Weichselprogramm - Projekte und Annahmen Teil 2

Weichselprogramm - Projekte und Annahmen Teil 2

A wreszcie dopomogą jej zbiorniki karpackie, które będą miały I klasę czystości. Wszystko to razem wydatnie poprawi jakość wody na całej długości Wisły.

Stanisław Zadrożny, naczelnik wydziału w Ministerstwie Administracji, Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska.
- Nie byłbym aż takim optymistą. Profesor Mańczak powtarzał: kaskadować, jeśli woda jest czysta - i w tym jest klucz całej sprawy. Potoki górskie nie tylko dlatego są czyste, że mało tam ścieków, ale i dlatego, że się silnie utleniają, więc odnawiają. Przez kaskadowanie rzek spowolni się procesy samooczyszczania, natomiast przyśpieszy sedymentacji. To dodatkowo zagrozi kaskadzie Wisły. Niektórzy żeglugowcy twierdzili, że nie będzie źle z utlenianiem, bo śruby pchaczy będą mieszać wodę. Jest odwrotnie. Uzupełnianie tlenu od mieszania śrubami jest bez znaczenia, natomiast poderwanie osadów z dna, w wyniku ruchu statków, wtórnie zanieczyszcza rzekę. Na Nysie Łużyckiej dawno już były przypadki, że ryby ginęły bez żadnych ścieków trujących, po prostu w wyniku zamącenia wody, które ją gwałtownie odtleniało. Intensywna żegluga będzie też brudzić rzekę olejami, zęzą, smarami, które spuszcza się do wody metodą "chlup”! - to jest nie do upilnowania - 
a także przewożonymi towarami, siarką, ropą, wszelkimi chemikaliami. Port w Tychach ma przeładowywać więcej niż Port Północny, kilkadziesiąt małych portów rzecznych dołoży swoje brudy, nie uniknie się też kolizji statków i zestawów pchanych. Żegluga prowadzi dodatkowe zagrożenia, a kaskadowaniem jeszcze się pogorszy sprawę. Wysokie czynniki mówią, że trzeba wodę doprowadzić do czystości, że już odbija się ona niekorzystnie na zdrowiu ludności. W tym, że taka świadomość istnieje, jest nasza nadzieja. Ale tymczasem nawet z tych nielicznych oczyszczalni, które mamy - 32 procent stoi, a 40 procent wymaga modernizacji. W sumie nie jestem optymistą, i nie wykluczam, że wkrótce 
w ogóle trzeba się będzie odwrócić od Wisły jako źródła zaopatrzenia 
w wodę. A inne źródła są szczupłe i też zagrożone.

Władysław Zarzycki z Grupy Roboczej "Wisła" Ministerstwa Rolnictwa oraz krąg jego współpracowników bombardują mnie jak z kulomiotu.
- Musimy nawodnić deszczowniami co najmniej 800 tysięcy hektarów przesuszonych pól.
- A znacznie więcej użytków zielonych.
- Doskonałe efekty dałoby deszczowanie gnojowicą, a ją się przeważnie spuszcza bez pożytku, zatruwając cieki wodne.
- Nie ma dotąd dobrej technologii uzdatniania gnojowicy ani jej dostarczania na pola. wozi się beczkowozami. 
- Nikt nie chce przy tym pracować, bo smród. Trzeba wprowadzić automatyzację.
- Przez dziesięciolecia likwidowano w Polsce małą retencję, strumienie i rzeki płyną bez pożytku, nie nawilgacają upraw.
- Już w okresie międzywojennym rysowało się upustynnienie kraju, od Poznańskiego poczynając, i ono pasmem środkowym poszerza się ku wschodowi.
- Nadto tereny Polski środkowo-wschodniej, czarnoziemne i lessowe, mają ciemny kolor gleby, bardziej chłoną ciepło, transpiracja jest znacznie wyższa, więc trzeba intensywniej dostarczać wody. To przecież najżyźniejsze ziemie. 
- Wodę będzie się łapać głównie pod górami, to jak my ją wykorzystamy? Zbiorniki dla rolnictwa trzeba robić blisko terenów uprawnych. 
- Wcale się w ten sposób dużo powierzchni nie zaleje, bo zbiorniki będą głównie na ciekach i w różnych naturalnych zagłębieniach, na przykład w bezużytecznych jarach na obszarach lessowych.
- Pod budownictwo więcej się ziemi nazbiera.
- Obawiamy się, że jeśli deszczownie będą zaopatrywane z dużych zbiorników, to mogą nam w okresie wegetacji powiedzieć: nie, nie damy, bo elektrownia pracuje i potrzebuje dużo wody.

