwenzahnsamen wehen vom nahen Ufer herüber und kitzeln in der Nase. Immer wieder klappern Störche in ungezählten Nestern. Ein Viertel des Weltbestandes an Störchen soll in Polen beheimatet sein. An Backbord taucht sie auf, die Marienburg, das Schloss des Deutschen Ritterordens. Wir legen direkt unterhalb der Festung an. Zwei Stunden lang führt uns Grzegorz Stawski durch die größte Backsteinburg Europas. „Die Marienburg wurde ab 1276 in mehreren Etappen erbaut“, berichtet Grzegorz. „Anfang des 14. Jahrhunderts verlegte der Hochmeister des Deutschen Ordens, Siegfried von Feuchtwangen, seinen Sitz von Venedig auf die Marienburg.“ Nach reichlich Geschichtszahlen, Ritternamen und Schlachten wird es Zeit, den Abend kulinarisch ausklingen zu lassen. Zuerst genießen wir fangfrische Forelle und Zander im Restaurant „U flisaka“ am gegenüberliegenden Ufer, dann den Sonnenuntergang und schließlich den Blick auf die illuminierte Burganlage. Drei Schleusen liegen noch vor uns, bis uns die Nogat in die Weichsel entlässt. „In den letzten wilden Fluss Europas“, wie Lukasz Krajewski bei der Einweisung in Danzig betonte. Wir parken das Boot an der Schleuse Biala Gora, nehmen die Fahrräder vom Dachgepäckträger und radeln zehn Kilometer stromaufwärts nach Gniew (Mewe). Auch hier gibt es eine Deutsch-Ordensburg. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel. Bedrohlich wabern Nebelschwaden über den Wiesen links und rechts der Weichsel. Immer näher kommt der Schleier dem alten Gemäuer Plötzlich durchdringen noch einmal letzte Sonnenstrahlen den weißen Vorhang. Ein gigantisches Konzert mit zwitschernden Vögeln,

zirpenden Grillen und quakenden Fröschen beginnt. Am nächsten Tag geht es stromabwärts

die Weichsel entlang. Viele Sandbänke machen das Navigieren komplizierter. „Natalia“ muss den Fluss im Zickzack befahren. Markierungen am Ufer zeigen an, wann man die Seite zu wechseln hat. Die nagelneue Marina in Tczew (Dirschau) unweit der historischen Eisenbahnbrücke ist unser letzter Haltepunkt. Die Brücke wurde Mitte des 19. Jahrhunderts errichtet, um die preußischen Städte Berlin und Königsberg miteinander zu verbinden. Die Tore der Schleuse Przegalina sind weit geöffnet. Nach einer Woche Skipper auf Zeit ist es fast ein Kinderspiel, ein- und auszufahren. Schon kommen die Kräne der Danziger Werften in Sicht. Ein letzter Knoten und „Natalia“ liegt nach 200 Kilometern Mini-Kreuzfahrt wieder fest vertäut am Bootssteg – ganz zufrieden mit ihren beiden Freizeitkapitänen.

 

Anreise: Flugzeug oder Auto bis Danzig. Bewachter Parkplatz in der Nähe des Yachthafens gegenüber dem Danziger Krantor.

Anbieter: Vistula Cruises, www.zeglugawislana.pl

Boote: Motoryacht Haber 33 Reporter, Bj. 2009, Länge 10,10 m, Breite 2,98 m. Sieben Schlafplätze in drei getrennten Kabinen Küche komplett ausgestattet. Toiletten- und Duschraum. Preis für 7 Tage (eine Routenstrecke): ab 1250 Euro; Motoryacht Weekend 820, Bj. 2007/2008, Länge 8,20 m, Breite 2,85 m.

Sieben Schlafplätze in einer Kabine. Küche komplett ausgestattet. Toilettenraum mit Camping-WC, Außendusche. Preis für 7 Tage (eine Routenstrecke): ab 900 Euro. Anmietung eines Skippers: auf Anfrage,

max. 50 Euro pro Tag.

Streckenverläufe: Weichselwerder: Danzig–Danzig (Verlängerung mit Oberländischem Kanal möglich); Danzig–Thorn; Thorn– Warschau; Warschau– Sandomierz; Sandomierz– Krakau (oder in entgegengesetzter Richtung).

2009-07-24 :: NAPISALI O NAS: www.abendblatt.de - "Polen: Mit dem Hausboot durch das Weichseldelta"

Polen: Mit dem Hausboot durch das Weichseldelta

Vorkenntnisse oder ein Führerschein sind nicht nötig, um die komplett ausgestatteten Motoryachten zu steuern. Die Schleusen erfordern aber etwas Fingerspitzengefühl.

Danzig. Sanfte Wellen umspielen "Natalias" schneeweißen, über acht Meter langen Körper und schaukeln ihn leicht hin und her. Eine Woche lang wird sie mit uns im Weichselwerder im Norden Polens unterwegs sein und sich in die Hände von unerfahrenen Skippern begeben, die gerade noch wissen, wo Backbord und Steuerbord ist, aber ansonsten keinerlei nautische Kenntnisse haben. Einen Führerschein benötigt man nicht, um das zwölf PS starke Hausboot zu steuern.

Um ein erstes Fahrgefühl zu bekommen, das Schalten und Bremsen zu lernen, ein bisschen über Schifffahrtzeichen zu erfahren, Knoten für das Anlegemanöver zu trainieren, dafür ist Lukasz Krajewski da. Vier Stunden lang übt er mit uns auf der Mottlau im Hafen von Danzig. Dann sind wir mit "Natalia" allein und nehmen Kurs auf die Weichsel.

"Natalia" gehört zur Flotte von sechs Motorbooten, auf denen Lukasz Krajewski einwöchige Touren auf der Weichsel zwischen Danzig und Krakau oder durchs Zulawy Wislane (Weichselwerder) anbietet. "Schon als kleiner Junge fuhr ich mit meinen Eltern zum Segeln ins frühere Jugoslawien. Wasser und Schiffe haben mich seitdem fasziniert", erzählt der 34-Jährige. Zur Auswahl stehen fünf Ein-Kabinen-Yachten und "Aleksandra", ein größeres Boot, das über drei getrennte Schlafkabinen verfügt. Alle Schiffe sind für sieben Personen ausgelegt. Wer nicht selbst steuern möchte, kann einen Skipper mieten. Jede Crew erhält vor dem Ablegen eine genaue Routenbeschreibung, Karten und Ausflugstipps. Um das Auffüllen der Kraftstoff-, Gas- und Wassertanks muss man sich nicht kümmern. Sie sind so konzipiert, dass sie für einen einwöchigen Trip ausreichen.

Nach drei Stunden erreichen wir die erste Schleuse Przegalina. In einem Seitenarm kurz vor der Schleuse können wir anlegen und übernachten. Zu Fuß machen wir uns auf den Weg zum "Sklep", einem "Tante-Emma-Laden", von denen es mindestens einen in jedem Dorf gibt. Und dann duftet es schon nach leckerem Rührei mit Schinken in der Bordküche. Die Schlafsäcke werden ausgerollt. Erst greller Sonnenschein und nahes Kuckucksrufen lassen uns am nächsten Morgen wieder erwachen.

Die Schleusentore öffnen sich. Da "Natalia" das einzige Boot in der Kammer ist, haben wir ausreichend Platz. Doch ein Schiff reagiert träger als ein Auto. Wenn dann noch Windböen aufkommen, ist Fingerspitzengefühl erforderlich, damit man nicht zu unsanft an die Schleusenwand gedrückt wird. Siebenmal müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Reise bestehen.

Schilf und Seerosen säumen das Ufer des vielleicht 50 Meter breiten Flusses Scharpau. Der Duft der Rapsfelder weht herüber. Kormorane und Enten drehen ihre Runden über unseren Köpfen. Ein paar Angler versuchen ihr Glück. Die zahlreichen Fischreiher scheinen erfolgreicher. Am Nachmittag wollen wir in Elblag sein. Es beginnt zu nieseln. Mit Jacke und in eine Decke gehüllt, trotzen wir dem kühlen Nordostwind.

Seit Kurzem besteht die Möglichkeit, mit dem gecharterten Boot auch durch den Oberländischen Kanal von Elblag (Elbing) Richtung Ostroda (Osterode) und Ilawa (Deutsch-Eylau) zu fahren. Hier treffen wir auf Lukasz, der mit seiner gerade fertiggestellten Yacht "Aleksandra" zu einer Testfahrt durch den Kanal aufbrechen will. Er lädt uns ein, mit an Bord zu kommen. Der Kanal wurde Mitte des 19. Jahrhunderts vom Ingenieur Georg Jakob Steenke errichtet. Um einen Höhenunterschied von fast 100 Metern zu überwinden, ließ er fünf "schiefe Ebenen" bauen. Die Schiffe haben hier kein Wasser unter dem Kiel, sondern ihr Rumpf liegt auf einem Schienenkarren, der an Seilen über Land gezogen wird. Wer unsicher ist und sich eine Fahrt durch den Kanal alleine nicht zutraut, der kann auch einen Tagesauflug von Elblag aus mit einem Boot der Weißen Flotte unternehmen.

Mit fünf Knoten oder knapp zehn Kilometern pro Stunde tuckern wir weiter auf der Nogat, einem Seitenarm der Weichsel, der ins Frische Haff mündet. Hin und wieder lassen wir uns nur treiben von Ufer zu Ufer, von Stille zu Stille. Einsame rote Backsteingehöfte lugen hinter Kastanienbäumen und betörend duftenden Fliederbüschen hervor. Gelbe Wasserlilien entfalten ihre Blüten im Sonnenschein. Löwenzahnsamen wehen vom nahen Ufer herüber und kitzeln in der Nase. Immer wieder klappern Störche in ungezählten Nestern. Ein Viertel des Weltbestandes an Störchen soll in Polen beheimatet sein.

