//Cracov - start', start); map.addOverlay(marker); //sandomierz stop var point = new GLatLng(50.69787117127509,21.82880401611328); var marker = createMarker(point,'Sandomierz - koniec', koniec); map.addOverlay(marker);//info var point = new GLatLng(50.089167,20.245); var marker = createMarker(point,'
Igołomia
Stała się znana dzięki odkryciu tu dużego ośrodka produkcji żelaza i glinianych garnków – znaleziono tu głównie pozostałości pieców do wytwarzania rud żelaza, tzw. dymarek z I i II wieku naszej ery. Wizyta w rezerwacie archeologicznym, prezentującym aż 47 pieców garncarskich ( w sumie odnaleziono ich ponad 90 ), pozwala prześledzić proces powstawania naczyń ceramicznych, używanych przede wszystkim do celów gospodarczych. Wyposażenie grobów oraz kości, naczynia ceramiczne, ozdoby i narzędzi pracy ludzi sprzed 5000 lat można zobaczyć w pracowni archeologicznej Polskiej Akademii Nauk, która mieści się w klasycystycznym, bardzo dobrze zachowanym pałacu. Źródło:Ó Polska Nawigator Turystyczny, Carta Blanca, Warszawa 2007
Malowniczo i pięknie usytuowany na wzgórzu, w otoczeniu zieleni zespół dawnego opactwa Norbertanów. Obecnie kościół i klasztor, którego początki sięgają połowy XII w. należy do ojców pijarów. Opactwo hebdowskie rozwijało się bardzo szybko i w średniowieczu należało do najbardziej znaczących wśród opactw norbertańskich w Polsce. Pochodząca z początku XV w. drewniana rzeźba Matki Bożej z Dzieciątkiem – czczona od wieków i łaskami słynąca - jest prawdziwym skarbem świątyni. Pod kościołem rozciągają się udostępnione do zwiedzania podziemia, w których mieści się dawne oratorium zmarłych zakonników, używane w czasie ceremonii pogrzebowych.
', info); map.addOverlay(marker);//info var point = new GLatLng(50.12641117809973,20.37586212158203); var marker = createMarker(point,'Nowe BrzeskoHistoria osady, której początki sięgają XIII w. ściśle łączyła się z historią pobliskiego klasztoru w Hebdowie. Po burzliwym rozwoju zaczęło tracić na wartości, pod koniec XIX w utraciło prawa miejskie. Najważniejszym zabytkiem jest przepiękny kościół Wszystkich Świętych z 1670r. Koniecznie trzeba odwiedzić pochodzący z początku XIX w. pałac w Śmiłowicach, który po wielu latach pozostawania w ruinie został niedawno wspaniale odrestaurowany przez nowych właścicieli. Pałac mieści centrum konferencyjne, hotel i restaurację.
', info); map.addOverlay(marker);//info var point = new GLatLng(50.50019,21.543421); var marker = createMarker(point,'Baranów SandomierskiZamek w Baranowie Sandomierskim z przełomu XVI i XVII wieku będący siedzibą rodu Leszczyńskich, dowodzi ich dobrego wyczucia estetyki. Rezydencję zbudowano na wzór Wawelu i mimo wielu zniszczeń i pożarów na przestrzeni wieków udało się zachować jej architektoniczny kształt. Przy odnawianiu wnętrz pracował Jacek Malczewski, a przy baszcie południowo-zachodniej znajduje się kaplica ozdobiona witrażami Józefa Mehoffera. Budowla wyróżnia się wspaniałym krużgankowym dziedzińcem. Oferuje możliwość zakwaterowania w stylowych apartamentach, ale – jak mówi lokalna legenda – młodzi kawalerowie powinni unikać przebywania we wnętrzach zamku po północy, gdyż w tym czasie po korytarzach błąka się tajemnicza biała zjawa poszukująca męża. Ważnym zabytkiem jest XVII-wieczny późnorenesansowy kościół Ścięcia Świętego Jana Chrzciciela, rozbudowany w XIX wieku. Na jego murach zachowały się kamienne epitafia, na wieżach wiszą 3zabytkowe dzwony ( 2 z XVII w.) a w podziemiach przetrwały groby Leszczyńskich. We wnętrzu zwraca uwagę XVIII – wieczny obraz Świętej Rodziny, kopia słynnego dzieła Rafaela. Przy portalu znajduje się wspaniała barokowa chrzcielnica kamienna z 1669r.
Źródło:© Polska Nawigator Turystyczny, Carta Blanca, Warszawa 2007
Panorama Krakowa z poziomu Wisły jest po prostu zniewalająca! Wspaniałe kamienice, kręte uliczki, nadbrzeżne bulwary i przede wszystkim niepowtarzalny widok Wzgórza Wawelskiego, z przepięknie wyeksponowanymi poszczególnymi budynkami, Smoczą Jamą i samym Smokiem Wawelskim u podnóża...
', info); map.addOverlay(marker);//info var point = new GLatLng(50.675358252782694,21.78863525390625); var marker = createMarker(point,'CAFE MAŁA SANDOMIERZ, UL. SOKOLNICKIEGO 2
Jak sama nazwa wskazuje – mały, ale za to jakże urokliwy lokalik, położony tuż przy równie urokliwym sandomierskim rynku. W tej miłej atmosferze możemy delektować się smakiem zupełnie wyjątkowych naleśników, słodkich lub wytrawnych (spośród których polecam szczególnie te z serem rokpol), popijając przy tym znakomitą tzw. extra-kawkę.', info); map.addOverlay(marker);//info var point = new GLatLng(50.69276049033586,21.77215576171875); var marker = createMarker(point,'MOTEL KRÓLOWEJ JADWIGI SANDOMIERZ, UL. KRAKOWSKA 24
Mieszczący się w zabytkowym obiekcie, u podnóża sandomierskiego zamku, tuż przy wejściu do Wąwozu Królowej Jadwigi motel - posiada stylowo urządzoną restaurację. Wyposażenie sal stanowią prawdziwe antyki, które można również kupić, gdyż właściciele prowadzą małą galerię. Zajadając się potrawami kuchni domowej, serwowanej przez gospodarzy, możemy poczuć atmosferę minionych dawno lat...', info); map.addOverlay(marker);//info var point = new GLatLng(50.68601788918602,21.72924041748047); var marker = createMarker(point,'BAR TRZYDZIESTKA SANDOMIERZ, RYNEK
Zarówno z tarasu, jak też z okien lokalu rozpościera się wspaniała panorama sandomierskiego rynku, z dominującym gmachem Ratusza na pierwszym planie. To niewątpliwie wpływa na smak podawanych tam potraw, z których na szczególną uwagę zasługuje mix z grilla (tzn. zestaw czterech mięs) podawany ze specjalnie przygotowaną i przyprawioną kaszą gryczaną – palce lizać!', info); map.addOverlay(marker);//info var point = new GLatLng(50.032633,20.2167); var marker = createMarker(point,'NiepołomiceWarto odwiedzić zbudowany przez Kazimierza Wielkiego w połowie XIV wieku zamek w Niepołomicach. Przez wieki był rezydencją królów polskich, a dziś stanowi centrum kulturalno – biznesowe. We wnętrzach działa doskonała restauracja. Do XVII wieku twierdza była ważnym ośrodkiem myśliwskim. Stąd władcy wyruszali na polowania do Puszczy Niepołomickiej. Na jej terenie, w Poszynie, działa Ośrodek Hodowli Żubrów, niestety nieudostępniony do zwiedzania.