- Woda dla rolnictwa być musi, bo już wykorzystaliśmy możliwości nawozowe na niektóry glebach i teraz efektywność zależy tylko od wody i koniec. Mazury mają być takie, jakie są, ze wszystkimi kaprysami.
- Mają rację ci chłopi, którzy w suszę nie chcą sypać nawozów, wolą je wyrzucać, boby im wypaliły uprawy.
- Intensywne nawożenie musi się wiązać z wodą, wtedy nie będzie zagrożenia zanieczyszczeniami obszarowymi.

Jeśli będziemy tylko odwadniać Kurpie, bez nawodnień, to powstanie tam pustynia. Tego się na przykład boimy nad rzeką Omulew, więc nie ruszamy z melioracjami.

- Po wtóre przemysł musi wyprodukować wolno rozkładające się nawozy.
- A po trzecie trzeba doskonalić cały cykl agrotechniczny. Gdy daje się nawozy na ziemię zeschniętą, zaskorupiałą, to one muszą spłynąć przy ulewnym deszczu i koniec końców zamiast pomagać plonom, szkodzą rzekom. .
- Szczególnie niebezpieczne jest modne opylanie i nawożenie z samolotów, zwłaszcza na pojezierzach.
- Zarastanie i kurczenie się jezior w rezultacie ich przeżyźnienia, eutrofizacji, dawniej dostrzegało się w odstępach kilkudziesięciu lat, a teraz już po roku-dwóch. 
- Na nadrzecznych madach nie jest wskazane zakładanie sadów, można je urządzać na glebach o niższej bonitacji i też się udadzą, jak w Grójeckiem. Nadwiślańskie mady powinny iść pod warzywa. 
- Zwalają na rolnictwo, że zatruwamy Wisłę świńskimi farmami, a1e wystarczy zbadać wodę, by widzieć, kto zatruwa: przemysł. Także spożywczy, to prawda, jak mleczarnie i cukrownie.
- Oskarżają nas, że chcemy zaprzepaścić Wielkie Jeziora Mazurskie, a my chcemy podpietrzenia tylko w granicach naturalnych wahań lustra wody. Na przykład w 1957 roku rzędne wody w jeziorach wynosiły 116,54 metra, a w roku 1965 - 115,39 metra.

- Jeśli będziemy tylko odwadniać Kurpie, bez nawodnień, to powstanie tam pustynia. Tego się na przykład boimy nad rzeką Omulew, więc nie ruszamy z melioracjami.
- Trzeba robić melioracje dwustronne. Na Kurpiach "łąka żywi pole", bo żeby był plon - na zielonej masie musi być krowa i ona musi nawozić pole. 
- Na Kurpie potrzeba 150 milionów metrów sześciennych wody. Podnieśmy poziom wielkich jezior tylko o 50 centymetrów i już mamy nawet 182 miliony. To wystarczy i na stawy rybne.
- Kawałek Krutyni odwróci się w drugą stronę. Poniżej jeziora Mokrego nie ruszymy, a powyżej - woda by poszła na Kanał Kurpiowski. Każde jezioro na górnej Krutyni będzie miała inne piętrzenie...