An Backbord taucht sie auf, die Marienburg, das Schloss des Deutschen Ritterordens. Wir legen direkt unterhalb der Festung an. Zwei Stunden lang führt uns Grzegorz Stawski durch die größte Backsteinburg Europas. "Die Marienburg wurde ab 1276 in mehreren Etappen erbaut", berichtet Grzegorz. "Anfang des 14. Jahrhunderts verlegte der Hochmeister des Deutschen Ordens, Siegfried von Feuchtwangen, seinen Sitz von Venedig auf die Marienburg." Nach reichlich Geschichtszahlen, Ritternamen und Schlachten wird es Zeit, den Abend kulinarisch ausklingen zu lassen. Zuerst genießen wir fangfrische Forelle und Zander im Restaurant "U flisaka" am gegenüberliegenden Ufer, dann den Sonnenuntergang und schließlich den Blick auf die illuminierte Burganlage.

Drei Schleusen liegen noch vor uns, bis uns die Nogat in die Weichsel entlässt. "In den letzten wilden Fluss Europas", wie Lukasz Krajewski bei der Einweisung in Danzig betonte. Wir parken das Boot an der Schleuse Biala Gora, nehmen die Fahrräder vom Dachgepäckträger und radeln zehn Kilometer stromaufwärts nach Gniew (Mewe). Auch hier gibt es eine Deutsch-Ordensburg. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel. Bedrohlich wabern Nebelschwaden über den Wiesen links und rechts der Weichsel. Immer näher kommt der Schleier dem alten Gemäuer. Plötzlich durchdringen noch einmal letzte Sonnenstrahlen den weißen Vorhang. Ein gigantisches Konzert mit zwitschernden Vögeln, zirpenden Grillen und quakenden Fröschen beginnt.

Am nächsten Tag geht es stromabwärts die Weichsel entlang. Viele Sandbänke machen das Navigieren komplizierter. "Natalia" muss den Fluss im Zickzack befahren. Markierungen am Ufer zeigen an, wann man die Seite zu wechseln hat. Die nagelneue Marina in Tczew (Dirschau) unweit der historischen Eisenbahnbrücke ist unser letzter Haltepunkt. Die Brücke wurde Mitte des 19. Jahrhunderts errichtet, um die preußischen Städte Berlin und Königsberg miteinander zu verbinden.

Die Tore der Schleuse Przegalina sind weit geöffnet. Nach einer Woche Skipper auf Zeit ist es fast ein Kinderspiel, ein- und auszufahren. Schon kommen die Kräne der Danziger Werften in Sicht. Ein letzter Knoten und "Natalia" liegt nach 200 Kilometern Mini-Kreuzfahrt wieder fest vertäut am Bootssteg - ganz zufrieden mit ihren beiden Freizeitkapitänen.

 

2009-07-18 :: NAPISALI O NAS: Dziennik Polski - "Pływający ogród"

Pływający ogród

 

PĘTLA ŻUŁAWSKA (2). Z Gdańska do Gdańska

– przez Elbląg, Malbork i Tczew

 

Cumowaliśmy między białym  nenufarem a żółtym grążelem. Wokół nas niezwykły wodny ogród. Dzieci zaglądały do błyszczących lilii wodnych w poszukiwaniu Calineczki. Nie pojawiła się jednak. Ranek był słoneczny. Jacht leniwie kołysał się przy wiklinowej przystani we wsi Rybina, w sercu Żuław. Zielony cypel ograniczały, z jednej strony Wisła Królewiecka tocząca wody na północ, do Zalewu wiślanego, z drugiej zaś Szkarpowa, łącząca się na wschodzie z Nogatem. Obydwie przegrodzone zostały mostami zwodzonymi, pierwsza pontonowym, druga drogowym, podnoszonym na żądanie. Trzeci bok trójkąta ograniczał obrotowy most, łączący tory kolejki wąskotorowej na trasie z Nowego Dworu Gdańskiego do bałtyckich plaż Stegny i Sztutowa. W tej niecodziennej scenerii przyszło nam poznawać urządzenia hydrotechniki żuławskiej, poczynając od pompowni Chłodniewo, widocznej za pierwszą kępą drzew. Trzy zespoły pompowe, w tym maszyna Cegielskiego o mocy 500 KM, mogą łącznie w ciągu sekundy przepompować około 21 tysięcy litrów wody! Zespół turbin odsysa wodę z największego polderu Polski – obszaru depresyjnego sięgającego do 2 m poniżej poziomu morza, o powierzchni 22 tysięcy hektarów, położonego między Wisłą, a dawną jej odnogą – Tugą. Nad Tugą leży Nowy Dwór Gdański – stolica Żuław. Niegdyś – do początków XX wieku – był tu port rzeczny. Statki pasażerskie pływały stąd do Gdańska i Elbląga. Obecnie, by dotrzeć do centrum miasta trzebapokonać trzy mosty: „z rozporkiem” (od strony wody widać specjalną szczelinę na kominy parowców i maszty żaglowców), drewniany zbudowany w 1980 r. przez saperów WP oraz zwodzony. Szansę mają więc tylko jednostki bardzo niskie. Nasza motorówka – z rowerami na dachach – do takich nie należała. Musieliśmy się więc przesiąść do tramwaju wodnego o wdzięcznej nazwie „Mały Holender” (nie byłoby go, gdyby nie Marek Opitz, piewca ziemi żuławskiej, fotograf, wydawca albumów, współpracownik „National Geographic”). Walkę o wydarcie tego skrawka morzu, kulturę holenderskich osadników – Mennonitów od średniowiecza po dzisiejszych jej spadkobierców poznajemy w Muzeum Żuław. Z zacięciem opowiada o tym Grzegorz Gola z Lokalnej Grupy Działania. To niesamowicie wciągające, depresyjne historie.

Czas jednak płynąć dalej. Wracamy do naszej łodzi w nastroju wcale nie depresyjnym. Po drodze oglądamy – znad lustra wody – pozostałości po zamku, od którego nazwę wziął Nowy Dwór Gdański (Tiegenhof), zabytkową wieżę ciśnień, mleczarnię i dawną gorzelnię rodziny Stobbe. Tą ostatnią przez 200 lat opuszczała wizytówka

kulinarna miasta – gorzałka jałowcowa Stobbe Machandel. Tradycja fabryki likierów Stobbe nakazuje pić ten specjał zagryzając śliwką nadzianą na wykałaczkę, którą należy później złamać. Tramwaj wodny, przerobiony z wojskowego pontonu, wykonuje turystyczne rejsy miejskie, edukacyjne, z degustacją potraw żuławskich. Może służyć jako pływająca knajpka, czasem spełnia też doniosłą rolę w regularnych akcjach zbierania śmieci z brzegów Tugi (akacja to również zasługa Marka Opitza). Urokliwa Tuga – w początkowym odcinku zwana Świętą – ograniczona wysokimi wałami porośniętymi rzędami wierzb, otulona bujną roślinnością, pokryta płaszczem nenufarów i sitowia, wygląda miejscami jak świątynia przyrody. Płynąc nią warto zatrzymać się w miejscowości Cyganek, w której odtworzono mennonicki Cmentarz Jedenastu Wsi wraz z Lapidarium. 300–letnie buki i dęby otaczają średniowieczny pokrzyżacki, a dziś greckokatolicki kościół. Marek Opitz rekonstruuje tu – przewieziony z Jelonka – mennonicki dom podcieniowy, w którym ma powstać otwarte centrum kultury. Dwa kilometry od rzeki znajduje się nieczynny akwedukt wybudowany w latach 50–tych XX w. Była to budowla hydrotechniczna kończąca powstanie polderu Osłonka, najmłodszego i najniżej położonego

kawałka Polski. Ekologiczny tunel Tugi to wymarzone miejsce do podziwiania przyrody wśród wielu zatoczek, będących pozostałością po przerwaniu wałów przez uciekających z końcem II wojny światowej Niemców oraz prostowaniu rzeki, pomiędzy kanałami i wysepkami. Obserwować tu można czaple siwe, żurawie, bociany, kaczki krzyżówki, perkozy, trzciniaki, remizy, bobry, a nawet gronostaje. Od sierpnia na Tudze pojawia się salwinia – ściśle chroniony gatunek pływającej paproci wodnej. Podróżując po rzece usłanej paprocią z maciejką wodną, żółcieniami i grzybieniami ma się wrażenie płynięcia po kwiecistej łące.

 

ELŻBIETA TOMCZYK– MICZKA

FOT: AUTORKA

2009-07-16 :: NAPISALI O NAS: Polen aktuell "Płock, die unbekannte Schöne"
Płock, die unbekannte Schöne
Auf kleinen, wendigen Hausbooten bringt Łukasz Krajewski Touristen die Weichsel nahe. In der letzten Ausgabe beschrieben wir den ersten Teil einer ungewöhnlichen Tour, die von Warschau zum ehemaligen russischen Fort von Modlin an der Narewmündung führte. Von dort geht es weiter nach Płock, eine Stadt von oft unterschätzter Schönheit.
 
 
Am Morgen lassen wir uns mit dem Wasser des Narew wieder auf die Weichsel treiben, die immer breiter wird, und immer größere Inseln umfließt. Łukasz Krajewski fährt an der Spitze. Kommandos gibt er nur noch beim An- und Ablegen. Wie an einer unsichtbaren Leine folgen die Freizeitkapitäne in den vier anderen Hausbooten seinem Schlangenlinien-Kurs, mit dem er alle Untiefen des wilden Flusses umschifft. Zwei hohe Türme künden Czerwińsk nad Wisłą an, ein kleines masowisches Fischerdorf. Der Ort wirkt verschlafen, dabei spielte er in der Geschichte Polens
eine wichtige Rolle. Hier vereinigten sich 1410 die Heere von Polen und Litauen, bevor sie gemeinsam in Richtung Masuren zogen und dort am 15. Juli in einer entscheidenden Schlacht bei Grunwald die deutschen Ordensritter besiegten. Schon Anfang des 12. Jahrhunderts wurde mit dem Bau der romanischen Klosterkirche begonnen, die heute zu den bedeutendsten Architekturdenkmälern Polens zählt. Im Inneren wurden bei Restaurierungsarbeiten Wandmalereien freigelegt, die noch aus der Anfangszeit des Baus stammen.
 