Źródło:© Polska Nawigator Turystyczny, Carta Blanca, Warszawa 2007
Nową Hutę wznoszono, jako nowe samodzielne miasto na północny-wschód od Krakowa, w latach 1949-1951. Stała się kluczowym elementem budowy socjalistycznego dobrobytu oraz nowego wizerunku socjalistycznego państwa, w którym największy nacisk kładziono na rozwój przemysłu ciężkiego. Prace prowadzone były równolegle przy budowie osiedli mieszkaniowych i kombinatu metalurgicznego o nazwie Huta im. Wł. Lenina.
Nowa Huta, już jako dzielnica Krakowa, przechodziła bardzo burzliwe dzieje. Strajki, demonstracje, walka o budowę kościoła oraz przeciwko budowie pomnika patrona Kombinatu. Pomimo silnego oporu mieszkańców towarzysz Lenin jednak stanął na cokole w centralnej części dzielnicy. Ludzie nigdy tego władzy nie wybaczyli. Pomnik wielokrotnie oblewano farbą, podpalaną, a nawet próbowano wysadzić w powietrze. Raz ktoś postawił pod nim rower z karteczką: „Masz tu rower, stare buty, wyp.... z Nowej Huty”. Ostatecznie, po 89 roku Lenina przeniesiono do pobliskiego lasu, a w końcu sprzedano do parku rozrywki w Szwecji. Teraz, z kolczykiem w uchu i irokezem na głowie, bawi odwiedzających park turystów.
Kombinat metalurgiczny zmienił patrona na T. Sendzimira. Niestety po roku 89 zaczął podupadać, by odrodzić się na nowo w XXI w. Jako część koncernu Mittal Steel pretenduje do miana jednej z największych i najnowocześniejszych hut w Europie.
Sama Nowa Huta to żywy skansen socrealizmu, który koniecznie trzeba odwiedzić – odżyją wtedy wspomnienia szkolnych akademii i pierwszomajowych pochodów, wśród sztandarów i haseł zagrzewających do wydajnej pracy!
', info); map.addOverlay(marker);//info var point = new GLatLng(50.30480110396127,20.806217193603516); var marker = createMarker(point,'Nowy KorczynW dziejach pełnił bardzo ważną rolę, głównie dzięki znakomitemu położeniu nad Wisłą – pełniącą funkcję komunikacyjne. Tu odbywały się zjazdy i sejmiki generalne dla całej Małopolski. Tu również złożył upamiętniony na płótnie Jana Matejki hołd Królowi Kazimierzowi Jagiellończykowi wielki mistrz Zakonu Krzyżackiego
', info); map.addOverlay(marker);//info var point = new GLatLng(50.23930055989882,20.717124938964844); var marker = createMarker(point,'Opatowiec
Położony był na szlaku ze Śląska na Ruś Kijowską i w pobliżu przeprawy przez Wisłę , co sprzyjało szybkiemu rozwojowi handlu . Pierwsze wzmianki o pochodzą z XI w .
W 1474 r . odbył się tu zjazd szlachty małopolskiej dla ogłoszenia pospolitego ruszenia , na wypadek wojny z Maciejem węgierskim. W tym samym roku król przyjął w Opatowcu posłów weneckich oraz wysłanników perskiego szacha, w sprawie wojny z Turkami .
Zniszczony przez Szwedów, na przestrzeni lat podupadał i w 1869 r . ostatecznie utracił prawa miejskie.
Z zabytków na uwagę zasługuje podominikański kościół pw. św. Jakuba Starszego wzniesiony pod koniec XV w . w miejsce częściowo drewnianego kościoła św. Jacka z 1283 r. ; w pierwszej połowie XVII wieku świątynia została przebudowana w stylu barokowym
Zyskał popularność dzięki znanej chyba wszystkim dzieciom książce Kornela Makuszyńskiego „Przygody Koziołka Matołka”. Każdego roku w czerwcu odbywa się tu Festiwal Kultury Dziecięcej, organizowane są liczne koncerty, występy, jeździ specjalna ciuchcia, a na telebimie wyświetlane są bajki dla dzieci.
', info); map.addOverlay(marker);//info var point = new GLatLng(50.436657,21.281436); var marker = createMarker(point,'Połaniec
Wlasnie tu Tadeusz Kosciuszko, zaraz po wygranej bitwie pod Raclawicami, oglosil slynny Uniwersal, zwany Polanieckim. To historyczne wydarzenie i pobyt Wielkiego Wodza w Polancu upamietnia kopiec i izba pamieci.
W Polancu, nad sama Wisla (woda z niej wykorzystywana jest do chlodzenia), zlokalizowana jest piata w kraju pod wzgledem wielkosci elektrownia. Pierwszy blok uruchomiono w 1979 . W 1983 roku uruchomiono ostatni - ósmy blok energetyczny i elektrownia osiagnela laczna moc zainstalowana 1600 MW. 16 stycznia 1989 roku elektrownia zostaje przeksztalcona w przedsiebiorstwo panstwowe Elektrownia im. Tadeusza Kosciuszki. Po modernizacji turbin w latach 1992 - 1995 moc zainstalowana wyniosla 1800 MW. W 1997 roku podczas powodzi tysiaclecia elektrowni grozilo podtopienie z rzeki Wisly .W 2003 roku zmieniono nazwe z Elektrownia im. Tadeusza Kosciuszki w Polancu na Elektrownia Polaniec S.A. - Grupa Electrabel (w skrócie Electrabel Polaniec S.A.).Istnieje możliwość zwiedzania elektrowni po uzgodnieniu
Sandomierz
Nadwiślański Sandomierz to miasto, którego historia zaczyna się w XIII wieku. Dawniej jeden z najważniejszych polskich ośrodków, dziś pełni funkcje przede wszystkim turystyczne. Na wyjątkową atmosferę miasta wpływa niespotykane bodaj nigdzie indziej w Polsce tak wyraźne jego oddzielenie jego starej części od nowej. Wędrując uliczkami sandomierskiej starówki, można poczuć się jak w staropolskim grodzie. Na rynku stoi XIV – wieczny, pierwotnie gotycki ratusz z ośmioboczną wieżą i ścianami zwieńczonymi u góry attyką. Rozbudowa w XVI w. nadała mu cechy renesansowe – jest jednym z najpiękniejszych polskich ratuszy tamtych czasów. Na najstarszej, południowej ścianie budynku znajduje się zabytkowy zegar słoneczny. Naroża attyki są ozdobione rzeźbami głów reprezentujących 4 stany. Oświetlony nocą ratusz rzuca na wieżę cień przypominającym dwie postacie. Obecnie w budynku mieści się siedziba Muzeum Okręgowego. Ekspozycja obejmuje zabytkowe wnętrza wraz z renesansowymi i neobarokowymi meblami, a także dokumenty i pieczęcie miejskie. Przy jednej z uliczek prowadzącej na sandomierski rynek stoi 33 – metrowa gotycka Brama Opatowska. Stanowi ona fragment jedynie częściowo zachowanych dawnych murów miejskich. Jej szczyt wieńczy renesansowa attyka. Z tarasu widokowego na wieży można podziwiać panoramę miasta i jego okolic, w tym Rezerwatu Góry Pieprzowe. Podczas prowadzenia prac renowacyjnych w piwnicach i podziemiach staromiejskich zabudowań utworzono popularną sandomierską Podziemną Trasę Turystyczną. W wyniku połączenia najatrakcyjniejszych piwnic i składów kupieckich powstał 470 – metrowy szlak, ciągnący się na głębokości do 12 metrów i obejmujący 34 komory na różnych poziomach.