Już dawno przestałem reagować na tę litanię żalów i zbawczych propozycji, którymi zarzucili mnie rozognieni panowie melioranci, obrońcy interesów rolnictwa. Wszystko mi skakało w głowie, jak ryby wysypane z saka, czułem się otępiały naporem argumentów 
i coraz bardziej zobojętniały, moje możliwości zapamiętania i kojarzenia wyczerpały się do cna pod tym chóralnym tokowaniem, na szczęście kręcił się to wszystko rejestrował magnetofon, ten najcudniejszy dla reportera dar techniki. Ale kiedy wjechali na Krutynię, zastrzygłem uszami, otrzeźwiałem i coś się we mnie sprężyło negatywnie. Wszystko dobrze, całym sercem za rolnictwem jestem, za zielonym światłem dla melioracji, za retencją, ale usilnie proszę, żeby Krutyni mi nie ruszać ani żadnych jezior, przez które płynie. Co to, to nie. Mało już mamy tak ślicznych rzeczułek i tak ślicznych jezior, jak właśnie tam, więc w imieniu wszystkich miłośników Mazur wypraszam sobie wszelkie korekty w krajobrazie, nawet gdyby to miały być tylko całkiem niziutkie wały, małe przepompownie oraz zupełnie niepozorne rowy do Zasilania grawitacyjnego, które zachwalali moi rozmówcy. Nie jednym kilometrze potrafi dwanaście razy zmienić kierunek. Piszę to pro publico bono i całkiem przemilczę okoliczności, że nad jeziorem Kierwik (czy też przeznaczonym do podpiętrzenia?) mam nieduży, drewniany domek na lato i jestem doń przywiązany.
No i właściwie tyle by tego było, jeśli chodzi o "Program Wisła" oraz rozliczne nadzieje, zastrzeżenia, niepokoje, jakie wzbudza. Czytelnik, który dobrnął do tego miejsca Suplementu, ma już - tuszę własny pogląd na sprawę, chociaż zapewne pogląd ambiwalentny, jeśli nie chaotyczny.. To dobre, tamto złe, tu straty, tam zyski, pod kreską, nad kreską - wszystko się splata w totalną abrakadabrę. Wszyscy mają oczywistą rację, wszyscy chcą najlepiej. Eksperci też. A zwłaszcza ci eksperci, którzy bronią swego jako ostatni, ze swadą zbijając argumenty przeciwników.