Beeindruckender Blick auf das Weichseltal
 
Noch älter ist die nächste Station der Weichseltour: Im 9. Jahrhundert erstmals erwähnt, wurde Płock 1075 Bistumssitz und erste Hauptstadt von Masowien. Für ein paar Jahrzehnte residierten hier sogar die Herrscher Polens. Mit seinem liebevoll sanierten historischen Zentrum und einer beeindruckenden Lage hoch über dem Fluss kann man Płock zu den schönsten Städten an der Weichsel zählen. Dass bisher nur wenige Touristen hierher kommen, hat Płock einem Beschluss der Partei- und Staatsführung aus den 1960er Jahren zu verdanken. Damals wurde die Stadt zum Standort
des größten petrochemischen Werks in Polen bestimmt, das am Rande der beschaulichen Residenzstadt entstand. Doch wer durch die liebevoll sanierten Gassen der Altstadt flaniert, denkt nicht an Erdöl. Seiden glänzt die Weichsel im Licht der untergehenden Sonne, als wir zum Spaziergang aufbrechen. Tief unterhalb der Altstadt sieht man den breiten Sandstrand, der im Sommer zum Treffpunkt der Stadtbevölkerung wird. Tausende Musikfans aus ganz Polen treffen sich dort zum Raggae-Festival und dem internationalen Festival der elektronischen Musik. Einen Atem beraubenden Blick bietet auch die neu gestaltete Open-Air-Arena, die sich ans Steilufer schmiegt. Auf der großen Bühne mit 3.500 überdachten Sitzplätzen wird unter anderem Miss Polen gekürt. Von der Promenade am Hochufer sind es nur wenige Meter zum Marktplatz, wo gerade eine neue Hausbrauerei eröffnet hat; ein idealer Ort, um bei Pierogi und einem Frisch gezapften Bier den Abend zu beschließen. Für die Nacht haben wir die engen Kajüten der Hausboote gegen comfortable Zimmer im neuen 4-Sterne-Boutiquehotel Tumski getauscht. Der Rundgang durch die Stadt beginnt am nächsten Morgen auf dem Domhügel, wo sich die beiden Türme der Mariä-Himmelfahrts- Basilika erheben. Ihre ältesten Teile stammen aus dem frühen 12. Jahrhundert. Die beiden polnischen Herrscher Władysław Herman und Bolesław Krzywousty, die im 12. Jahrhundert von Płock aus das Land regierten, fanden hier ihre letzte
Ruhestätte. In Płock gibt es die älteste Oberschule Polens, die Małachowianka, wo bereits seit 1180 unterrichtet wird. Ebenso stolz ist man auf die älteste Wissenschaftliche Gesellschaft Polens, die im Jahre 1820 gegründet wurde. In ihrem Besitz befindet sich unter anderem eine wertvolle Sammlung von 80 Grafiken des spanischen Malers Francisco de Goya aus der Capriccios-Serie. Diese wurden bisher nur in Sonderausstellungen gezeigt, doch die Stadt überlegt jetzt, wie man den wertvollen Kunstschatz dauerhaft der Öffentlichkeit präsentieren kann.
 
Größte Sammlung des Jugendstils in Polen
Ein anderer Schatz ist bereits heute ein Besuchermagnet. In einem Jugendstilhaus in der Tumska- Straße befindet sich Polens bedeutendste Jugendstil-Sammlung. Rund um einen verglasten Innenhof kann man auf drei Etagen Schmuckstücke, Porzellan, Glas und andere kunsthandwerkliche Produkte bewundern. Im oberen Stock befindet sich eine Sammlung von polnischen Kunstwerken aus dieser Zeit, darunter Gemälde von Jacek Malczewski Und Stanisław Wyspiański. Die von Cafés und Restaurants gesäumte Grodzka-Straße verbindet den Domhügel mit dem
rechteckig angelegten Marktplatz. Dort versammeln sich jeden Mittag Schaulustige vor dem klassizistischen
Rathaus. Punkt 12 Uhr stimmt ein Turmbläser das Stadtsignal, den Hejnał, an. Gleichzeitig öffnet sich eine Tür im Rathausturm und die Besucher können miterleben, wie Bolesław Krzywousty von seinem Vater zum Ritter geschlagen wird
 
In fünf Etappen über die Weichsel
Nach diesem Rundgang durch 1000 Jahre Geschichte geht die Fahrt auf dem Wasser weiter.
Richtung Włocławek verbreitet sich die Weichsel zu einem großen Stausee, entprechend ist sie hier stärker von Sportbooten und Ausflugsdampfern frequentiert. Vorbei am Kurort Ciechocinek geht die Bootsfahrt weiter nach Toruń (Thorn). In der ehemaligen Geburtsstadt von Nikolaus Kopernikus mit seinem gotischen Zentrum endet eine der fünf Etappen, in die Łukasz Krajewski die Weichsel eingeteilt hat. Rund 200 km misst jede dieser Strecken, auf der die Boote in der Regel eine Woche lang unterwegs sind. Der erste Abschnitt führt von Kraków (Krakau) in die mittelalterliche Handelsstadt Sandomierz, der zweite von dort nach Warschau, der dritte weiter bis Toruń und der vierte von dort
in die Hafenstadt Gdańsk (Danzig). Die fünfte Route ist in diesem Jahr neu hinzugekommen – ein Rundkurs von Danzig durch das Weichselwerder bis Elbląg (Elbing), über den Nogat zur Marienburg in Malbork und wieder
auf der Weichsel zurück nach Gdańsk. Dieser letzte Abschnitt ist der einzige, den man auch ganz auf eigene Faust im Hausboot erleben kann, auf allen übrigen bewegt man sich im Konvoi.
www.vistulacruises.com
2009-07-15 :: NAPISALI O NAS: Gentleman - " Rzeka dzika jak Kobieta "

Gentleman  nr.  7-8  15 lipca-15 września 2009

2009-07-04 :: NAPISALI O NAS: Dziennik Polski - "Wielbiciele zapomnianych miejsc"

Wielbiciele zapomnianych miejsc

PĘTLA ŻUŁAWSKA (1). Z Gdańska do Gdańska – przez Elbląg, Malbork i Tczew

Gdańsk, Żuławy, Elbląg, Malbork, Tczew, Gdańsk. W ciągu tygodnia – płynąc jachtem motorowym – zatoczyliśmy pętlę. Na pokładzie były trzy pokolenia – najmłodszy uczestnik wyprawy miał niespełna 15 miesięcy. Jednostkę prowadził senior wielopokoleniowej rodziny. Nasz jacht, wyczarterowany w Żegludze Wiślnej, spokojnie bujał się na falach mariny Centrum, naprzeciwko słynnego gdańskiego Żurawia. By go wynająć nie musieliśmy się legitymować żadnymi uprawnieniami. Wystarczyło dwugodzinne szkolenie. *** Nim jednak odcumowaliśmy ruszyliśmy w Gdańsk. Z portem jachtowym sąsiadowały dwa gmachy Muzeum Morskiego ze statkiem Sołdek, a także nowa Filharmonia w budynku starej elektrowni. Kilka kroków dalej Stare Miasto skupione wokół ulicy Długi Targ, z fontanną Neptuna na wprost Dworu Artusa. Równolegle do niej biegnie ulica Mariacka z licznymi pracowniami bursztyniarzy... Jednak nas nie interesują ani muzea, ani bursztyn, ani piękne renesansowe kamienice, ani nawet Panienka z okienka. To widoki dla lądowych szczurów. Nas, marynarzy, pociągają inne klimaty. Hania iAdam, gdańscy wielbiciele zapomnianych miejsc i nieznanych zakątków, prowadzą nas do Dolnego Miasta i Długich Ogrodów. Tam kończy się Starówka, gwarne centrum i tłumy turystów. Symbolem dwóch sąsiadujących dzielnic – dwóch światów jest ciężarówka zaklinowana pod stalowym mostem. To „LKW Gallery”, instalacja artystyczna mająca zwrócić uwagę na kończącą się tu „cywilizację”. Projekt zwyciężył w konkursie – ogłoszonym przez Centrum Sztuki Współczesnej Łaźnia – na tzw. Galerię Zewnętrzną. Dolne Miasto to odrapane kamienice, zardzewiałe szyny, zrujnowane magazyny. Żuleria i zbieracze złomu, szarzy ludzie, podwórkowe dzieci. Jest brzydkie, ale autentyczne. – Nie zostało odbudowane po wojnie, jak Stare Miasto – podkreślają z dumą jego mieszkańcy. Wśród tej scenerii – na rogu ulic Chłodnej i Łąkowej                     – odnajdujemy restaurację Kameralną, odcinającą się białym, zdobnym frontonem od reszty otoczenia. W jej przypadku kicz osiągnął wymiar sztuki. Kto, będąc w Gdańsku, nie widział tego miejsca, wiele stracił. Od południowego – wschodu Dolne Miasto otoczone jest pasmem fortyfikacji i śluz. Najciekawsza z nich – Kamienna Grobla – niegdyś, w XVII i XVII stuleciu, chroniła tereny depresyjne przed zalewami, a miasto przed najazdami od strony Żuław. Dziś jest pięknym barokowym zabytkiem hydrotechniki. Górujący nad nią bastion Żubr – obok innych redut o nazwach Wilk, Królik, Miś, Dzik, czy Wyskok – odbija się w porośniętej sitowiem wodzie. Kamienne mury śluzy, obrotowe wrota i zwodzony most pamiętają jeszcze najazdy Szwedów. Niezdobyte wieżyczki noszą nazwę Dziewic. Taki pas fortyfikacji, ułożony w zgrabny zygzakowaty grzebień, ciągnie się wkierunku zachodnim, okrążając łagodnym łukiem centrum