Źródło: Polska Nawigator Turystyczny, Carta Blanca, Warszawa 2007
Szczucin
Leży na uboczu uczęszczanych szlaków turystycznych, ale może poszczycić się Muzeum Drogownictwa – wyjątkowym nie tylko w skali krajowej, ale także europejskiej. Zgromadzono tu około 5000 eksponatów, w tym zabytkowe maszyny i urządzenia, na przykład lokomobila, największy w Polsce zbiór znaków drogowych, a w pawilonie muzealnym mundury pracowników drogownictwa oraz dokumenty i projekty obrazujące historię drogownictwa. Najbardziej interesującą częścią ekspozycji jest sala, w której ustawiono makiety ilustrujące proces układania szosy. Przedstawiają robotników z narzędziami z początków ubiegłego stulecia, a nawet autentyczny powóz zwierzchnika nadzorującego ich pracę. Dla chętnych organizuje się pokazy slajdów i ciekawych filmów dokumentalnych.
Źródło:© Polska Nawigator Turystyczny, Carta Blanca, Warszawa 2007
Tarnobrzeg
Znany przede wszystkim z kopalni siarki. Po odkryciu ogromnych złóż tego surowca po drugiej wojnie światowej niewielkie miasteczko szybko się rozrosło i awansowało do roli stolicy regionu. Naturalne bogactwo okazało się jednak przekleństwem miasta. Zanieczyszczenie środowiska postępowało, aż wreszcie po przemianach lat 90 przemysł wydobywczy siarki na skutek wynalezienia alternatywnych, tańszych źródeł pozyskania, zaczął stopniowo podupadać. Obecnie na miejscu wyrobiska utworzono ogromny zbiornik wodny. Jednak Tarnobrzeg ma za sobą bardzo bogatą historię, o której nie wszyscy pamiętają. Jej świadectwem jest między innymi piękny, kameralny Rynek (zwany od koloru bruku – placem czerwonym), na którym stoi pomnik Bartosza Głowackiego.
Nie można ominąć Zalipia, jedynej wsi w Polsce, gdzie domy są malowane w kwiaty. Zgodnie z ludową tradycją tutejsze malarki zdobią też wnętrza domów i przedmioty codziennego użytku. Spotyka się barwne stajnie, studnie, kapliczki a nawet budy dla psów. Koniecznie trzeba wstąpić do Zagrody Felicji Curyłowej (placówka muzealna). Do Zalipia najlepiej przyjechać w weekend po święcie Bożego Ciała, kiedy odbywa się widowiskowy konkurs „Malowana Chata”.
Źródło: Polska Nawigator Turystyczny, Carta Blanca, Warszawa 2007
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.45553679053623,21.44428253173828);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.46165679262735,21.451663970947266);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.519722222222,21.560833333333);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.519166666667,21.601944444444);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.57168146041207,21.656455993652344);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.5802935898334,21.661605834960938);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.668611111111,21.7475);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.673888888889,21.756666666667);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.67786022163361,21.774215698242188);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.15094635096124,20.4071044921875);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.13235358530168,20.369510650634766);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.679709417237476,21.782798767089844);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.7014591889697,21.768722534179688);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.693195463584864,21.73473358154297);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.49715903038127,21.54092788696289);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.09063110478158,20.258102416992188);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.04060433615754,20.214500427246094);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.07036222667469,20.051422119140625);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.2981125512805,20.80535888671875);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.243143111850934,20.720901489257812);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.39910807485813,21.041908264160156);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.31006356616677,21.072978973388672);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.578222462009485,21.721515655517578);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.24325289449809,20.845870971679688);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.182174724020506,20.608978271484375);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.152222,20.601389);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.06264899011479,19.93297576904297);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.43247038399189,21.27124786376953);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.66698112550466,21.781940460205078);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.05030523150393,19.948253);
var marker = createMarker(point,'', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.043333333333,20.100277777778);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.117777777778,20.3575);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.12140357700609,20.358352661132812);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.141111111111,20.444444444444);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(15.240277777778,20.728611111111);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.289777956613456,20.801410675048828);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.322669179684944,21.072635650634766);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.32749131297406,21.075382232666016);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.410555555556,21.29);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.422222222222,21.311388888889);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.420331410575514,21.31244659423828);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.42426871587652,21.31999969482422);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.440555555556,21.361666666667);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//foto
var point = new GLatLng(50.441435915509096,21.370811462402344);
var marker = createMarker(point,'
', foto);
map.addOverlay(marker);//reko
var point = new GLatLng(50.675358252782694,21.78863525390625);
var marker = createMarker(point,'CAFE MAŁA SANDOMIERZ, UL. SOKOLNICKIEGO 2
Jak sama nazwa wskazuje – mały, ale za to jakże urokliwy lokalik, położony tuż przy równie urokliwym sandomierskim rynku. W tej miłej atmosferze możemy delektować się smakiem zupełnie wyjątkowych naleśników, słodkich lub wytrawnych (spośród których polecam szczególnie te z serem rokpol), popijając przy tym znakomitą tzw. extra-kawkę.', reko); map.addOverlay(marker);//reko var point = new GLatLng(50.69276049033586,21.77215576171875); var marker = createMarker(point,'MOTEL KRÓLOWEJ JADWIGI SANDOMIERZ, UL. KRAKOWSKA 24
Mieszczący się w zabytkowym obiekcie, u podnóża sandomierskiego zamku, tuż przy wejściu do Wąwozu Królowej Jadwigi motel - posiada stylowo urządzoną restaurację. Wyposażenie sal stanowią prawdziwe antyki, które można również kupić, gdyż właściciele prowadzą małą galerię. Zajadając się potrawami kuchni domowej, serwowanej przez gospodarzy, możemy poczuć atmosferę minionych dawno lat...', reko); map.addOverlay(marker);//reko var point = new GLatLng(50.68601788918602,21.72924041748047); var marker = createMarker(point,'BAR TRZYDZIESTKA SANDOMIERZ, RYNEK
Zarówno z tarasu, jak też z okien lokalu rozpościera się wspaniała panorama sandomierskiego rynku, z dominującym gmachem Ratusza na pierwszym planie. To niewątpliwie wpływa na smak podawanych tam potraw, z których na szczególną uwagę zasługuje mix z grilla (tzn. zestaw czterech mięs) podawany ze specjalnie przygotowaną i przyprawioną kaszą gryczaną – palce lizać!', reko); map.addOverlay(marker); //--- ciekawostki //elektrownia polaniec var point = new GLatLng(50.437937373530985, 21.33871078491211); var marker = createMarker(point,'Ciepła woda z Elektrowni Połaniec
Elektrownia wpuszcza do rzeki potężną strugę gorącej wody, która (w zależności od aktualnego poziomu Wisły) stanowi kilka do kilkunastu procent jej przepływu. Ręka zanurzona przy lewym brzegu ogrzewa się, a już na środku nurtu - marznie. Różnica temperatur 12 stopni Celsjusza. Zdjęcia lotnicze, wykonywane specjalnymi kamerami termalnymi, bardzo ładnie pokazują, jak ta ciepła struga, zrazu wąska,- po pięciu kilometrach sięga prawego brzegu, bardzo już wychłodzona oczywiście. Wpływ Kozienic na termikę Wisły obserwuje się na paru dziesiątkach kilometrów. To ma pewne skutki dodatnie - przedłuża sezon żeglugowy i sprzyja rozmnażaniu niektórych ryb- lecz chyba ma także skutki ujemne. C h y b a. Może mieć, a może nie mieć. Czort wie. Eksperci związani z energetyką przeprowadzili swoimi metodami pomiary temperatury, zawartości tlenu, innych parametrów i z ulgą orzekli: Wiśle nic nie zagraża. Ale eksperci ochrony, środowiska powściągają słowa aprobaty, bo jeszcze nie ma - ich zdaniem - wiarygodnych przesłanek oceny, jak te Kozienice naprawdę wpływają na hydrobiologię Wisły. Istnieją jednak pewne analogie oraz ogólnie znane prawidłowości. Wiadomo, że wody zanieczyszczone związkami fosforu i azotu są "żyzne", gdy zaś ulegną podgrzaniu - ich żyzność wzrasta gwałtownie; aż tętnią życiem fito- i zooplanktonu, a nawet roślinności wyższej, wszelkich przybrzeżnych i dennych chwastów. Nawet bez podgrzewania z każdych dwudziestu polskich jezior - dziewiętnaście już jest w zaawansowanym stadium eutrofii, która gwałtownie przyspiesza ich zamieranie i znikanie. Każdy gram fosforu wprowadzony do wód powierzchniowych (obojętne, czy jest to fosfor z nawozów syntetycznych, z bydlęcych, ptasich lub ludzkich gówienek, z detergentów bądź pestycydów) powoduje w jednym cyklu biologicznym przyrost masy glonów o sto gramów suchej masy. To źle? Źle. Jak jest intensywne życie - to i śmierć, jak śmierć - to gnicie, jak gnicie - to spadek zawartości tlenu iemisja siarkowodoru, więc utrata zdolności samooczyszczania zbiornika wodnego. To akurat jest pewnikiem, jednym z niewielu.