Ażeby "Program Wisła" spełnił gospodarcze i społeczne oczekiwania, należy na równi z budową kaskady traktować przynajmniej jeszcze trzy, wcale nie mniej rozległe
i kosztowne, człony tego programu: oczyszczania ścieków, wielkiej retencji oraz wody dla rolnictwa. Człon pierwszy, dla przykładu, to zbudowanie 188 wielkich oczyszczalni ścieków, 193 średnich i kilku tysięcy małych, nie licząc modernizacji większości tych, które, już istnieją, ,oraz budowy rozmaitych obiektów do odsalania wód kopalnianych.
Każdy z tych tematów to ogrom. O każdym piętrzy mi się na półce sterta dokumentów, wycinków, opracowań przyczynkarskich, notatek. Na wyrywki znam Prawo Wodne, wprowadzone Ustawą z 24,10.1974 roku, które uchodzi za wzorowe 
w światowej skali, które naśladują inne państwa i które ma tylko tę wadę, że nikt się nim nie przejmuje. Maluczko, a z reportera przepoczwarzę się w melioranta, inżyniera sanitarnego i budowniczego zapór (wykładów na politechnice już bym się ewentualnie podjął z nie gorszym skutkiem, niż. Mark Twain redagował gazetę rolniczą). A niechżeż gromy spalą te hałdy papierzysk! Tyle lat męczyłem się, by je zebrać, a teraz mam się męczyć znowu ich studiowaniem? Mam męczyć Czytelnika? Robię zatem to, co w takich przypadkach reporter uczynić powinien: układam wszyściutko w teczki tematyczne, zawiązuję na kokardkę i znoszę do piwnicy, obiecując sobie solennie, że kiedyś przecież powrócę do tej pieczołowicie zgromadzonej dokumentacji, przewertuję ją, popodkreślam, zweryfikuję, skonfrontuję, uaktualnię i napiszę dzieło obszerne, a solidne, i w pełni kompetentne., Oczywiście to nigdy nie nastąpi, ktoś za wiele lat przypadkowo znajdzie te teczki i od razu wyrzuci do pojemników na makulaturę, jeśli będzie obywatelem uświadomionym. A ja, korzystając z dłuższej przerwy z rejsie, ruszam w miasto wykręciwszy uprzednio kilka telefonów.
Maciek Jędrysik, który jest wielką fiszą w "Hydroprojekcie", nawet się zbytnio nie, zmienił od szkolnych czasów, gdy razem grywaliśmy w koszykówkę.
- Kiedy pracowałeś nad "Projektem Wisła", byłeś zdania, że nie ma potrzeby kaskadowania Wisły Środkowej. "Program Wisła" zapowiadał: kaskadować całość! -
a ty co aprobujesz?
- Decydenci stwierdzili, że transport wodny musi przejąć ładunki rzędu stu milionów ton rocznie, Jeśli tak, to rzeczywiście Wisłę trzeba przekształcić
w jednolitą drogę wodną na. całej długości. Tylko że sto milionów ton wygląda na bajkę z tysiąca i jednej nocy. Specjaliści ,Hydroprojektu" podważali takie założenia, wykazywali ich nierealność. Skoro jednak najwyższe władze podjęły decyzję, to projektanci mają obowiązek znaleźć optymalne rozwiązania techniczne, nawet gdy nadal żywią wątpliwości. 
- Od początku jednak byłeś za kaskadowaniem Wisły Dolnej i Górnej. 
- Oczywiście, Byłem i jestem. 
- Ile to ziemi odejmie rolnictwu? 
- Minimalny obszar. Oprócz nielicznych odcinków, zbiorniki kaskady zmieszczą się 
w obrębie wałów, to znaczy na terenach marginesowych dla produkcji rolnej. Właśnie z tego względu wysokość piętrzeń zakładamy dość niską, w granicach rozsądku, bo w ten sposób zmniejszy się powierzchnię zalewów. Czynimy tak wbrew naciskom energetyki, dla której im wyższe piętrzenie, tym lepiej. 
- Czy specjaliści określili wreszcie wspólny pogląd na to, jak stopnie na rzece wpłyną na jej zdolność samooczyszczania? 
- Nadal są spory. Niektórzy wciąż utrzymują, że wielkie powierzchnie lustra wody oraz jej przelewanie na jazach będą sprzyjać aeracji, to jest napowietrzaniu. wody, że zwiększą ilość tlenu, Ale przeważa opinia, którą umacniają ostatnie badania, że warunki samooczyszczania pogorszą się. Dlatego tak mocno podkreślamy, że inwestycje hydrotechniczne i oczyszczające muszą iść w parze, a niekiedy oczyszczalnie muszą bezwzględnie powstać wcześniej. Tak jest ze stopniem Warszawa-Północ oraz z Narwią i Bugiem, ze względu na ochronę ujęcia wody pitnej dla stolicy. 
- Co zrobisz, żeby nie runęły skarpy w Sandomierzu i w Płocku wraz z całą kolekcją historycznych pamiątek? 
- W Sandomierzu Wisła się o skarpę nie oprze, Płock ominiemy kanałem derywacyjnym, pod skarpą nie będzie spiętrzenia. Miłośnicy zabytków mogą spać spokojnie. Dziennikarze też. 
- Dziękuję w imieniu dziennikarzy. Ale spać będziemy czujnie, żeby inżynierowie nie popadli w trans nadgorliwości. 
Poglądy Jędrysika podbudował inż. Aleksander Łaski, generalny projektant "Kaskady Wisły". 
- To dobrze, uważam, że się dziennikarze żołądkują, ochronę wód trzeba eksponować ze wszystkich sil. Ale walka o jakość wody rozegra się nie w osi Wisły, lecz na jej dopływach. Budowa zbiorników retencyjnych musi być poprzedzona uruchomieniem oczyszczalni, inaczej pogorszą one sytuację, Na przykład nie wolno robić zbiornika na Wieprzu bez oczyszczalni w Zamościu, Szczebrzeszynie i tak dalej. Jeśli "Program Wisła" będzie realizowany konsekwentnie, to od 1990 roku jakość wody zacznie się poprawiać. Konsekwentnie - to znaczy tak, aby nie zahamować budowy zbiorników retencyjnych 
w dorzeczu, bo to one mają zwiększyć i wyrównać przepływ czystej wody w całym systemie. Jeszcze kwestia mniej znana. Pojęcie zanieczyszczeń kojarzy się z przemysłem, z miastami, tymczasem narasta groźba zanieczyszczeń obszarowych, powodowanych przez rolnictwo. Nie zatrzymamy procesu chemizacji i nie zdołamy powstrzymać spływu i zwiewania chemikaliów do wód. Dlatego do maksimum trzeba oczyszczać łatwiejsze do ujęcia, rozmieszczone punktowo ścieki przemysłowe i komunalne. W ten sposób pozostawimy rzekom rezerwę odporności, żeby same poradziły sobie z nawozami i pestycydami.