miasta. To doskonałe punkty widokowe, z których łatwo dostrzec najsłynniejsze zabytki i charakterystyczne budowle Gdańska. Nad dworcem kolejowym Gdańsk Główny zaczynają się tereny górzyste. Niestety, niewielu turystów spieszących w dół, by zwiedzić Trójmiasto, obejrzy się w tę stronę, w przeczuciu niebywałych atrakcji. Nawet rodowici Gdańszczanie często nie znają swoich kolonii. Bo przyczółki na wzgórzach, położonych za Biskupią Górką – skrawkiem miasta żyjącym swoim życiem, wśród wąskich uliczek, szarych kamienic i zapyziałych podwórek – noszą właśnie nazwę Kolonii. Na Biskupiej Górce, będącej przez 300 lat we władaniu wojskowych, największą atrakcją jest były internat Hitlerjugend, poza tym sporo tu kamienic  z XIX i początków XX wieku. Na uwagę zasługują pobliskie cmentarze wojskowe: francuski i rosyjski, a także współczesny cmentarz Muzułmanów, których wGdańsku mieszka spora ilość.

Wśród Kolonii naszą uwagę zwróciły Kolonia Wyżyny i Kolonia Jordana. Zaledwie parę kilometrów od centrum, zaskakują swoją odmiennością. Na początek poznajemy ulicę Ojcowską – cóż to za cudo! Wijący się po obu jej stronach – w kształcie litery S – podwójny wąż posklejanych maleńkich domków, każdy z osobnym wejściem i wysokim poddaszem. Końca owego węża nie widać, a gdy go ujrzymy, u wylotu ulicy straszy przedpotopowy GS–owski sklep. Na zapleczu grupka dzieci pokazuje nam bunkier – swoje miejsce zabaw. Przybiega też pies z pustą butelką po wódce w pysku. Przecieramy oczy, jawa to czy sen? Odpowiedzi nie będzie. Tuż obok kolejne oczarowanie: na zielonych wzgórzach rozrzucone są niewielkie domki, z wejściami przez małe furtki, prowadzące od ślepych bitych traktów. Stoją w ciszy i odosobnieniu. Gdzieniegdzie z zarośniętych uliczek strome schody prowadzą w dół, do normalności. Domki są parterowe: drewniane, murowane, każdy w swoim stylu Co przypomina ten pejzaż: Bałkany? Gruzję? A przecież to dwa kroki do centrum metropolii gdańskiej.

***

Myśl ta nie opuszcza nas, gdy – oglądani przez tłumy turystów oblegających bulwary nad Motławą i tandetny piracki okręt – ćwiczymy manewrowanie jachtem przed wyruszeniem w rejs. Mamy ochotę krzyknąć: – Hej, Ludzie, co tu robicie? Prawdziwy Gdańsk jest za rogiem.

ELŻBIETA TOMCZYK – MICZKA

2009-06-22 :: POKAZALI NAS: www.youtube.com

HABER 33 Reporter

http://www.youtube.com/watch?v=rHXGf3KSgLc

 

2009-06-21 :: NAPISALI O NAS: Super Express - " Jachtem po Wiśle "
2009-06-20 :: NAPISALI O NAS: Dziennik Polski - "W Krakowie brakauje przystani na Wiśle"

W Krakowie brakauje przystani na Wiśle

OŻYWIANIE RZEKI I NABRZEŻY. Bulwary będą rozświetlone, jest nowa żegluga do Gdańska,

zacumuje wielka barka, z plażą nie zdążą do wakacji

Po wielu latach oczekiwania na bulwarach wiślanych wreszcie montowane są nowe lampy, które rozświetlą to miejsce nazywane salonem miasta. Ruszyła Żegluga z Krakowa do Gdańska. Do końca czerwca ma być wykonana iluminacja  Wawelu. W połowie lipca w rejonie Kazimierza do brzegu dobije jedna z największych w Europie barek. Tylko plaża z basenem na Wiśle ma być gotowa nie na czas, bo dopiero w sierpniu. – Już zostały zamontowane pierwsze nowe lampy na bulwarze. Zgodnie z europejskimi zaleceniami światło skierowane jest w dół – informuje Jacek Bartlewicz, rzecznik Zarządu Infrastruktury Komunalnej i Transportu. W sumie między mostami Grunwaldzkim i Dębnickim zostanie zamontowanych 110 lamp. Do końca września ma powstać także oświetlenie bulwarów od strony Kazimierza, Podgórza i Dębnik. Oświetlono już natomiast alejki pod mostami. Do końca czerwca mają się również zakończyć prace związane z iluminacją wzgórza wawelskiego. Na 15 lipca zaplanowano inaugurację działalność barki konferencyjnej, która będzie stacjonować przy bulwarze Kurlandzkim na wysokości ulic Mostowej i Gazowej. Barka powstała w1889 r. i przez wiele lat pływała w Rotterdamie. Do Krakowa ściągnęła ją firma Pathways. Modernizacja barki zabrała 5 lat, a ponad 2 lata trzeba było kompletować niezbędne zezwolenia. – Gdybyśmy wiedzieli, że będzie się z tym wiązać tyle trudności, nie wiem, czy zdecydowalibyśmy się na takie rozwiązanie. W historii Polski zdarzało się, że najpiękniejsze skarby były wywożone, mamy więc satysfakcję, że kupiliśmy i wyremontowaliśmy bardzo cenną barkę holenderską –mówi Dorota Ostoja–Zawadzka, prezes firmy Pathways. Barka o nazwie „Alrina” ma długość 53,5 m, szerokość 8,5 m i jest jedną z największych w Europie. Po jej wywiezieniu do Polski w holenderskiej prasie rozgorzała dyskusja, czy tak cenna jednostka powinna opuszczać rodzinny kraj. Prezes Ostoja–Zawadzkawspomina, że barkę udało się kupić jedynie dlatego, że żona jej właściciela Aleksandra Korstena była chora i po 30 latach musieli zamieszkać na lądzie. Najdramatyczniejsze chwile rozegrały się na granicy, gdzie kapitan Korsten nie chciał opuścić barki. – Długo musieliśmy go przekonywać. Później się do nas nie odzywał. Ostatnio jednak nawiązaliśmy kontakt, zobaczył jak barka została wyremontowana i ma przyjechać do Krakowa na jej otwarcie – informuje prezes Ostoja-Zawadzka. Na barce, która maksymalnie pomieści 150 osób, mają się odbywać konferencje, koncerty, wystawy. – Chcemy, aby to było miejsce z duszą, inspirujące ludzi – zaznacza prezes Ostoja-Zawadzka. Na barce będzie również ogólnodostępny bar bistro z kawą, ciastkami i sałatkami. Od ubiegłego weekendu funkcjonuje natomiast żegluga Wiślana między Krakowem a Gdańskiem. Pływa się na siedmioosobowych jachtach motorowych. Szlak żeglugowy podzielono na 5 około 200–kilometrowych odcinków, wśród których jest również Pętla Żuław. Na przepłynięcie każdego odcinka zarezerwowano 7 dni. Z Krakowa można płynąć do Sandomierza. Za jedną łódź na przepłynięcie jednego odcinka płaci się ok. 4 tys. zł. Czterotygodniowy rejs z Krakowa do Gdańska to więc koszt ok. 16 tys. zł od jachtu, który może być rozłożony maksymalnie na 7 osób. Każdy jacht jest wyposażony w komplet rowerów. Dzięki temu w miejscach postoju można z nich skorzystać do dojeżdżania i zwiedzania atrakcji na lądzie. Przepłynięcie z Krakowa do Gdańska nie jest łatwe. – Za Krakowem jest pierwsza śluza Przewóz, która jest bardzo trudna do przebycia. Wskutek niewłaściwej budowy systemu regulacji Wisły za śluzą jest mało wody. Nasze jednostki są jednak tak zbudowane, że sobie z tym radzą. W dalszej części trasy też zdarzają się mielizny, płycizny. Wiele zależy od pory roku. Wiosną jest dobrze, a im bliżej wakacji, tym trudniej. Mamy jednak odpowiednie doświadczenie, mapy, tak że sobie radzimy – mówi Łukasz Krajewski, właściciel Żeglugi Wiślanej. Podkreśla, że po Wiśle w Krakowie pływa się bardzo dobrze. Brakuje tylko jednej rzeczy: – Prawdziwej przystani, gdzie można byłoby bezpiecznie dobić do pomostu, zacumować łódkę i zostawić ją zabezpieczoną na noc. W takim miejscu powinna być też możliwość zatankowania wody, dostępu do prądu, skorzystania z sanitariatów. Taką przystań wybudowano w zeszłym roku w Tczewie, ale jest to odosobniony przypadek. W Krakowie najlepiej byłoby, gdyby taka marina powstała w okolicach Wawelu. W Gdańsku marina znajduje się w samym centrum przy Muzeum Morskim. Cumując tam jacht mamy najładniejszy widok, jaki może być w mieście. Tak się robi na całym świecie. Molo z miejscem postoju dla jachtów, małych żaglówek czy tramwaju wodnego ma towarzyszyć plaży, która powstaje w sąsiedztwie budynku po dawnym hotelu „Forum”, na terenie bulwaru Wołyńskiego, pomiędzy ulicami Ludwinowską, Konopnickiej a mostem Grunwaldzkim. Jej budowa się jednak przedłuża i ma być gotowa nie na początku wakacji, ale dopiero w sierpniu. Inwestycję opóźniło przeprowadzenie koniecznych badań archeologicznych. Główną atrakcją plaży ma być basen o długości 25 metrów, który zostanie umieszczony na wodzie i przycumowany do mola. Zagospodarowany zostanie także każdy z poziomów bulwarów.