Podejrzenia budzą wiadomości z Pątnowa. Tamta elektrownia też podgrzewa jezioro
i służy nieźle wzrostowi ryb, lecz znacznie lepiej ich pasożytom. Na sto złowionych ryb zaledwie kilka jest zdrowych, resztę po prostu oblepia robactwo, głównie płazińce i nicienie. Energetycy twierdzą, że to z winy wodnych ptaków, które lubią grzać sobie brzuchy i przy okazji roznoszą pasożyty. Ornitolodzy udzielają odpowiedzi dwuznacznych. To samo ptactwo, chmarami siedząc na niektórych jeziorach mazurskich, nie szkodzi pływającym w nich rybom, z drugiej strony, jeśli kilkanaście tysięcy kaczek paskudzi podgrzaną wodę, to na pewno nie wychodzi jej to na zdrowie. Tak, w ptasim, kale bywają pasożyty, jeziora Pątnów, Slesin, Gosławice niewątpliwie zostały nimi zainfekowane. Inna zgaga to ślimaki, które tak się tam rozpleniły, że zatykają rurociągi elektrowni.
A co będzie, gdy koło Kozienic powstanie stopień i zbiornik wodny, niewątpliwie korzystny z punktu widzenia poboru wody technologicznej ichłodzącej? W wodzie podgrzanej a stojącej życie hydrobiologiczne (to też pewnik) będzie przebiegać ze zwielokrotnioną prędkością. Jak w Afryce, powiedzmy. Zbiornik Kariba na rzece Zambezi został w ciągu roku od rozpoczęcia napełniania zgalaretowany przez glon Salvinia auriculata, który kompletnie sparaliżował żeglugę i ogromnie skomplikował gospodarowanie wodą. Niewykluczone, że i nas mogą spotkać różne niespodzianki. Lepiej zawczasu krakać, niż post factum płakać. W końcu nie jest żadną zagadką techniczną, jak można studzić wodę z elektrowni przed odprowadzeniem do Wisły.
Most saperski pod Baranowem z września 39r. Ten prowizoryczny most pod Baranowem, w ciągu kilku godzin zaimprowizowany sprytem saperów, przedłużył o tydzień istnienie i walkę Armii Kraków. Budowa tego mostu, chociaż przeznaczonego do odwrotu, nie do ataku, należy do najbardziej dramatycznych epizodów Września. Najpierw wprowadzenie w sytuację frontową. Wedle założeń Naczelnego Dowództwa silna Armia Kraków, pod dowództwem gen. bryg. Antoniego SzylIinga, miała na stałych pozycjach bronić wytrwale południa Polski, przede wszystkim Śląska. Miała stanowić "zawias", tkwiący w miejscu. Było wiadomo, że inne armie pod naporem wroga będą się musiały wycofywać, spływać za linię obronną Wisły. ale Szylling powinien trwać jako "oś obrotu" całego frontu. Pierwszy dzień wojny. Niemcy atakują na wszystkich kierunkach. Na Podhalu - masą czołgów. Silny napór w Kotlinie Żywieckiej i pod Pszczyną, słabszy - pod Cieszynem. Bardzo mocny atak na północne skrzydło armii, na izolowaną pod Częstochową 7. Dywizję Piechoty i Krakowską Brygadę Kawalerii. Na środkowym, ufortyfikowanym odcinku Śląska - działalność patroli. Już pod wieczór widać, że Niemcy dążą do oskrzydlenia. Drugi dzień. Z relacji gen. SzylIinga: "Zarysowało się zagrożenie obejściem na obu skrzydłach sił armii (00) Wykonanie więc zadania obrony Śląska było możliwe, ale groziło uniemożliwieniem wycofania później stosunkowo silnej armii". Z relacji płk. Jan Rzepeckiego, dowódcy III oddziału sztabu Armii Kraków: ,,0 godzinie 14.30 generał SzyIling połączył się juzem z naczelnym wodzem i od tej godziny rozpoczęły się dramatyczne rozmowy ze Śmigłym-Rydzem i jego szefem sztabu: chodziło wszak o przekreślenie całego planu obrony państwa. Rydz dał się przekonać o konieczności odwrotu, ale chciał odkładać wydanie rozkazów do wieczora: nie rozumiał następstw takiego zwlekania, tym groźniejszych, że do odwrotu nic nie było przygotowane, a położenie wikłało się z każdą godziną". Z relacji gen. Szyllinga: "Pomiędzy godz. 18 a 19.00 otrzymaliśmy (zdaje się po drugiej rozmowie mojej z Naczelnym Wodzem) rozkaz odwrotu ze Śląska". Trzeci dzień wojny. 7. Dywizja, naciskana gwałtownie przez siły pancerne, cofa się, ma duże straty. Kawaleria prowadzi działania opóźniające. Główne siły armii, podzielone na dwie grupy operacyjne, przeprowadzają nakazany manewr odwrotowy. (Płk. Marian Porwit: "Odwrót Armii Kraków po obydwu brzegach Wisły był w samym założeniu dziwolągiem operacyjnym"). Grupa Operacyjna "Bielsko" (przemianowana na "Boruta") jest mocno naciskana, lecz - odchodząc drogami na prawym brzegu Wisły - odgryza się skutecznie. Szczególnie wyróżnia się jej 10 Brygada Kawalerii Zmotoryzowanej, jedyna gotowa do boju wielka jednostka pancerna polskiej armii. Grupa operacyjna "Śląsk" (przemianowana na "Jagmin") cofa się bez większych przeszkód lewym brzegiem Wisły, zabierając ze sobą załogi nie naruszonych schronów linii obronnej Śląska. Dowodzona przez gen. bryg. Jana Sadowskiego grupa operacyjna "Jagmin" składa się z 23. i 55. Dywizji. Piechoty oraz zorganizowanego ad hoc zgrupowania załóg fortyfikacyjnych płk. Klaczyńskiego. Czwarty dzień wojny. 