- Rolnicy w ogóle kręcą nosem na "Program Wisła". Mówią, że kaskada nie da im nic, tylko zabierze sporo gruntów. Że ważne jest retencjonowanie wody w górnym biegu rzek, i to raczej w wielu małych niż niewielu wielkich zbiornikach. Że gromadzenie wody w osi Wisły jest dla rolnictwa bez sensu, bo ona po prostu spłynie do morza. A ze zbiorników położonych wysoko mogłaby tanio, grawitacyjnie spływać na przesuszone pola. .
- Nie jest to takie proste i jednoznaczne. Muszę tu przytoczyć trochę liczb. Sama kaskada Wisły zabierze około 21500 hektarów, lecz z tego 90 procent to mało produktywne ziemie w obszarze międzywala. Ale zbiorniki retencyjne to inna sprawa, one zajmują znacznie większe powierzchnie. Te duże, wielofunkcyjne zbiorniki, możliwe do sterowania, zasilające Wisłę w okresach posuchy - zajmą. jakieś 31 500 hektarów. A te małe, postulowane przez rolnictwo, najbardziej korzystne dla lokalnych nawodnień - aż 133 tysiące hektarów. Często dobrej ziemi. Czy warto? To rzecz do namysłu. Zważmy, że w tych dużych, wysoko spiętrzonych zbiornikach zgromadzimy rezerwę 2,6 miliarda metrów sześciennych wody, a w małych, płytkich, czterokrotnie rozleglejszych obszarowo - tylko 1,8 miliarda metrów. Trzeba szukać rozwiązań zabierających mniej gruntów - tak jak deszczownie i kanały przerzutowe. Na te pytania sami rolnicy powinni dać ostateczną odpowiedź.
- Ale znów wielkie zbiorniki mogą mieć ujemny wpływ na otoczenie, zmienić warunki środowiska naturalnego, zaszkodzić chronionej przyrodzie.
- Pilnie to badamy. Sądzimy, że Czorsztyn nie powinien odbić się na klimacie parku narodowego w Pieninach, bo wpływ wilgotności ominie park, może poza małymi jego skrawkami; na szczęście jest tam korzystny układ wiatrów. Także co do Puszczy Białowieskiej jestem optymistą, zbiornik Siemianówka na Górnej Narwi nie zaszkodzi jej. Co innego z Wielkimi Jeziorami Mazurskimi. Właśnie rolnicy postulują ich podpiętrzenie, żeby stworzyć rezerwę wody. Z tym lepiej poczekać, przeprowadzić szczegółowe badania. Wahania lustra jezior mogą spowodować zmianę warunków na styku woda-ląd. Po prostu zacznie marnieć i gnić roślinność brzegowa, zanikną albo przemieszczą się różne zespoły florystyczne. Mazury to zbyt cenny kompleks przyrodniczy, zbyt piękny kraj, by na nim eksperymentować. Co innego jeszcze Puszcza Kampinoska. Ona była od dziesięcioleci meliorowana, przesuszana, teraz przyda się jej nawodnienie. Stopień Wyszogród przez przesączanie, podniesienie wód podziemnych, przerzuty wody, może jej pomóc. Ale i tam trzeba uważać, żeby nie przedobrzyć.
- Załóżmy, że "Program Wisła" zostanie zrealizowany tak, jak jest przewidywane,
a nawet ze wszystkimi rozsądnymi poprawkami. Czy to zapewni Polsce obfitość wody na wszelkie potrzeby?
- Nie. W dalekiej perspektywie i tak wody będzie za mało. Dlatego potrzebna jest stała racjonalizacja zużycia, tworzenie obiektów zamkniętych. Ale i to kryje pewne niebezpieczeństwa. Istnieje paradoks, że bardziej udoskonalone obiegi wody zwiększają jej straty bezpowrotne. Weźmy elektrownię cieplną, taką, która ma chłodnie kominowe
i pobiera mało wody z rzeki, tylko dla uzupełnienia systemu chłodzenia. I drugą elektrownię cieplną, która bierze z Wisły bardzo dużo wody i podgrzaną oddaje do jej koryta. Która lepsza? Ta, co pobiera mało? Otóż nie, zysk jest pozorny. Straty wskutek odparowywania są dwa razy większe niż przy .obiegu otwartym, jak w tej drugiej elektrowni. Przecież ta para leci do góry, tworzy obłoki, następne chmury powstają wskutek parowania z pól intensywnie nawadnianych. Oczywiście, z chmur spadnie deszcz, ale gdzie spadnie? Jest duża szansa, że nie u nas. Więc ten deszcz stracimy bezpowrotnie. A Kozienice, na przykład, wysysają Wisłę jak smok, lecz prawie całą wodę jej zwracają. 
- Tyle, że gorącą. To zakłóca naturalne procesy biologiczne i pogarsza jakość wody.
- Ale to przedłuża okres żeglugowy, zmniejsza zlodzenie, ogranicza groźbę zatorów 
i powodzi. Tu zyski, tam straty. Tam. minus, tam plus. Idealnych rozwiązań nie ma. Wszędzie trzeba dążyć do punktu optymalnego. Do kompromisu. Tak w technice, jak 
w gospodarce.
- I w polityce też, uważam.
Kolejnym moim rozmówcą jest minister Ryszard Białas, zastępca pełnomocnika rządu ds. "Programu Wisła".
Pozostaje jeszcze trochę niejasności. Na przykład z "gorsetem warszawskim". To nie jest tak, że już zapadła decyzja: barki będą płynąć przez Warszawę Wisłą o dwudzielnym korycie, wyższym i niższym. Zawarliśmy umowę z Politechniką Warszawską, że przedstawi własną koncepcję rozwiązania. Może to dobry wariant, by puścić kanał za Pragą, do Kanału Zegrzyńskiego? Na pewno natomiast nie można w Warszawie podnieść za wysoko, powiedzmy o dwa, metry, lustra wody. Nie ma też co ukrywać, zmieniając temat, że kanalizacja rzeki powoduje pogorszenie jej czystości, więc dobrze, że mówi się o tym zawczasu, choćby nazbyt alarmistycznie. Program budowy oczyszczalni nie może się opóźnić. Skoro będzie się tego rygorystycznie przestrzegać, to jakość wody poprawi się, zwłaszcza że kaskadę. Wisły będą dotleniały jazy specjalnej konstrukcji, zwane właśnie tlenowymi. 
A wreszcie dopomogą jej zbiorniki karpackie, które będą miały I klasę czystości. Wszystko to razem wydatnie poprawi jakość wody na całej długości Wisły.