Oprócz piaszczystej plaży z leżakami powstaną również boiska do gier plażowych, plac zabaw, wielofunkcyjny taras, klub muzyczny, kawiarnia, restauracja oraz kino letnie.   

  (TYM)

2009-06-19 :: NAPISALI O NAS: Weltexpress - Der letzte wilde Fluss Europas

19.06.09 20:10 Weltexpress: Der letzte wilde Fluss Europas

Der letzte wilde Fluss Europas

Hamburg (Weltexpress) - Sanfte Wellen umspielen Natalias schneeweißen, über acht Meter langen Körper und schaukeln ihn leicht

hin und her. Eine Woche lang wird sie mit uns im Weichselwerder im Norden Polens unterwegs sein. Sich in die Hände von unerfahrenen Skippern begeben, die gerade noch wissen, wo Backbord und Steuerbord ist, aber ansonsten keinerlei nautische Kenntnisse haben. Einen Führerschein benötigt man nicht, um das 12 PS starke Hausboot zu steuern.

 

Um ein erstes Fahrgefühl zu bekommen,das Schalten und Bremsen zu lernen, ein bisschen über Schifffahrtzeichen zu erfahren, Knoten für das Anlegemanöver zu trainieren, dafür ist Lukasz Krajewski da. Vier Stunden lang übt er geduldig mit uns auf der Mottlau im Hafen von Gdansk (Danzig). Dann sind wir mit Natalia allein und nehmen Kurs auf die Weichsel. Danzigs Wahrzeichen, das Krantor, die Türme von Rathaus und Marienkirche verschwinden wie die Sonne im Dunst. Ein paar Schwäne begleiten uns, als wir in die Martwa Wisla, die Tote Weichsel, einbiegen.

 

Natalia gehört zur Flotte von sechs Motorjachten, auf denen Lukasz Krajewski einwöchige Touren auf der Weichsel zwischen Danzig und Krakau oder durchs Zulawy Wislane (Weichselwerder) anbietet. Hauptberuflich betreibt der 34- jährige Pole einen Reifenhandel, aber vor einem Jahr hat er sein Hobby zum zweiten Standbein ausgebaut: „Schon als kleiner Junge fuhr ich mit meinen Eltern zum Segeln ins frühere Jugoslawien. Wasser und Boote haben mich seitdem fasziniert.“ Da die Weichsel ein kaum befahrener Fluss ist, kam ihm die Idee, als erster polnischer Anbieter Hausboottouren zu organisieren. Wer nicht selbst steuern möchte, kann auch einen Skipper mieten.

 

Natalia und ihre Schwestern Ola, Kinga, Anetka und Stasia sind kleine Ein- Kabinen-Jachten mit Benzin-Außenbordmotor. Ihre große grün-beige Schwester Aleksandra verfügt über drei getrennte Schlafkabinen und einen Diesel- Einbaumotor. Alle Schiffe sind für sieben Personen ausgelegt. Sie mit maximal zwei bis vier Personen zu benutzen, ist aber realistischer, wenn man nach einer Woche auf engstem Raum noch als Freunde auseinander gehen will. Jede Bootscrew erhält vor dem Ablegen eine genaue Routenbeschreibung, Landkarten und Ausflugstipps in polnischer, englischer und deutscher Sprache. Um das Auffüllen der Kraftstoff-, Gas- und Wassertanks muss man sich nicht kümmern. Sie sind so konzipiert, dass sie für einen einwöchigen Trip ausreichen.

 

Nach drei Stunden erreichen wir die erste Schleuse Przegalina. In einem Seitenarm kurz vor der Schleuse können wir anlegen und übernachten. Zu Fuß machen wir uns auf den Weg zum „Sklep“, einem „Tante-Emma-Laden“, von denen es mindestens einen in jedem Dorf gibt. Schon duftet es nach Rührei mit Schinken in der Bordküche. Die Schlafsäcke werden ausgerollt. Erst greller Sonnenschein und nahes Kuckucksrufen lassen uns am nächsten Morgen wieder erwachen.

 

Da es bei dem geringen Schiffsaufkommen erforderlich ist, die Schleusenwärter vor jeder Durchfahrt vorher telefonisch zu kontakten, empfiehlt es sich, eine polnische Pre-paid-Telefonkarte zu kaufen. Es gibt sie bereits ab umgerechnet drei Euro. Auch polnische Zloty sollte man dabei haben, um die Schleusungen und eventuelle Liege- und Bewachungsgebühren zu bezahlen.

 

Die Schleusentore öffnen sich. Da Natalia das einzige Boot in der Kammer ist, haben wir ausreichend Platz. Doch ein Schiff reagiert träger als ein Auto. Wenn dann noch Windböen aufkommen, ist Fingerspitzengefühl erforderlich, damit Natalia nicht zu unsanft an die Schleusenwand gedrückt wird. Sieben Mal müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Reise bestehen. Bevor wir müssen wir dieses Abenteuer auf der gesamten Reise bestehen. Bevor wir weiter Richtung Scharpau schippern, erklärt uns der Schleusenwärter noch stolz das Pumphaus und die alte, stillgelegte Schleuse, die beide noch aus deutscher Zeit um 1885 erhalten geblieben sind.

 

Schilf und Seerosen säumen das Ufer des vielleicht 50 Meter breiten Flusses Scharpau. Der Duft der Rapsfelder weht herüber. Komorane und Enten drehen ihre Runden über unseren Köpfen. Ein paar Angler versuchen ihr Glück. Die zahlreichen Fischreiher scheinen erfolgreicher.

 

Am Anleger Rybina erwartet uns Marek Opitz, um uns mit seinem „Maly Holender“ (Kleiner Holländer) über das Flüsschen Tuga (Tiege) nach Nowy Dwor Gdanski, dem früheren Tiegenhof, zu bringen. „Ab 1540 siedelten sich aus Holland stammende Mennoniten im Weichseldelta an“, erzählt Marek: „Się entwässerten das sumpfige Gebiet mit Kanälen und errichteten Windmühlen. So entstand Klein-Holland.“ 200 Jahre später zogen viele Familien nach Russland weiter. Die verbliebenen Mennoniten wurden nach 1945 vertrieben. Heute erinnert das Werder-Museum in Nowy Dwor Gdanski an die damalige Zeit.

 

Am nächsten Morgen heben wir zum ersten Mal die Fahrräder vom Dachgepäckträger des Bootes und besichtigen Sztutowo (Stutthof), das erste Konzentrationslager, das 1939 außerhalb Deutschlands errichtet wurde. Mit fünf Knoten oder knapp zehn Kilometern pro Stunde tuckern wir weiter auf der Nogat, einem Seitenarm der Weichsel, der ins frische Haff mündet. Hin und wieder lassen wir uns einfach nur treiben von Ufer zu Ufer, von Stille zu Stille. Am Nachmittag wollen wir in Elblag sein. Es beginnt zu nieseln. Mit Daunenjacke und in eine Decke gehüllt trotzen wir dem kalten Nordostwind.

Selbst im Sommer sind Mütze und Handschuhe an sonnenarmen Tagen anzuraten.

 

Seit kurzem besteht die Möglichkeit, mit dem gecharterten Boot auch durch den Oberländischen Kanal von Elblag (Elbing) Richtung Ostroda (Osterode) und Ilawa (Deutsch-Eylau) zu fahren. Hier treffen wir auf Lukasz, der mit seiner gerade fertig gestellten Jacht Aleksandra zu einer Testfahrt durch den Kanal aufbrechen will. Er lädt uns ein, mit an Bord zu kommen. Der Kanal wurde Mitte des 19. Jahrhunderts vom Ingenieur Georg Jakob Steenke errichtet. Um einen Höhenunterschied von fast 100 Metern zu überwinden, ließ er fünf „schiefe Ebenen“ bauen. Die Schiffe haben hier kein Wasser unter dem Kiel, sondern ihr Rumpf liegt auf einem Schienenkarren. An Seilen, die mit der Wasserkraft des Kanals angetrieben werden, wird der Transportwagen samt Schiff auf Schienen über Land gezogen. Wer sich eine Fahrt durch den Kanal alleine nicht zutraut, der kann auch einen Tagesauflug von Elblag aus mit einem Boot der Weißen Flotte unternehmen und danach mit dem Bus zum Ausgangsort zurückkehren. Ganze sechs Häuser sind nach dem zweiten Weltkrieg in der Elbinger Innenstadt erhalten geblieben. Erst in den letzten 20 Jahren ist die Stadt auferstanden aus Ruinen. Viele Gebäude wurden im alten Stil neu errichtet.

 

Wir setzen unsere Fahrt auf der Nogat Richtung Malbork fort. Einsame rote Backsteingehöfte lugen hinter Kastanienbäumen und betörend duftenden Fliederbüschen hervor. Gelbe Wasserlilien entfalten ihre Blüten im Sonnenschein. Löwenzahnsamen wehen vom nahen Ufer herüber und kitzeln in der Nase. Fünf Schwäne schweben kilometerweit vor uns her über der Wasseroberfläche. Immer wieder klappern „Adebars“ in ungezählten Storchennestern. Ein Viertel des Weltbestandes an Störchen soll in Polen beheimatet sein.