7. Dywizja doszczętnie rozbita. Brygada kawalerii poturbowana, ale w porządku cofa się nad Wisłę, by. Osłaniać mosty. "Boruta" cały czas w ciężkich bojach odwrotowych. "Jagmin", naciskany słabiej, wywikłuje się z ciasnej zabudowy Śląska, przechodzi Przemszę i wieczorem zbiera się na północ od Krakowa. Piąty dzień. Kawaleria asekuruje mosty w Nowym Korczynie i Wiślicy."Boruta" - bez większych wydarzeń. Ta grupa przechodzi (raczej teoretycznie niż faktycznie) pod dowództwo gen. Kazimierza Fabrycego, w skład Armii Karpaty. "Jagmin" trzyma Kraków, wieczorem podejmuje dalszy odwrót lewym brzegiem Wisły. Z Brzeska gen. Szylling po raz ostatni osiągnął połączenie z Naczelnym Dowództwem. Od tego momentu Armia Kraków działa na własną rękę, wiedząc tylko, że wraz z Armią Karpaty ma przejść (nad Dunajcem i Nidą? nad Sanem?) pod dowództwo gen. Sosnkowskiego, organizującego na nowo front południowy. Szósty dzień. "Boruta" w ciężkich opałach, oskrzydlany od południa przez niemieckie czołgi, bombardowany przez lotnictwo, rozrywany atakami szybkich jednostek wroga. Ale uparcie zbiera się i dąży do przepraw na Dunajcu, zadając Niemcom straty. Grupa "Jagmin" ciągnie do tyłu forsownymi marszami, niepokojona tylko nalotami. Z Opatowca gen. Sadowski składa meldunek: ,,1939, wrzesień 6, godz. 14.00. Oddziały 23. i 55. Dywizji Piechoty osiągnęły całkowicie nakazane rejony bez styczności z nieprzyjacielem. Część pierwsza zgrupowania płk. KIaczyńskiego ukończy ściąganie się do swego rejonu około godz. 15.00. Stan moralny oddziałów - średni". Dzień siódmy. W Mędrzechowie gen. SzylIing wydaje Armii Kraków rozkazy. Grupa "Jagmin" ma przejść nocą do rejonu Opatowiec Wiślica i zorganizować jedną dywizją obronę tego regionu, drugą trzy- mać jako odwód armii. Grupa Operacyjna "Boruta" wykonuje rozkazy gen. Fabrycego. Po południu zwiad lotniczy donosi, że szosą z Buska przez Pacanów na Szczucin, gdzie jest jedyny w promieniu kilkudziesięciu kilometrów stały most na Wiśle, posuwa się hitlerowska kolumna pancerna. Grozi to przecięciem armii, która - parokrotnie już oskrzydlana - dzięki energii gen. Szyllinga skutecznie wymykała się z pułapki. Most zostaje wysadzony w powietrze wraz z pierwszymi grupami forsujących go Niemców: Krakowska Brygada Kawalerii przesuwa się wzdłuż Wisły pod Baranów, by bronić prowizorycznego mostu, postawionego latem. Ósmy dzień wojny. Niemcy zajmują pod Szczucinem polowe lotnisko, ostatnie samoloty Armii Kraków opuszczają rejon działań. Dowództwo "traci oczy", jak już straciło "uszy", po zerwaniu łączności z Warszawą. "Jagmin" na pozycjach obronnych. 23. DP toczy walki o małym natężeniu, 55. DP stale naciskana. Osobno odchodząca 22. DP, dowodzona nerwowo przez płk. Endla, atakuje Busko-Zdrój, doznając ciężkiej porażki; przestaje istnieć jako zwarta dywizja. Wszystkie okoliczne drogi są już patrolowane przez niemieckie oddziały zmotoryzowane. Dzień dziewiąty. Sytuacja grupy "Jagmin" gwałtownie się pogarsza, na jej tyły wychodzą niemieckie zagony, zajmują kluczową wieś Osiek w pobliżu przeprawy pod Baranowem. 55. Dywizja wyrzuca Niemców i przechodzi do obrony, odpierając falowe ataki wroga, wspartego lotnictwem, czołgami i artylerią. Złożona ze Ślązaków dywizja utrzymuje pozycję i umożliwia innym jednostkom wycofywanie na przyczółek. Cały rejon koncentracji jest już przestrzeliwany przez artylerię hitlerowską. Dziesiąty września. Wymęczone oddziały gen. Sadowskiego zalegały w lasach nad rzeką Czarną. 23. DP dotykała Wisły dokładnie w tym miejscu za Połańcem, gdzie wypadł nasz ostatni nocleg, grupa płk. Klaczyńskiego na prawo od niej, a 55. DP pod wsią Strzegom. Walczył tego dnia tylko jej skrajny pułk, odpierając ataki czołgów 5. Dywizji Pancernej. Nie było wiadomości od sąsiadów: ,Krakowskiej Brygady Kawalerii, która chroniła drugi brzeg pod Baranowem oraz 22. DP, której resztki po przegranej bitwie zbierały się gdzieś w okolicy i odstępowały, ścigane przez Niemców, bo dochodziły gasnące odgłosy kanonady. Większość oddziałów odpoczywała po trudach, natomiast w sztabach wrzało. Brakowało informacji o położeniu, więc raz po raz zmieniały się decyzje, krzyżowały sprzeczne rozkazy. 10.30. Szylling nakazuje Sadowskiemu odmarsz nocą na wschód, przejście przez most pod Baranowem, o ile taka możliwość istnieje, organizowanie obrony Wisły na prawym brzegu.Gdyby w Baranowie nie było przeprawy, iść lewym brzegiem na Sandomierz. 13.00. Sadowski wydaje wojskom rozkaz przygotowania się do marszu na przeprawę. 14.30. Szylling odwołuje rozkaz, bo przeprawa może nastąpić w innym miejscu. 15.00. Sadowski do 55. DP, 23. DP i płk. Klaczyński,ego: Dowódca armii wstrzymał decyzję co do przejścia przez Baranów. Utrzymać pozycje obronne. Prawdopodobnie przeprawa w innym miejscu. 16.00. Szylling do Sadowskiego: Iść na Baranów. Most będzie naprawiony dla piechoty. Artyleria się raczej nie przeprawi, chyba że promami, w razie niemożności wycofania zniszczyć działa. Porzucić absolutnie wszystkie tabory. Jeśli nie da się przeprowadzić koni zostawić. 16.25. Sadowski przywraca rozkaz do wojsk z 13.00. Wydaje szczegółowe dyspozycje marszowe. Wycofywać przede wszystkim ludzi, nawet kosztem utraty sprzętu. Jeśli przeprawa zajęta przez nieprzyjaciela odbić. Tabory, z wyjątkiem kuchen, wozów amunicyjnych i sanitarnych - zostawić. Konie przeprawić wpław. Artyleria w całości wspiera obronę przyczółka i przygotowuje się do ewentualnej przeprawy. Samochody nie będą przeprawiane. 17.00. Sadowski do Szyllinga. Wszystkie rozkazy co do przejścia pod Baranowem wydałem. Gdyby most był nie do użytku, proszę Pana Generała o przygotowanie maksymalnej ilości środków zastępczych. 