Stanisław Zadrożny, naczelnik wydziału w Ministerstwie Administracji, Gospodarki Terenowej i Ochrony Środowiska.
- Nie byłbym aż takim optymistą. Profesor Mańczak powtarzał: kaskadować, jeśli woda jest czysta - i w tym jest klucz całej sprawy. Potoki górskie nie tylko dlatego są czyste, że mało tam ścieków, ale i dlatego, że się silnie utleniają, więc odnawiają. Przez kaskadowanie rzek spowolni się procesy samooczyszczania, natomiast przyśpieszy sedymentacji. To dodatkowo zagrozi kaskadzie Wisły. Niektórzy żeglugowcy twierdzili, że nie będzie źle z utlenianiem, bo śruby pchaczy będą mieszać wodę. Jest odwrotnie. Uzupełnianie tlenu od mieszania śrubami jest bez znaczenia, natomiast poderwanie osadów z dna, w wyniku ruchu statków, wtórnie zanieczyszcza rzekę. Na Nysie Łużyckiej dawno już były przypadki, że ryby ginęły bez żadnych ścieków trujących, po prostu w wyniku zamącenia wody, które ją gwałtownie odtleniało. Intensywna żegluga będzie też brudzić rzekę olejami, zęzą, smarami, które spuszcza się do wody metodą "chlup”! - to jest nie do upilnowania - 
a także przewożonymi towarami, siarką, ropą, wszelkimi chemikaliami. Port w Tychach ma przeładowywać więcej niż Port Północny, kilkadziesiąt małych portów rzecznych dołoży swoje brudy, nie uniknie się też kolizji statków i zestawów pchanych. Żegluga prowadzi dodatkowe zagrożenia, a kaskadowaniem jeszcze się pogorszy sprawę. Wysokie czynniki mówią, że trzeba wodę doprowadzić do czystości, że już odbija się ona niekorzystnie na zdrowiu ludności. W tym, że taka świadomość istnieje, jest nasza nadzieja. Ale tymczasem nawet z tych nielicznych oczyszczalni, które mamy - 32 procent stoi, a 40 procent wymaga modernizacji. W sumie nie jestem optymistą, i nie wykluczam, że wkrótce 
w ogóle trzeba się będzie odwrócić od Wisły jako źródła zaopatrzenia 
w wodę. A inne źródła są szczupłe i też zagrożone.