 

An Backbord taucht sie auf, die Marienburg, das Schloss des Deutschen Ritterordens. Wir legen direkt unterhalb der Festung an. Zwei Stunden lang führt uns Grzegorz Stawski durch die größte Backsteinburg Europas. Seit 1997 gehört sie zum Weltkulturerbe der UNESCO. „Die Marienburg wurde ab 1274 in mehreren Etappen erbaut“, berichtet Grzegorz: „Anfang des 14. Jahrhunderts verlegte der Hochmeister des Deutschen Ordens, Siegfried von Feuchtwangen,seinen Sitz von Venedig auf die Marienburg. 1457 wurde Königsberg die Hauptstadt des Ordensstaates.“ Nach reichlich Geschichtszahlen, Ritternamen und Schlachten wird es Zeit, den Abend kulinarisch ausklingen zu lassen. Zuerst genießen wir fangfrische Forelle und Zander im Restaurant „U flisaka“ am gegenüber liegenden Ufer, dann den Sonnenuntergang und schließlich den Blick auf die illuminierte Burganlage.

 

Drei Schleusen liegen noch vor uns, bis uns die Nogat in die Weichsel entlässt. „In den letzten wilden Fluss Europas“, wie Lukasz Krajewski bei der Einweisung in Danzig betonte. Ein Hochwasserschild und Deiche lassen erkennen, dass der Fluss durchaus auch bis zu acht Meter höher sein kann. Wir parken das Boot an der Schleuse Biala Gora und radeln zehn Kilometer stromaufwärts nach Gniew (Mewe). Auch hier gibt es eine Deutsch-Ordensburg. Wie auf der Marienburg finden während der Sommermonate verschiedene Ritterturniere und Belagerungsspiele statt, um die alten Gemäuer wieder mit Leben zu erfüllen. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel und bekommen erfüllen. Wir gönnen uns eine Übernachtung im Schlosshotel und bekommen ein Natur-Schauspiel und -Konzert gleichzeitig geboten. Vom Hotelzimmer schweift der Blick weit über die Weichsel und die angrenzenden Wiesen. Bedrohlich wabern Nebelschwaden links und rechts des Flusses. Immer näher kommt der Schleier dem alten Gemäuer. Plötzlich durchdringen noch einmal letzte Sonnenstrahlen den weißen Vorhang. Ein gigantisches Konzert mit zwitschernden Vögeln, zirpenden Grillen und quakenden Fröschen beginnt.

 

Am nächsten Tag geht es stromabwärts die Weichsel entlang. Von bisher 50 Metern auf der Nogat ändert sich die Flussbreite auf 500 Meter. Viele Sandbänke machen das Navigieren komplizierter. Natalia muss den Fluss im Zick-Zack befahren. Markierungen am Ufer zeigen an, wann man die Seite zu wechseln hat. Der nagelneue Marina in Tczew (Dirschau) ist unser letzter Haltepunkt. Wir schnallen noch einmal die Fahrräder ab. Radeln in die Altstadt und entlang des Flusses bis zur historischen Eisenbahnbrücke. Sie wurde Mitte des 19. Jahrhunderts errichtet, um die preußischen Städte Berlin und Königsberg miteinander zu verbinden. Mit einem leckeren Fischmenü im Restaurant Przystan „Anlegestelle“ beschließen wir den Ausflug und begeben uns auf die letzten 25 Kilometer Richtung Danzig. Die Tore der Schleuse Przegalina sind weit geöffnet. Nach einer Woche Skipper auf Zeit ist es fast ein Kinderspiel ein- und auszufahren. Schon kommen die Kräne der Danziger Werften in Sicht. Ein letzter Knoten und Natalia liegt nach 200 Kilometern Mini- Kreuzfahrt wieder fest vertäut am Bootssteg - ganz zufrieden mit ihren beiden

 

„Freizeitkapitänen“.

Informationen

Anreise:

Mit dem Flugzeug oder Auto nach Danzig. Bewachter Parkplatz in unmittelbarer

Nähe des Jachthafens direkt gegenüber dem Danziger Krantor.

Anbieter von Weichsel-Hausboot-Touren:

Vistula Cruises

Lukasz Krajewski

43-600 Jaworzno - Polen

Tel. 0048-606-208154 oder 0048-606-361704

www.zeglugawislana.pl

Boote und ihre Ausstattung:

Motorjacht Haber 33 Reporter, Baujahr 2009

Länge 10,10 m, Breite 2,98 m, Tiefgang 0,47 m

Kabinenhöhe: 2,01 m

7 Schlafplätze in drei getrennten Kabinen

Küche komplett ausgestattet mit Herd, Kühlschrank, Geschirr

Toiletten- und Duschraum

13-PS-Diesel-Einbaumotor

Fahrräder für alle Passagiere

Preis (für max. 7 Personen) für 7 Tage (eine Routenstrecke): 1.250 – 1.500

Euro (saisonabhängig)

Motorjacht Weekend 820, Baujahr 2007/2008

Länge 8,20 m, Breite 2,85 m, Tiefgang 0,35 m

Kabinenhöhe: 1,80 m

7 Schlafplätze in einer Kabine

Küche komplett ausgestattet mit Herd, Kühlschrank, Geschirr

Toilettenraum mit Camping-WC, Außendusche

12-PS-Benzin-Außenbordmotor

Fahrräder für alle Passagiere

Preis (für max. 7 Personen) für 7 Tage (eine Routenstrecke): 900 – 1.000 Euro

(saisonabhängig)

Anmietung eines Skippers: auf Anfrage, max. 50 Euro pro Tag

Zusätzliche Kosten für Kraftstoff, Gas, Trinkwasser, Schleusungen,

Hafengebühren, Bewachung, Auto-Parkplatz, Rücktransport zum Ausgangsort

(falls erforderlich): zirka 300 Euro pro Boot

Es gibt fünf Streckenverläufe für einwöchige Touren von jeweils zirka

200 Kilometern:

Weichselwerder: Danzig – Danzig (Verlängerung mit Oberländischem Kanal

möglich)

Danzig – Thorn

Thorn – Warschau

Warschau – Sandomierz

Sandomierz – Krakau (oder in entgegengesetzter Richtung, Rücktransport zum

Ausgangsort möglich)

Ausgangsort möglich)

Ausflugstipps im Weichselwerder:

Danzig

www.gdansk.pl

Mennoniten-Route

Werdermuseum in Nowy Dwor Gdanski (Tiegenhof)

www.urlaubsland-polen.info

KZ Stutthof Museum

www.stutthof.pl

Elblag (Elbing)

www.ielblag.pl

Oberländischer Kanal zwischen Elblag und Ostroda/Ilawa

www.zegluga.com.pl

Marlbork (Marienburg)

www.zamek.malbork.pl

Burg Gniew

www.zamek-gniew.pl

Altstadt und Eisenbahnbrücke Dirschau (Tczew)

www.tczew.pl

www.cwrdw.tczew.pl

Allgemeine Informationen über Polen:

Polnisches Fremdenverkehrsamt

Kurfürstendamm 71

10709 Berlin

Tel. 030-21 00 92-0

Fax 030-21 00 92-14

www.polen.travel/de

www.urlaubsland-polen.info

Von Dagmar Krappe

Kommentar schreiben

TITELSEITE | POLITIK - AKTUELL | WIRTSCHAFT - AKTUELL | KULTUR | WISSENSCHAFT - AKTUELL | SPORT - AKTUELL | PANORAMA -

AKTUELL

© 2004-2009 Weltexpress - Maximilianstr. 3-4 - 13187 Berlin - Weltexpress (Deutsch) ISSN 1865-2727

 

2009-06-18 :: NAPISALI O NAS: BOOTE MAGAZIN - Weichselwerder mit Hausboot

W CZERWCOWYM NUMERZE NIEMIECKOJĘZYCZNEGO MAGAZYNU BOOTE, KTÓRY UWAŻANY JEST
ZA NAJWIĘKSZY TEGO TYPU MAGAZYN NA ŚWIECIE, UKAZAŁ SIĘ KRÓTKI ARTYKUŁ O
NASZEJ DZIAŁALNOŚCI.

2009-06-17 :: NAPISALI/POWIEDZIELI O NAS:TOK FM/GAZETA.PL - "Trudno się płynie po Wiśle"

Żeglarze mają problemy z pływaniem po Wiśle w rejonie Krakowa. Żegluga po rzece jest możliwa, ale niezwykle trudna. - Największą przeszkoda jest śluza "Przewóz", bo Wisła jest żeglowna od Niepołomic w dół rzeki i od Wawelu do Oświęcimia - twierdzi Elżbieta Tomczyk Miczka z Małopolskiej Organizacji Turystycznej.

Więcej:

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6730599,Trudno_sie_plynie_po_Wisle.html

2009-06-16 :: NAPISALI O NAS: Nowości Toruń - "Pusto i cicho prawie wszędzie"

Płynie Wisła, płynie... prawie pusta

 

Pusto i cicho prawie wszędzie

 

Co widać na Wiśle? Kaczki, łabędzie, oraz bardzo często, dno rzeki wystające ponad jej lustro

Szymon Spandowski

szymon.spandowski@nowosci.com.pl

O czym by mogli dziś rozmawiać bohaterowie filmu "Rejs", gdyby znów ruszyli statkiem w podróż po Wiśle? Prawdopodobnie o tym, czy uda im się dopłynąć do celu, czy też utkną na jakiejś mieliźnie.

Turystyka wodna nie cieszy się w Polsce taką popularnością jak na Zachodzie. Nad naszymi rzekami brakuje baz dla wodniaków, w ogóle stan większości szlaków, szczególnie latem, uniemożliwia poruszanie się po nich czymś, co ma zanurzenie niewiele większe od pontonu. Problem ten dotyczy przede wszystkim Wisły, która kiedyś była największym traktem komunikacyjno-trnasportowym w Polsce, a teraz zaniedbywana, rozlewa się coraz szerzej i staje się coraz płytsza.