22.00. Sadowski wydaje wojskom rozkazy uzupełniające. Oddziały zaczynają opuszczać pozycje i odchodzić w stronę Baranowa. Dzień jedenasty września. Nad Bzurą Armie Poznań i Pomorze przechodzą do kontrofensywy, zaczyna się wielka bitwa pod Kutnem. Armia Kraków przed momentem krytycznym: być albo nie być... Z relacji pisemnej mjr. Mariana Skierczyńskiego, dowódcy batalionu saperów 23. DP: "Przed świtem dojechałem łazikiem od strony Osieka do mostu drogowego i po moście pieszo udałem się w kierunku prawego brzegu rzeki. Była lekka mgła. Mniej więcej na środku Wisły na moście spotkałem por. Marcinka, który złożył mi krótki meldunek: Most drogowy uszkodzony, bliżej prawego brzegu zniszczony filar. Dwa przęsła zapadnięte. Wyrwa w moście - około 60 metrów. Uszkodzenie poważne. Ruch kołowy niemożliwy. W wyrwie mostu, przy pracy, saperzy armijni. W trakcie słuchania meldunku zobaczyłem zbliżającego się środkiem mostu od prawego brzegu gen. Sadowskiego. - Bardzo się cieszę - rzekł generał - że pana majora tu widzę. Zna pan ostatnią sytuację? Ja mam rozkaz dowódcy armii przeprawienia przez Wisłę przede wszystkim sił żywych i sprzętu lekkiego. Od pana zależy, czy uda się uratować artylerię grupy operacyjnej. Czy uda się naprawić uszkodzenie mostu i przeprawić artylerię i kolumny amunicyjne? - Zniszczenia mostu jeszcze nie widziałem. - Dobrze, chodźmy tam. Wyrwa, szerokości około 60 metrów i wysokości w najgłębszym miejscu około 10 metrów, stanowiła kształt rozwartej litery V, przy czym oba przęsła jednymi końcami opadały na zniszczoną tuż przy wodzie podporę (jarzmo palowe), a drugie końce pozostały oparte na podporach w górze. - Jak pan ocenia zniszczenie? - zapytał generał. - Czy widzi pan możliwość zabudowy wyrwy w moście? - Wyrwa w moście zbyt duża - stwierdziłem. - Do jej zabudowy potrzeba będzie masy materiału oraz dużo ludzi i środków transportowych. - Odbudowa mostu musi nastąpić w ciągu dnia dzisiejszego. Zostanie utworzone przedmoście obronne Osiek-Świniary. Będziemy się bili o czas konieczny na odbudowę mostu". (Uwaga! Tuż przed oddaniem tej książki do druku udało mi się odszukać pana Mariana Skierczyńskiego, lat 82, podpułkownika w stanie spoczynku. Okazało się, że jest... moim bliskim sąsiadem. Przeczytał tekst i wniósł parę uzupełnień oraz komentarzy, które przytaczam w nawiasach). Oficerowie saperów nie mieli czasu przeliczać uciekających minut na uciekające istnienia żołnierzy, którzy walczyli w beznadziejnym położeniu taktycznym, aby dać saperom około dziesięciu godzin na zbawcze dla armii dzieło inżynierskie.Czas refleksji nad dramatyzmem sytuacji nadszedł później, teraz musieli kombinować prowizoryczne środki, których można by użyć do budowy. Zadanie wyglądało nierealnie, by nie powiedzieć: niedorzecznie. Ten most, w trybie pospiesznym, budowało wszak tysiąc robotników – dzień i noc na okrągło przez 47 dni. Teraz dwa przęsła z dziesięciu leżały w wodzie. Do podniesienia ich mjr Skierczyński miał czas krótszy; niż od świtu do zmierzchu, a do dyspozycji 18 oficerów, 458 saperów i 120 żołnierzy innych broni. Na szczęście na brzegach leżało sporo drewna, pozostałego po zakończonej dopiero pięć dni temu budowie. Ten most bowiem ukończono 5 września. W momencie oddawania go do użytku pluton minerski zakładał już ładunki wybuchowe. Dwa dni temu ktoś je odpalił - nie wiadomo kto i dlaczego. (Mjr Skierczyński: "Ależ wiadomo, wiadomo, choć z koleżeńskich pobudek nie pisało się o tym dotychczas. Most wysadził ppłk. Sikorski, który improwizowanym oddziałem wojska bronił Sandomierza. Niemcy dniem zajmowali miasto, nocą cofali się do Staszowa. On się bał o swoje lewe skrzydło. O prawe - nie, bo tam była za Wisłą pancerna brygada Roweckiego. Więc kazał zwalić jedną podporę mostu, żeby nie sforsowali go Niemcy. Nie wiedział, że do przeprawy zbliża się grupa Sadowskiego. Większa była wina generała Piaseckiego, zresztą trzy razy odznaczonego Virtuti Militari, bo nie zostawił kawalerzystów ze swojej krakowskiej brygady do stałego dozorowania mostu. Kawalerzyści są wygodni, a może oporządzali konie i stąd się stało to nieszczęście"). Rozejrzawszy się Skierczyński podjął decyzję zdumiewającą: że do "wieczora przysposobi dwa mosty! Wyrwy w tym zniszczonym nie da się całkowicie uzupełnić, więc trzeba poprzestać na założeniu kładki dla pieszych. Dla artylerii natomiast i zaprzęgów na1eży skonstruować obok drugi, polowy "most zbawienia" - jak go major ochrzcił w myśli. Most pontonowy bez pontonów, bo ich nie było. Pod brzegiem stało natomiast, co wypatrzył, kilka wiślanych galarów oraz kilka koszarek - pływających przystani z mieszkalnymi barakami. Pośrodku Wisły zaś, wskutek niskiego stanu wody, wychynęła piaszczysta łacha, rozdzielająca nurt. To stwarzało szansę. (Skierczyński: "Jako młody oficer służyłem w 4 Pułku Saperów w Sandomierzu, tam przybywały takie galary z węglem, wiedziałem, że są płaskodenne i mają dużą wytrzymałość. Często je oglądałem pod czas ćwiczeń. Postanowiłem na nich oprzeć most. Zaraz kazałem żołnierzom zrzucać wiklinę, bo były załadowane"). Zaczął się wyścig o ocalenie. Saperzy biegiem znosili belki i deski, zwalali z koszarek nadbudówki. Oficerowie mierzyli szerokość" Wisły i kalkulowali niezbędną liczbę pływających podpór. Niestety, było ich o trzy za mało. Opadły ręce. Praw mechaniki nie da się oszukać. Nagle majorowi zaświtała myśl absolutnie sprzeczna z teorią hydrotechniki i z praktyczną wiedzą saperską: galar wystarczy, jeśli co drugą będzie się ustawiać bokiem do prądu, prostopadle doń, wykorzystując