Władysław Zarzycki z Grupy Roboczej "Wisła" Ministerstwa Rolnictwa oraz krąg jego współpracowników bombardują mnie jak z kulomiotu.
- Musimy nawodnić deszczowniami co najmniej 800 tysięcy hektarów przesuszonych pól.
- A znacznie więcej użytków zielonych.
- Doskonałe efekty dałoby deszczowanie gnojowicą, a ją się przeważnie spuszcza bez pożytku, zatruwając cieki wodne.
- Nie ma dotąd dobrej technologii uzdatniania gnojowicy ani jej dostarczania na pola. wozi się beczkowozami. 
- Nikt nie chce przy tym pracować, bo smród. Trzeba wprowadzić automatyzację.
- Przez dziesięciolecia likwidowano w Polsce małą retencję, strumienie i rzeki płyną bez pożytku, nie nawilgacają upraw.
- Już w okresie międzywojennym rysowało się upustynnienie kraju, od Poznańskiego poczynając, i ono pasmem środkowym poszerza się ku wschodowi.
- Nadto tereny Polski środkowo-wschodniej, czarnoziemne i lessowe, mają ciemny kolor gleby, bardziej chłoną ciepło, transpiracja jest znacznie wyższa, więc trzeba intensywniej dostarczać wody. To przecież najżyźniejsze ziemie. 
- Wodę będzie się łapać głównie pod górami, to jak my ją wykorzystamy? Zbiorniki dla rolnictwa trzeba robić blisko terenów uprawnych. 
- Wcale się w ten sposób dużo powierzchni nie zaleje, bo zbiorniki będą głównie na ciekach i w różnych naturalnych zagłębieniach, na przykład w bezużytecznych jarach na obszarach lessowych.
- Pod budownictwo więcej się ziemi nazbiera.
- Obawiamy się, że jeśli deszczownie będą zaopatrywane z dużych zbiorników, to mogą nam w okresie wegetacji powiedzieć: nie, nie damy, bo elektrownia pracuje i potrzebuje dużo wody.