W naszym regionie Wisła ma dwa zupełnie różne oblicza. Inaczej wygląda na odcinku spiętrzonym przez zaporę we Włocławku, inaczej prezentuje się poniżej stopnia wodnego. Między południową granicą województwa i zaporą rzeka jest imponująca, szeroka, głęboka i żeglowna. To widać, szczególnie latem, gdy na wodzie pojawiają się dziesiątki jachtów, a w nadbrzeżnych miejscowościach turyści z całej Polski oblegają smażalnie ryb. Ten ruch najwyraźniej nie przeszkadza ptakom, których nad zalewem jest znacznie więcej niż jachtów.

Od Włocławka w stronę Gdańska krajobraz się zmienia. Rzeka jest również szeroka, robi się jednak bardzo płytko i żegluga zamiera. Wodne tradycje podtrzymują tu głównie właściciele rzecznych żwirowni, a większe jednostki pływające spotkać można tylko w Nieszawie i Toruniu.

- Dawniej pływanie po Wiśle było łatwiejsze - mówi Lidia Lubińska, zastępca dyrektora do spraw zarządu Zlewni Wisły Kujawskiej w Toruniu. - Jednak od końca lat 70. w coraz mniejszym zakresie są wykonywane remonty budowli regulacyjnych więc warunki żeglugowe się pogorszyły.

Degradacja koryta rzecznego doprowadziła do tego, że dziś podróż, którą znamy z filmu "Rejs" byłaby latem niemożliwa. Statek bardzo szybko by osiadł na mieliźnie. Z tego też powodu na Wiśle, którą od średniowiecza płynęło w stronę morza właściwie wszystko to, co Rzeczpospolita wysyłała na eksport, zamarł transport. W ciągu roku z Płocka do Gdańska przepływa kilka, kilkanaście barek budowanych dla odbiorców w Holandii i to jest właściwie wszystko. Aby jednostka posiadająca raptem metr zanurzenia, mogła bezpiecznie przedostać się przez wiślane płycizny, zapora we Włocławku musi często znacznie zwiększać zrzut wody. W Europie zachodniej na rzekach i kanałach panuje bezustanny ruch, wiele szlaków wodnych ma nawet bezkolizyjne skrzyżowania. Ekologiczny transport rzeczny, który nie niszczy dróg i nie pozostawia po sobie tysięcy pomordowanych przez samochody zwierząt, na Wiśle nie ma w tej chwili nadziei rozwoju.

Szansą dla Wisły jest turystyka rzeczna i ta się powoli zaczyna rozwijać. Miłośnicy pięknych widoków i ci, którzy lubią się wsłuchiwać w plusk wody, mogą się wybrać, podobnie jak to jeszcze kilkadziesiąt lat temu robili flisacy, w podróż z Krakowa do Gdańska. W odróżnieniu od flisaków chętni na taki rejs podróżują jachtem, w znacznie bardziej komfortowych warunkach.

- Gwarantujemy wszelkie wygody, m.in. ogrzewanie, ciepłą wodę, kuchnię i łazienkę - mówi Łukasz Krajewski, właściciel Żeglugi Wiślanej organizującej regularne rejsy z Krakowa do Gdańska. - W tym roku rozpoczęliśmy sezon pod koniec kwietnia, to kiedy go zakończymy zależy od pogody, w zeszłym roku ostatni rejs odbył się pod koniec listopada.

Mimo licznych płycizn wszystkie rejsy z Krakowa dotarły do Gdańska, podróży przed dopłynięciem do celu nie musieli również przerywać ci, którzy zmierzali Wisłą w stronę przeciwną. Jachty wykorzystywane na tej trasie mają jednak zanurzenie do 50 cm. Każdy ma również kuchnię i łazienkę, więc można nim podróżować bez konieczności częstego zawijania do portów. To dobrze, bo porządnych przystanii nie ma nad Wisłą wiele. Jeśli chodzi o warunki i komfort pływania, sytuacja nie jest najlepsza nawet na Zalewie Włocławskim, który przynajmniej na pierwszy rzut oka wydaje się być dla wodniaków rajem.

- Zalew jest wykorzystywany tylko w niewielkim stopniu - mówi Włodzimierz Mikołajczyk, kierownik Zgierskiego Klubu Sportów Wodnych, który ma swoją przystań w Nowym Duninowie. - Woda jest brudna, więc kąpać się nie można, ludzie szaleją, a tymczasem ratownictwo kuleje na Zaleweie brakuje policji WOPR-u. Infrastruktura też nie jest najlepsza.

2009-06-15 :: NAPISALI O NAS: Polen aktuell - "Mit Segelparade und Rockfestival"

Im Hausboot über den letzten wilden Fluss
Łukasz Krajewski hat es geschafft, die launische Diva zu überlisten: Mit seinen kleinen, wendigen Hausbooten können Touristen die Weichsel befahren. Bei solchen Kreuzfahrten der besonderen Art darf man nicht den Luxus der Queen Mary erwarten, dafür aber unvergleichbare Naturerlebnisse. Wir haben eine Reise von Warschau flussabwärts begleitet


Nur einen Steinwurf vom belebten Zentrum entfernt versteckt sich das Gelände der Warschauer Rudervereinigung am Port Czerniakowski. Ein einfacher Anleger, der künftig zu einer echten Marina ausgebaut werden soll. Mit fünf Hausbooten startet hier die ungewöhnliche Tour auf der Weichsel. Am Anfang die Einweisung der
Freizeitkapitäne: Licht, Heizung, Motor, Vorwärts- und Rückwärtsfahrten und – ganz wichtig – die Bedienung des Sprechfunkgeräts. Skipper Łukasz Krajewski stellt gleich klar, dass seinen Anweisungen unbedingt Folge zu leisten ist. Warum, wird schnell verständlich. Denn die Weichsel ist eine launische Diva – mit heftigen Winden, Strömungen, Strudeln und voller tückischer Sandbänke, die ihre Lage immerzu verändern. Zeigt das Echolot gerade noch beruhigende drei Meter Tiefe, kann sich die Situation nach wenigen Metern dramatisch ändern: 90, 80, 70 Zentimeter …
schon wird es kritisch. Zwar sind die Boote eigens für die Weichsel konstruiert und haben nur minimalen Tiefgang, aber 50 cm brauchen sie schon. Kaum einer kennt die Weichsel so gut wie Łukasz Krajewski und deshalb fährt er mit seinem Boot an der Spitze, sucht nach der Rinne, wechselt immer wieder die Seiten, gibt seine Anweisungen per Funk weiter: Noch mehr nach links halten ... Die übrigen Boote folgen dem Schlingerkurs. Sie zu steuern ist kinderleicht. Nach wenigen Minuten tauchen die Wahrzeichen der Stadt auf, der Kulturpalast mit seinem 234 m hohen Turm, das Königsschloss und die Altstadt am Ufer des Flusses. Ein faszinierender und ungewohnter Blick auf die Millionenstadt. Um ihn richtig zu genießen, drehen die Boote Pirouetten auf dem Wasser.

Angler wundern sich über die Nussschalen

Eine halbe Stunde später: Warschau verschwindet in der Ferne, wo bisher noch ein wenig Leben auf dem Fluss war, wird es einsam. Nur ab und an stehen Angler an den bewaldeten Ufern und wundern sich über die fünf schwimmenden Nussschalen. Mal begegnet uns ein kleines Polizeiboot. Es heißt, dass die Beamten gelegentlich die Lizenzen
der Angler überprüfen. Ansonsten gehört der breite Fluss uns in den nächsten Tagen ganz allein. Die Weichsel sei der letzte wilde Fluss in Europa, hatte Łukasz zu Beginn der Reise erzählt. Nun, das sage man auch von der Loire,
kontern Teilnehmer. Europa ist groß, und so können alle gut damit leben, dass es dort Platz für zwei wilde Flüsse gibt.
Mehr als 1.000 km lang ist die Weichsel, die in den schlesischen Beskiden entspringt, durch Krakau fließt, vorbei an hübschen Kleinstädten wie Sandomierz und Kazimierz Dolny, durch Warschau und die Kopernikusstadt Toruń (Thorn), um schließlich in Danzig die Ostsee zu erreichen. Noch vor einigen Jahrzehnten fuhren große Frachtschiffe auf dem Fluss, dann versandete er immer mehr, bis fast der gesamte Verkehr zum Erliegen kam. Vor wenigen Jahren versuchte ein deutsches Unternehmen sich mit Flusskreuzfahrten auf der Weichsel, musste aber schnell aufgeben, weil die unkalkulierbaren Wasserstände die Fahrten unmöglich machten. Dann kam Łukasz Krajewski mit einer ganz neuen Idee. Er passte sich dem Fluss an und setzte für die Kreuzfahrt flexible Hausboote ein, die im Verbund fahren.
Nach einigen Stunden erreicht die Flottille das Mündungsgebiet des Narew, der mit frischem Wasser aus Weißrussland die Weichsel belebt. Rechts leuchten die Ruinen eines klassizistischen Getreidespeichers in der Nachmittagssonne. Er musste nach dem zweiten Weltkrieg seine Ziegelsteine für den Wiederaufbau Warschaus spenden. Am anderen Ufer erstreckt sich das längste Gebäude Europas. Es gehört zu einer riesigen Festung, die die Russen zur Zeit der polnischen Teilung bei Modlin erbauten. Die Anfänge entstanden bereits 1807 unter Napoleon. Mehr als zwei km lang sind die Außenmauern. Auf dem 250 ha großen Areal waren bis vor acht Jahren noch fast 20.000 polnische
Soldaten stationiert. Heute wird nur noch ein winziger Teil der Bauten vom Militär als Archiv genutzt. Der Rest steht
leer, man suchte bislang vergeblich nach einem Käufer. Vor vier Jahren hoffte man auf den Supercoup, als der amerikanische Filmproduzent George Lucas hier vor den Toren Warschaus ein luxuriöses 5-Sterne-Hotel mit Casino
und Golfplatz errichten wollte. Doch die Pläne für das Las Vegas am Narew zerschlugen sich – weil das polnische Recht keine Casinos in Städten unter 50.000 Einwohnern zulässt. Mit Fahrrädern, die zu jedem der fünf Boote gehören, umrunden wir die verlassene Festung, erkunden mit Taschenlampen dunkle Gänge des Munitionsdepots und besteigen den Beobachtungsturm am Ufer des Narews. Von dort bietet sich eine grandiose Sicht auf das Mündungsgebiet
mit seinen sandigen Flussinseln. Gleich hinter der Weichsel beginnt der Kampinoski- Nationalpark, die grüne Lunge
von Warschau, am Horizont erscheint die Silhouette der 36 km entfernten Millionenstadt