ją jako fragment jezdni. Hipotetycznie, tak ustawioną jednostkę pływającą prąd musi zerwać z kotwicy, ale prąd był słaby, tylko 0,4 metra na sekundę. Może nie spłyną? (Skierczyński: "Poprawka - było 0,8 metra na sekundę. A kotwic tylko kilka. Kazałem robić prowizoryczne, z jakiegoś złomu, a dodatkowo worki z kamieniami"). Od strony Osieka słychać było grzmot zbliżających się salw artyleryjskich i nieprzerwane gruchotanie karabinów maszynowych. Raz po raz nadlatywały rozpoznawcze samoloty z czarnymi krzyżami, ale bateria polskich "czterdziestek" odpędzała je z rejonu przeprawy. Tutaj saperzy - sami Ślązacy - poganiali się okrzykami: Ty pieronie, bierz ta belka, pośpieszaj! - Chyć ta lina, zaprzyj się i ciung! Roboty ruszyły o 9 rano, a tuż po południu gotowy był "most na koszarkach", na węższej odnodze Wisły, między wyspą a prawym brzegiem.Około 17 stanęła na szerszej odnodze długa linia galar, połączonych prowizoryczną konstrukcją z belek nośnych. Ukończono też wykładaną deskami jezdnię na piaszczystej łasze. Most był gotów w osiem godzin od rozpoczęcia robót. Ale czy wytrzyma pod ciężarem armat? Nadjechała pierwsza ciężka haubica 155 mm. Obsługa na koniach zaprzęgu... Z relacji mjr. Skierczyńskiego: "W pewnym momencie zbliżył się do mnie płk. Kijowski ze słowami: Panie majorze, trzeba rozpocząć przeprawę! Już najwyższy czas! Powiedziałem: Tak jest! - i ponowiłem prośbę, by przestrzegać obowiązującej dyscypliny podczas przeprawy artylerii po moście polowym. Pułkownik zlekceważył moją sugestię. Odwrócił się, dał znak pałą i działom z kopyta runął na most. Zamarliśmy z przerażenia. Rozległy się krzyki saperów na galarach, most zafalował. W każdej chwili mogła nastąpić katastrofa. Z jezdnymi na koniach w pełnym galopie mknęła haubica na drugi brzeg. Cóż to był za piękny, a jednocześnie skandaliczny wyczyn! Czyżby pułkownik nie przeprowadzał nigdy artylerii przez most polowy? Ten szaleńczy wyczyn mógł zniweczyć przeprawę. Most mógł ulec poważnemu uszkodzeniu, a kanonierzy, konie i działo znaleźć się na dnie rzeki. Mknące w pełnym zaprzęgu działo w szalonym I pędzie po moście - to wspaniała sceneria do filmu, ale w tym wypadku mieliśmy do czynienia z przekroczeniem granic brawury. Zmierzch dodawał grozy. Działo mijało kolejno odcinki mostu na galarach, na wyspie i na przystaniach, aż wreszcie głucho zadudniło na prawym brzegu. Most wytrzymał tę ciężką próbę. Grupa operacyjna będzie uratowana". . (Skierczyński: "Do dziś mam w uszach tętent koni i to dudnienie, jak tępy grzmot. Przyskoczyłem do tego pułkownika, miałem otwartą kaburę, rękę na kolbie. To mój domysł, supozycja, ale on chciał chyba, żeby się most zawalił, bo był urażony, że nie pozwoliłem mu się wtrącać do saperskiej roboty i przeszkadzać dyletanckimi radami porucznikowi Marcinkowi"). Nad ranem, po przeprawieniu wojsk, oba mosty trzeba było zniszczyć. Z polowym poszło łatwo, przecięto liny i spłynął. Ale lont prochowy miny na moście stałym nie chciał się zapalić, widocznie zamókł. W ostatnich sekundach, gdy patrole niemieckie wchodziły już na przyczółek, kapral Sochacki spowodował granatem detonację miny. Cudem zdołał się uratować. Saperzy bez strat własnych ocalili trzy-dywizyjną grupę operacyjną, która natychmiast podjęła walkę. Doprawdy nie potrafię objaśnić, czemu to właśnie wydarzenie z dziejów przegranej kampanii, wyczytane w relacji jego uczestników i ze zbioru suchych raportów frontowych, przechowałem w pamięci. Tyle było wrześniowych kart bardziej tragicznych, bardziej bohaterskich, a nawet bardziej osobistych. Z dzieciństwa wyraziście pamiętam pierwszy dzień wojny i pierwszy nalot na Warszawę, kiedy spadły bomby na Kole. Pamiętam orgie pożarów, groby na, skwerkach, wycie stukasów i kanonadę ciężkich dział i te ostatnie dni piwniczne, podczas których nie ustawał grzmot bombardowania. Czemu więc zająłem się właśnie tym nadwiślańskim epizodem, kiedy to saperzy po prostu zrobili to, co do nich należało, a piechota walczyła, żeby mogli to zrobić? Pewnie dlatego właśnie... Dlatego, że w trakcie przegranej kampanii było niewiele momentów, w których wojska działały dokładnie tak, jak wypadało im działać wedle reguł sztuki wojennej: ani nie uległy panice i rozprzężeniu, ani nie ginęły dla ratowania honoru, nie miotały się w rozpaczy, nie rzucały broni, lecz konsekwentnie czyniły to, co nakazywała sytuacja. Jest to wzorzec nie tylko na czas wojenny; w dodatku zabarwiony na końcu akcentem fanfaronady, bez której byłby to wzorzec suchy, obcy polskiemu temperamentowi, więc nieprzyswajalny. " (Skierczyński: "Jeszcze dodam, że nasz 23. Batalion, jako jedyny z całej armii wrześniowej, dostał za to srebrne Virtuti Militari. A w grudniu 1979 roku odsłonięto na jego cześć w Mysłowicach, gdzie stacjonował, tablicę pamiątkową. Była to ładna uroczystość, dostałem album zdjęć. Przykro tylko, że ani mnie, dowódcy, ani żadnego innego żołnierza batalionu na to odsłonięcie nie zaproszono"). |
Rosyjski most w Sandomierzu - Potem Rosjanie wysokowodny most zbudowali. I Przyszedł pomnie starszy lejtnant i prosi, żebym obejrzał. Popatrzyłem, widzę, że za słabe postawili zabepieczenia przeciwlodowe. "Szto wy, liedariezy iz stpiczek postroili?" - pytam. Strasznie się najeżył, a było ich na odprawie ze trzydziestu oficerów od tego mostu.