- Woda dla rolnictwa być musi, bo już wykorzystaliśmy możliwości nawozowe na niektóry glebach i teraz efektywność zależy tylko od wody i koniec. Mazury mają być takie, jakie są, ze wszystkimi kaprysami.
- Mają rację ci chłopi, którzy w suszę nie chcą sypać nawozów, wolą je wyrzucać, boby im wypaliły uprawy.
- Intensywne nawożenie musi się wiązać z wodą, wtedy nie będzie zagrożenia zanieczyszczeniami obszarowymi.

Jeśli będziemy tylko odwadniać Kurpie, bez nawodnień, to powstanie tam pustynia. Tego się na przykład boimy nad rzeką Omulew, więc nie ruszamy z melioracjami.

- Po wtóre przemysł musi wyprodukować wolno rozkładające się nawozy.
- A po trzecie trzeba doskonalić cały cykl agrotechniczny. Gdy daje się nawozy na ziemię zeschniętą, zaskorupiałą, to one muszą spłynąć przy ulewnym deszczu i koniec końców zamiast pomagać plonom, szkodzą rzekom. .
- Szczególnie niebezpieczne jest modne opylanie i nawożenie z samolotów, zwłaszcza na pojezierzach.
- Zarastanie i kurczenie się jezior w rezultacie ich przeżyźnienia, eutrofizacji, dawniej dostrzegało się w odstępach kilkudziesięciu lat, a teraz już po roku-dwóch. 
- Na nadrzecznych madach nie jest wskazane zakładanie sadów, można je urządzać na glebach o niższej bonitacji i też się udadzą, jak w Grójeckiem. Nadwiślańskie mady powinny iść pod warzywa. 
- Zwalają na rolnictwo, że zatruwamy Wisłę świńskimi farmami, a1e wystarczy zbadać wodę, by widzieć, kto zatruwa: przemysł. Także spożywczy, to prawda, jak mleczarnie i cukrownie.
- Oskarżają nas, że chcemy zaprzepaścić Wielkie Jeziora Mazurskie, a my chcemy podpietrzenia tylko w granicach naturalnych wahań lustra wody. Na przykład w 1957 roku rzędne wody w jeziorach wynosiły 116,54 metra, a w roku 1965 - 115,39 metra.

- Jeśli będziemy tylko odwadniać Kurpie, bez nawodnień, to powstanie tam pustynia. Tego się na przykład boimy nad rzeką Omulew, więc nie ruszamy z melioracjami.
- Trzeba robić melioracje dwustronne. Na Kurpiach "łąka żywi pole", bo żeby był plon - na zielonej masie musi być krowa i ona musi nawozić pole. 
- Na Kurpie potrzeba 150 milionów metrów sześciennych wody. Podnieśmy poziom wielkich jezior tylko o 50 centymetrów i już mamy nawet 182 miliony. To wystarczy i na stawy rybne.
- Kawałek Krutyni odwróci się w drugą stronę. Poniżej jeziora Mokrego nie ruszymy, a powyżej - woda by poszła na Kanał Kurpiowski. Każde jezioro na górnej Krutyni będzie miała inne piętrzenie...

Już dawno przestałem reagować na tę litanię żalów i zbawczych propozycji, którymi zarzucili mnie rozognieni panowie melioranci, obrońcy interesów rolnictwa. Wszystko mi skakało w głowie, jak ryby wysypane z saka, czułem się otępiały naporem argumentów 
i coraz bardziej zobojętniały, moje możliwości zapamiętania i kojarzenia wyczerpały się do cna pod tym chóralnym tokowaniem, na szczęście kręcił się to wszystko rejestrował magnetofon, ten najcudniejszy dla reportera dar techniki. Ale kiedy wjechali na Krutynię, zastrzygłem uszami, otrzeźwiałem i coś się we mnie sprężyło negatywnie. Wszystko dobrze, całym sercem za rolnictwem jestem, za zielonym światłem dla melioracji, za retencją, ale usilnie proszę, żeby Krutyni mi nie ruszać ani żadnych jezior, przez które płynie. Co to, to nie. Mało już mamy tak ślicznych rzeczułek i tak ślicznych jezior, jak właśnie tam, więc w imieniu wszystkich miłośników Mazur wypraszam sobie wszelkie korekty w krajobrazie, nawet gdyby to miały być tylko całkiem niziutkie wały, małe przepompownie oraz zupełnie niepozorne rowy do Zasilania grawitacyjnego, które zachwalali moi rozmówcy. Nie jednym kilometrze potrafi dwanaście razy zmienić kierunek. Piszę to pro publico bono i całkiem przemilczę okoliczności, że nad jeziorem Kierwik (czy też przeznaczonym do podpiętrzenia?) mam nieduży, drewniany domek na lato i jestem doń przywiązany.
No i właściwie tyle by tego było, jeśli chodzi o "Program Wisła" oraz rozliczne nadzieje, zastrzeżenia, niepokoje, jakie wzbudza. Czytelnik, który dobrnął do tego miejsca Suplementu, ma już - tuszę własny pogląd na sprawę, chociaż zapewne pogląd ambiwalentny, jeśli nie chaotyczny.. To dobre, tamto złe, tu straty, tam zyski, pod kreską, nad kreską - wszystko się splata w totalną abrakadabrę. Wszyscy mają oczywistą rację, wszyscy chcą najlepiej. Eksperci też. A zwłaszcza ci eksperci, którzy bronią swego jako ostatni, ze swadą zbijając argumenty przeciwników.