Bei russischen Blini und polnischem Bier
Zwar haben die russischen Truppen Modlin schon 1915 aufgegeben, doch heute kann man dort wieder russisch speisen. Im Brama Ostrołęcka, einem der Festungstore, entstand ein gemütliches Lokal. Bei russischen Blini und polnischem Bier klingt dort der Abend aus, bevor es durch die dunkle Nacht wieder zurück zu den Booten geht. Für die Weichsel dürfen die Hausboote nicht zu groß sein, deshalb darf man dort auch nicht den Luxus der Queen Mary erwarten.Es gibt keine separaten Kabinen und nur eine kleine Außendusche, immerhin aber eine gute Heizung, eine kleine Kochecke und eine noch kleinere Toilette. Leider ist es noch zu frisch, um die Nacht unter dem Sternenzelt an Deck zu genießen. Aber zu dritt oder viert lässt es sich – eingehüllt in Schlafsäcke – auch unter Deck gut schlafen. Teil 2 der Reise in der nächsten Ausgabe; Infos zu den Weichseltouren:
www.zeglugawislana.pl

2009-06-14 :: NAPISALI O NAS: www.aktualnościturystyczne.pl - Debata w przededniu (przyszłorocznego) Roku Turystyki Wodnej

Debata w przededniu (przyszłorocznego) Roku Turystyki Wodnej

Na pokładzie barki „Aquarius” przycumowanej pod Wawelem przy Bulwarze Czerwieńskim miały miejsce warsztaty, którym nadano tytuł „Małopolska - Kraina Wodniaków”. Spotkanie było wspólnym przedsięwzięciem organizowanym przez Małopolską Organizację Turystyczną oraz Polską Organizacją Turystyczną przy współpracy z Miastem Kraków.

Przyszły rok zostanie przez Światową Organizację Turystyki ogłoszony Rokiem Turystyki Wodnej. Nawiązując do tej problematyki zaproszeni na spotkanie przedstawiciele samorządu, przedsiębiorców, środowisk wodniackich i mediów starali się odpowiedzieć na pytania: „Jak Kraków i województwo Małopolskie są przygotowane do przyjęcia turystów poszukujących wypoczynku na wodzie?”, „Czy potencjał miasta i regionu: akweny i baza turystyczna są dobrze wykorzystane?”, „Co można jeszcze zrobić – jakie są perspektywy i bariery?”.

Modny produkt turystyczny

Debatę poprowadził Jan Wieczorkowski, prezes Małopolskiej Organizacji Turystycznej. Polską Organizację Turystyczną reprezentował wiceprezes Bartłomiej Walas, który deklarował w imieniu POT wsparcie rozwoju turystyki wodnej. - Należy poszerzać produkt turystyczny wykorzystując żeglowne rzeki i akweny tam, gdzie istnieje taka możliwość. Drugą ważną sprawą jest marketingowe wsparcie tych atrakcji, które już istnieją. Przedsiębiorcy powinni dążyć do wspólnego promowania swoich przedsięwzięć pod przykładowym hasłem „Żegluga w Polsce”. Ta forma turystyki jest obecnie na świecie bardzo modna i nasz kraj ma duże możliwości w tym zakresie – mówił wiceprezes POT.

Program warsztatów został podzielony na dwie części. W pierwszej przedstawiciele Miasta Krakowa i Województwa Małopolskiego przedstawiali swoje projekty. Zagadnienia turystyki wodnej w Krakowie, a zwłaszcza projekt tramwaju wodnego, złożony do MPRO, zreferowała Katarzyna Gądek, dyrektor Biura Marketingu Turystycznego Miasta Krakowa.

Dyrektor MOT Paweł Mierniczak w imieniu Województwa Małopolskiego zapoznał zebranych z Kierunkami Rozwoju Turystyki dla Województwa Małopolskiego na lata 2008-2013 z uwzględnieniem turystyki wodnej. Elżbieta Tomczyk-Miczka, menedżer projektów w MOT nakreśliła sytuację w regionie w wystąpieniu zatytułowanym: „Rekreacja i turystyka wodna w Małopolsce a kształtowanie popytu na usługi turystyczne - analiza potencjału regionu”.

Współczesne zaniedbania i optymistyczna przyszłość

O ile pierwsza część wskazywała na wiele niezagospodarowanych miejsc w bazie sportów wodnych miasta i regionu, o tyle druga część zawierająca przykłady dobrych praktyk, pozwoliła na spojrzenie z optymizmem w przyszłość wodniacką Małopolski.

Prezentacje tej części to popisy kreatywności, konsekwencji i autentycznej pasji twórców projektów. Przedstawiono wiele ciekawych przedsięwzięć będących obecnie w realizacji. Wielkie zainteresowanie wzbudziły prezentacje inwestycji powstających w centrum Krakowa, jak Plaża pod Wawelem, przedstawiona przez Filipa Adamczaka z SAO Investment czy Barka na Wiśle, którą zaprezentował Piotr Sztaba z Fundacji Pathways. Podziw wzbudziła profesjonalna marina zbudowana na zalewie Bagry przez Uczniowski Klub Żeglarski Horn, w imieniu którego wystąpiła wiceprezes Józefa Ogrodnik. Przykładem z terenu był projekt zagospodarowania Jeziora Czorsztyńskiego, któremu patronuje Zespół Elektrowni Wodnych Niedzica, reprezentowany przez Małgorzatę Ślimak, kierownika Działu Dzierżawy i Wynajmu.

Ograniczona żeglowność Wisły

Osobny temat to żeglowność Wisły. Przybycie do Krakowa jachtów motorowych i prezentacja oferty Żeglugi Wiślanej – pierwszej regularnej żeglugi pasażerskiej na Wiśle przez właściciela Łukasza Krajewskiego dało asumpt do dyskusji na temat żeglowności królowej rzek polskich. Poprzez śluzę Przewóz w Niepołomicach nie sposób przepłynąć nawet kajakiem. Stowarzyszenie Miłośników Ziemi Niepołomickiej walczy o udrożnienie Wisły, co pozwoliłoby na docieranie pod Wawel jednostkom, które obecnie dopływają z Gdańska tylko do Sandomierza. Zaprezentowany podczas debaty przez Mieczysława Janusza Jagłę, prezesa Zarządu MSZN projekt Zapora w Niepołomicach ma akceptację władz i koncepcję finansowania, należy więc tylko trzymać kciuki za jego realizację. By podtrzymywać ideę żeglowności Wisły i tradycji flisackich, co roku odbywa się Królewski Flis na Wiśle, prowadzony przez członka Zarządu Stowarzyszenia Instytut Multimedialny Jarosława Kałużę, który wspiera Stowarzyszenie Gmin i Powiatów Małopolski. Kontynuatorzy dawnych flisaków przez 3 tygodnie spływają do Bałtyku replikami dawnych galarów – o tym wydarzeniu opowiadał Józef Ratajczak, skiper flisu. Ich wyczyn od dwóch lat powtarzają Flisacy Pienińscy na swoich tratwach.

Przyczynkiem do dyskusji był przykład firmy Żegluga Wiślana, która oferuje turystom regularne rejsy – czartery łodzi motorowych na trasie Gdańsk - Warszawa - Kraków. Żegluga ma wielkie problemy z dotarciem Wisłą do Krakowa i dlatego obecność jachtów pod Wawelem była wyjątkowym wydarzeniem. Przywitanie jachtów Żeglugi Wiślanej połączone było z otwarciem wystawy fotograficznej MOT, zatytułowanej „Małopolska Kraina Wodniaków”. Wystawa ta będzie prezentowana podczas wydarzeń i targów wodniackich w Polsce przyszłym sezonie.

W spotkaniu krakowskim uczestniczyli dziennikarze z prasy regionalnej, rozgłośni radiowych i TVP oddział Kraków. Relacje ze spotkania ukazały się we wszystkich środkach przekazu, w sobotniej Kronice Krakowskiej i Wiadomościach oraz w Tematach Dnia, gdzie gościł prezes MOT Jan Wieczorkowski. Radio Kraków poszerzyło audycję o relację z przejażdżek zorganizowanych dla mieszkańców Krakowa w ramach Dni Otwartych Żeglugi Wiślanej, a dziennikarz Radia Złote Przeboje relacjonował moment opuszczania przez jachty Krakowa na śluzie Przewóz. Tak duże zainteresowanie mediów wskazuje na ważkość w skali regionu tego tematu poruszonego przez Małopolska Organizację Turystyczną podczas debaty. MOT traktuje ją jako początek zaangażowania się w temat turystyki wodnej przed zbliżającym się Rokiem Wody w turystyce światowej.

Elżbieta Tomczyk-Miczka

 Żródło:http://aktualnosciturystyczne.pl/wiadomosci-rot-i-lot/debata-w-przededniu-przysz142orocznego-roku-turystyki-wodnej?page_number=1

2009-06-13 :: POWIEDZIELI O NAS: Kurier Krakowski