Druga ława odetchnęła. - Wcale nie są winni. |
HEBDÓW – WIŚLANY PUNKT NAWIGACYJNY Aby dotrzeć do klasztoru w Hebdowie od strony Wisły – musimy zacumować łódź na piaszczystej plaży w jednym z przepięknych zakoli i udać się kilkaset metrów pieszo na przełaj przez łąkę. A jeszcze 200 lat temu koryto rzeki znajdowało się przy samym wzgórzu klasztornym. Prowadził tędy niezwykle ważny, wodny i lądowy, trakt handlowy z Krakowa na wschód, w kierunku Rusi. Do przystani koło klasztoru licznie przybijały łodzie i barki, kupcy handlowali przywożonymi przez siebie towarami, m.in. zbożem, czego świadectwem jest znajdujący się obok klasztoru spichlerz z połowy XVIII wieku. |
NIEPOŁOMICKIE KLIMATY Rozpoznając zalety turystyczne podkrakowskiego odcinka Wisły, nawet nie spodziewałem się, że to właśnie w niewielkich Niepołomicach zabawię na dłużej, dużo dłużej. Wszystko to za sprawą niezwykłego człowieka, którego poznałem zaraz po moim przyjeździe do tego miasta. Mieczysław Janusz Jagła jest na co dzień dyrektorem Młodzieżowego Obserwatorium Astronomicznego. Niezwykłej instytucji, której celem jest zainteresowanie młodzieży naukami przyrodniczymi i nowymi technologiami. Trzeba przyznać, że zadania te realizowane są bardzo skutecznie, zarówno w trakcie zajęć stacjonarnych, jak też podczas wyjazdów, obozów szkoleniowych, które często organizuje dla młodzieży pan Mieczysław. W planach ma również dokupienie nowych instrumentów astronomicznych i budowę planetarium. Dla gości organizowane są pokazy, prelekcje, prezentacje i teleskopowe pokazy nieba. Naprawdę warte zobaczenia! |
Jeszcze na długo przed opracowaniem koncepcji działalności Żeglugi Wiślanej często przemierzałem tzw. Nadwiślankę, czyli Drogę Krajową nr 79 z Krakowa do Sandomierza. Zawsze uwagę moją, jak myślę większości przejeżdżających przez te okolice, wzbudzały ruiny obiektu położonego tuż przy drodze w Śmiłowicach (gmina Nowe Brzesko). Niestety nie znając historii tego miejsca, obserwując tylko teren na wyraźnym sztucznym podwyższeniu, jednak mocno zniszczony i zaniedbany, nie można się było domyślić jaki wspaniały obiekt zajmował kiedyś ten teren. Jakie było me zdumienie gdy kilka lat temu zauważyłem, że obiekt zaczyna być odbudowywany. Zdumienie przerodziło się w zachwyt, gdy podczas kolejnych wyjazdów zobaczyłem wyraźne kształty pięknego pałacu wyłaniającego się z ruin. Dokończone dzieło udało mi się obejrzeć po raz pierwszy już podczas przygotowań do rejsów, na początku 2008 roku. |
ŚLUZA PRZEWÓZ I PROBLEMY KASKADY GÓRNEJ WISŁY Wybudowana w 1955 roku w ramach kaskady Górnej Wisły Śluza Przewóz stopniowo traciła swoje walory użytkowe. W założeniach maksymalny poziom piętrzenia wody, czyli różnica między poziomem wody przed i za śluzą, miał wynosić 3,70 m. Jak wspomina wieloletni kierownik obiektu Adam Bochenek jeszcze dwadzieścia lat temu możliwe było śluzowanie nawet sporych statków, dziesięć lat wstecz przechodziły już tylko małe i średnie jednostki. Z czasem, wskutek erozji dna rzeki poniżej stopnia wodnego i drastycznego obniżenia poziomu wód gruntowych, różnica poziomów doszła do około 7 metrów. Dlatego obecnie na progu dolnym stopnia wodnego poziom wody waha się w okolicach zera lub nawet poniżej! Jest to niewyobrażalne, ale jak najbardziej możliwe. Zapraszam do Przewozu, by zobaczyć ten niezwykły, niestety dla nas wodniaków, przygnębiający widok. Stojąc na dolnych wrotach śluzy i patrząc w stronę Niepołomic widzimy jak woda spada, jakby z kilkunastocentymetrowego wodospadu, z betonowego progu położonego tuż za wrotami, a kilkanaście metrów dalej w poprzek rzeki przechadzają się ptaki! I z pewnością nie są to kaczki, które unoszą się na wodzie. Tak więc poziom wody nie jest tam wyższy niż 15-20 centymetrów. Jak mówi pan Bochenek, śluzowania możliwe są prawie zawsze w okresie wiosennych roztopów i czasami w ciągu roku po obfitych opadach, kiedy rzeka poniżej stopnia mocniej przybierze. Czyli w sumie przez jakiś miesiąc w roku, a biorąc pod uwagę ostanie bezśnieżne zimy to okres ten jest jeszcze krótszy. Przekłada się to oczywiście na ilość śluzowań, których wykonuje się w sumie kilka do maksymalnie kilkunastu w roku (i to głównie z góry na dół, bo można wspomóc się wypuszczaną dodatkowo wodą). Dlatego przybór, który miał miejsce w ostatnich dniach lipca, skrzętnie wykorzystali lokalni armatorzy przerzucając część sprzętu z jednej strony śluzy na drugą. Następna taka okazja być może dopiero w marcu. |
Sandomierz
„I na drogach moich raz tylko napotkałem miasteczko, dokąd chciałem powrócić, gdzie chciałem żyć, gdzie chciałem tworzyć. Alenie na żadnych szlakach Norwegii czy Hiszpanii, tylko po prostu niedaleko od siebie i nad naszą rzeką - w Sandomierzu”.
Tak pisał, a i czulej pisał o Sandomierzu - o Sandomierzu i w Sandomierzu - jego Wielki Bard, pan Jarosław Iwaszkiewicz. Wyznawał, że nie żaden atawizm wiązał go z tym miastem sentymentem, gdyż przodkowie jego Po innych Wędrowali krainach, lecz mimo to właśnie Sandomierz stał się dlań miastem rodzinnym.
Wcześniej zapełniał jego mury powieściowymi postaciami i dramatami dziejowymi Stefan Żeromski. Ale swąfascynację miarkował.
"Przed secinami lat sadzono drzewa i winny szczep na słonecznych Sandomierza pagórkach, w miejscach, gdzie dzisiejsza bieda i dzisiejsza ciemnota rozpościera panowanie wokół romańskiego piękna świętego Jakuba".
W latach dwudziestych Sandomierz miał potężne biskupstwo, garnizon i jakieś pięć tysięcy mieszkańców, którzy cienko przędli z handelku i robiącego bokami rzemiosła. Alemiał gestpański – biskup do katedry przejeżdżał, całe dwieście metrów, karocą! - i miał aspiracje... stołeczne.
Melchior Wańkowicz komplementował, że Sandomierz "miasto piękne ni to Polska Werona", a wizytując je vi czasach budowy COP wspominał swe sztubackie lata i tak oto konfrontował z, teraźniejszością:
"Nie znalazłem Wielkiej różnicy w przyszłej stolicy Okręgu Centralnego, kto wie - może w przyszłej stolicy Polski. Jeśli to się kiedyś stanie, a tak życzył Sandomierzowi, wpisując się do księgi pamiątkowej, minister Kwiatkowski - to będzie jeszcze jeden wielki psychiczny plus Okręgu Centralnego".
Nie został nawet stolicą małego województwa. Tradycja jednej z piastowskich stolic .Królestwa przegrała z siarką i z tradycją rewolucyjną Republiki Tarnobrzeskiej.
Nie mnóżmy cytatów. Iwaszkiewicz nie był jedynym, któremu Sandomierz jawił się jako kwintesencja polskości. To miasto ma istotnie wiele atrybutów, które je do roli symbolu predestynują. Leży nad Królową Polskich Rzek. Jest starodawne. W swych murach zawarło dokumenty narodowej kultury, kamienne dokumenty romańszczyzny, gotyku, renesansu, baroku, a nawet domieszkę bizantyjską w postaci fresków mistrzów kijowskich
w katedrze - znak, że czerpaliśmy i ze Wschodu artystyczną inspirację. Jest nieduże, kameralne, sentymentalne, zaciszne, takie właśnie, jakie pasuje do tradycyjnego modelu "Byle polska wieś spokojna". A zarazem naznaczone jest tragicznym kontrapunktem martyrologii, od jaćwieskich i tatarskich najazdów, przez bitwy szwedzkie i napoleońskie, po drugą wojnę światową. Jest też jakby pechowe; tyle miało szans dziejowych, a nigdy nie wybiło się na wielkość. Tak, Sandomierz jest dobry do ewokowania uczuć patriotycznych
i do ich intymnego przeżycia.